Europa idzie własną drogą

Jak reaguje Europa na zmiany w strategicznych priorytetach Waszyngtonu? Jakie lekcje wyciąga z prezydentury D.J. Trumpa? Nad tym zastanawiają się Autorzy poniższego eseju z Foreign Affairs.
Przedstawiam Państwu spore fragmenty tej świeżej publikacji, w kontekście właśnie podpisanej, polsko-szwedzkiej umowy o zakupie przez Polskę trzech okrętów podwodnych. Umowy wartej miliardy. Polski czytelnik tego teksu zna skalę ostatnich, polskich wydatków na obronę. Zna także historię szaleńczego, w polskich warunkach geostrategicznych, programu likwidacji polskiego wojska i planowej de-industrializacji Polski w obszarze przemysłu zbrojeniowego. To trwało w sumie aż do roku 2022! Czy ktoś kiedyś prześledzi ten proces, wskaże ośrodki „wpływu” - polityków, lobbystów, ekspertów z medialnych kampanii, iż „wojny się skończyły”??
W sumie Polacy powinni Putinowi dyskretnie) podziękować, iż swoją spapraną agresją obudził asertywne ośrodki władzy w Europie, zanim rosyjska (oparta o gaz!) i lewacka indoktrynacja zżarły wszystkie mózgi decydentów kontynentu!
W poniższym artykule przewijają się dwa motywy. Jeden to (dyskretnie) lansowana kon- cepcja stworzenia z Unii jednego państwa, docelowo z większościowym systemem decy-zyjnym. Drugi, to fragmenty poświęcone obecnej pozycji i polityce, wyrastających na filar militarny i polityczny kontynentu, Niemiec. W sumie to o nich jest głownie ten tekst, do którego lektury serdecznie Państwa zapraszam.
W.Werner-Wojnarowicz
****
Europa idzie własną drogą. Oddalając się od Ameryki, kontynent przezbraja się i porządkuje.
Europejczycy są upokarzani, lekceważeni i marginalizowani od czasu powrotu prezydenta USA Donalda Trumpa do władzy w 2025 roku. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że Europa stała się ulubionym workiem treningowym prezydenta. Kontynent jest, jak uważa jego administracja, wyniszczony militarnie, nieistotny gospodarczo, politycznie nieprzystosowany i kulturowo skazany na cywilizacyjne wymazanie. Próba Trumpa, by zmusić Danię do oddania Grenlandii w 2025 roku, była symbolem lekceważącej postawy jego administracji.
Opinie Waszyngtonu o Europie są tak ugruntowane, że nie dostrzega się tam głębokich zmian, jakie zachodzą. Po raz pierwszy od dziesięcioleci Europejczycy dostrzegają otaczające ich zagrożenia. Są zatem gotowi inwestować w zasoby wojskowe i służyć w siłach zbrojnych swoich krajów. Z tych zmian powoli wyłania się nowa, wielka strategia, która sygnalizuje nową europejską trajektorię geopolityczną i strategiczną. Europa zrozumiała, że jej stary paradygmat – bogactwo bez siły militarnej, wpływy bez poświęceń i ochrona bez zobowiązań – nie jest już zrównoważony. [podkreślenie - WW-W] Odrzucenie Europy jako trwale nieistotnej oznacza zignorowanie skali i głębi zachodzących obecnie zmian. Przez dziesięciolecia kraje europejskie odruchowo zgadzały się z priorytetami Waszyngtonu. Były nawet gotowe wysyłać swoich żołnierzy do walki w wojnach pod dowództwem USA, które wiele ich społeczeństw – a czasami i rządów – uważało za błędne, peryferyjne lub strategicznie kosztowne. Europa, która poważnie inwestuje we własną obronę, nie będzie już tego robić – a Waszyngton powinien się do tego przygotować.
