Choroby z internetu

Gabinety lekarskie oblegają tłumy pacjentów zaniepokojonych o swoje zdrowie. Celebryci masowo przechodzą na dietę bezglutenową. Czy my na pewno wiemy, co jest dla nas dobre?

Gwałtownie wzrosła liczba osób zdrowych zaniepokojonych stanem swojego zdrowia

Młoda kobieta siedząca naprzeciw dr. Andy’ego Daviesa nie miała wątpliwości co do dręczącej ją przypadłości – na potwierdzenie własnej diagnozy przyniosła informacje wydrukowane z internetu. Pokazując lekarzowi zabarwione na niebiesko dłonie wyjaśniła, że sprawdziła objawy w Google i dowiedziała się, że cierpi na sinicę, potencjalnie niebezpieczną chorobę, związaną ze zwiększoną ilością hemoglobiny w krwi.
Dr Davies miał nieco inną teorię. Przyjrzawszy się ubraniu swojej pacjentki zapytał, czy dżinsy, które ma na sobie są nowe, po czym cierpliwie starł barwnik z jej dłoni chusteczką higieniczną. – Trzymała ręce w kieszeniach, ubrudziły się barwnikiem do farbowania tkaniny – mówi dr Davies. – Uśmiała się i powiedziała, że gdy wpisała do Google “niebieskie dłonie”, wyszukiwarka poinformowała ją, że to sinica.
Lekarze od pewnego czasu zauważają ogromny wzrost liczby osób “bezzasadnie zaniepokojonych” stanem zdrowia – ludzi zupełnie zdrowych, którzy korzystając z Google i Wikipedii “rozpoznają” u siebie rozmaite przypadłości, od zwykłych alergii spożywczych po guza mózgu.
– Odczuwalnie wzrosła liczba osób zdrowych zaniepokojonych stanem swojego zdrowia – mówi dr Laurence Buckman z Londynu, były przewodniczący Komisji Lekarzy Ogólnych przy Brytyjskim Towarzystwie Medycznym. – Nie mam nic przeciwko pacjentom, którzy na własną rękę szukają odpowiedzi, ale jakoś nikt nie idzie do księgowego czy adwokata i nie mówi im, jak mają wykonywać swoją pracę. A w pouczaniu lekarza ludzie nie widzą niczego niestosownego.
– Serce się kraje, gdy do gabinetu wchodzi pacjent z plikiem wydruków z logo Google, święcie przekonany, że wie, na co choruje zanim w ogóle omówimy symptomy. A często pacjentom w ogóle nic nie dolega – dodaje.
Wydaje się, że żadna dziedzina życia nie wywołuje takiego “zaniepokojenia” – i często dezorientacji – jak żywienie i dietetyka.
Z badania opublikowanego w ubiegłym tygodniu wynika, że zainteresowanie produktami klasyfikowanymi jako “niezawierające” jakiegoś składnika – glutenu, cukru, tłuszczu, laktozy i innych – wzrosło ponad dwukrotnie w ciągu ostatnich pięciu lat. Ponad połowa klientów sklepów spożywczych kupuje produkty “niezawierające” różnych składników, wylicza Kantar Worldpanel, firma specjalizująca się w badaniu rynku konsumenckiego. To oznacza, że branża warta 355 mln funtów jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów rynku spożywczego.
Ten wzrost to w dużej mierze zasługa żywności bezglutenowej. Sieć Marks & Spencer w ubiegłym roku odnotowała stuprocentowy wzrost sprzedaży tego typu produktów, dlatego stale poszerza swoją ofertę – na półkach jest już ponad 150 produktów bez glutenu. W innych dużych supermarketach działy z żywnością “niezawierającą” różnych składników są jeszcze większe. Tymczasem na celiakię, chorobę układu odpornościowego charakteryzującą się nietolerancją glutenu i wymagającą całkowitej rezygnacji z tego składnika, cierpi nie więcej niż 1 procent populacji. Nie ma też żadnych dowodów na to, by ostatnio nasilało się występowanie tej choroby na świecie.
Dlaczego więc tak wiele osób uważa, że powinny unikać glutenu za wszelką cenę? Gluten to mieszanina białek roślinnych, występująca w ziarnach niektórych zbóż, np. w pszenicy, życie, owsie czy jęczmieniu. Elastyczna substancja jest ważnym składnikiem chleba, makaronu i ciastek. W produktach bezglutenowych dla uzyskania tego samego efektu trzeba używać innych składników, np. mąki ryżowej lub mąki z tapioki, a to wiąże się z wyższymi kosztami produkcji – te oczywiście ponoszą konsumenci.
Rynek opanowała moda na dietę bezglutenową, napędzaną przez celebrytów jak Gwyneth Paltrow, Victoria Beckham czy Stella McCartney. Mistrz tenisowy Novak Djokovic twierdzi, że odkąd wyeliminował z diety gluten, jego forma znacząco się poprawiła.
Lauren Tredgett, zaopatrzeniowiec Tesco, uważa, że zainteresowanie produktami bezglutenowymi gwałtownie rośnie, bo “coraz więcej konsumentów ma świadomość, że nie toleruje pszenicy czy glutenu”. Eksperci medyczni są jednak sceptyczni.
Kontrowersje budzi nowa przypadłość, opisywana jako nadwrażliwość na gluten niezwiązana z celiakią (ang. Non-Celiac Gluten Sensitivity, w skrócie NCGS) – choroba, którą coraz więcej osób odkrywa dzięki Google. Eksperci są jednak podzieleni co do powszechności, a nawet istnienia tego schorzenia.

Maxine Frith

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.