Po dekadach samozadowolenia Europejczycy uświadomili sobie, że żyją w niebezpiecznym świecie. (…) Największe obawy panują w Europie Wschodniej i Północnej, ale 59% respondentów w Niemczech, 50% we Francji i 49% w Wielkiej Brytanii również uważa Rosję za największe zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego swojego kraju. Są to największe i najpotężniejsze państwa Europy. Zagrożenie ze strony Rosji nie ogranicza się już do peryferii Europy. Przeniosło się do serca kontynentu. To poczucie niepewności potęguje fakt, że wielu Europejczyków zdaje sobie sprawę, że nie mogą już polegać na Stanach Zjednoczonych. (…)
Europejskie wydatki na obronę gwałtownie rosną. W 2024 r. 27 państw członkowskich UE wydało na obronę około 402 miliardów dolarów, znacznie przewyższając rosyjskie wydatki wojskowe wynoszące 160 miliar- dów dolarów. Niemcy odgrywają wiodącą rolę, a obecnie Berlin odpowiada za około jedną czwartą całkowitych wydatków UE na obronę, co czyni go czwartym co do wielkości krajem wydającym na wojsko. (…) Tymczasem Francja obawia się, że niemieckie zbrojenia zagrażają długoletniemu podziałowi pracy: Niemcy jako europejska potęga gospodarcza, Francja jako potęga militarno-strategiczna. (…)
Aby zmniejszyć zależność od sprzętu amerykańskiego, Europa zwiększa również swój potencjał militarno-przemysłowy. W Berlinie startupy takie jak Helsing i Stark Defense konkurują o wielomiliardowe kontrakty na drony. Tymczasem Quantum Frontline Industries, niemiecko-ukraińskie przedsiębiorstwo zbrojeniowe, rozpoczęło na początku tego roku produkcję dronów na skalę przemysłową w pobliżu Monachium. Chociaż Berlin jest wciąż na początku drogi w rozwoju zdolności autonomicznych, może czerpać z dziesięcioleci doświadczenia w produkcji ciężkiego sprzętu. Rheinmetall, największy niemiecki wykonawca zbrojeń, współpracuje z włoskim koncernem zbrojeniowym Leonardo przy produkcji ponad 1000 nowych bojowych wozów piechoty i do 350 czołgów podstawowych Panther KF51 dla włoskiej armii.
(…) Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier wyraził wątpliwość, czy wystarczająca liczba młodych mężczyzn zaciągnie się do sił zbrojnych, czyli Bundeswehry. Jednak ich obawy okazały się bezpodstawne. (…) Ten rozwój sytuacji stawia niemieckie siły zbrojne na dobrej drodze do osiągnięcia średnioterminowego celu kraju, jakim jest 260 000 żołnierzy czynnych i 200 000 rezerwistów do połowy lat 30. XXI wieku, co przyczynia się do realizacji deklarowanego przez kanclerza Friedricha Merza celu ponownego uczynienia Bundeswehry „najsilniejszą armią konwencjonalną w Europie”. (…)
Po zimnej wojnie większość krajów europejskich uznała dobrobyt gospodarczy, a nie bezpieczeństwo narodowe, za zasadę organizacyjną swojej wielkiej strategii. (…)
Inwazja Rosji na Ukrainę zburzyła tę ideę i rozpoczęły się poszukiwania nowego, wielkiego projektu. Merz przedstawił jak dotąd najbardziej spójny opis, formułując koncepcję „zasadniczego realizmu” w eseju w „Foreign Affairs”. W swej istocie jego wielka strategia ramowa zawiera chłodną analizę. Porządek międzynarodowy, który opierał się na prawach i zasadach, już nie istnieje, a my weszliśmy w erę, w której zamiast tego rządzi się bezczelnym sprawowaniem władzy. Niemcy muszą się dostosować i ponownie wejść do sfery twardej siły – podejmując zakrojone na szeroką skalę zbrojenia, modernizując swoje siły zbrojne i służby wywiadow- cze oraz utrzymując wsparcie dla Ukrainy tak długo, jak będzie to konieczne. Jednak w tej transformacji Niemcy nie mogą stracić z oczu zasad demokracji, praworządności i współpracy międzynarodowej, którymi kierują się od 1945 roku. Choć nie są w stanie samodzielnie utrzymać globalnego porządku opartego na zasadach, mogą pomóc w kształtowa- niu porządku regionalnego – a być może nawet porządku wśród podobnie myślących państw spoza Europy – który zachowa minimum stabilności i przewidywalności. W tym kontekście stosunki ze Stanami Zjednoczonymi zostaną dostosowane, a nie zerwane. Sentymentalna przyjaźń przerodzi się w pragmatyczne partnerstwo.
Na całym kontynencie można zaobserwować odnowę tendencji do współpracy europejskiej. (…)
To strategiczne dopasowanie może zostać wystawione na próbę. Różnice w preferencjach narodowych utrzymują się, a partie eurosceptyczne zagrażają spójności kontynentu. Sondaże pokazują obecnie, że francuskie Zgromadzenie Narodowe wygra przyszłorocz- ne wybory prezydenckie. Chociaż partia złagodziła swoje wcześniejsze apele o opuszcze-nie przez kraj NATO i UE, nadal jest zaan- gażowana w agendę, która osłabiłaby francuskie poparcie dla głębszej integracji europejskiej, ograniczyłaby współpracę z Brukselą i skomplikowała wysiłki na rzecz wzmocnienia europejskiej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa. Tymczasem eurosceptyczna partia Alternatywa dla Niemiec (AfD) wyłoniła się jako główna siła, uzyskując około 28 procent w sondażach krajowych. Chociaż bariery instytucjonalne i polityka koalicyjna sprawiają, że jest mało prawdopodobne, aby AfD zdobyła urząd kanclerza Niemiec w najbliższej przyszłości, rosnąca władza partii na szczeblu krajowym ograniczy zaangażowanie kraju w europejskie inicjatywy zbrojeniowe.
Jest zatem mało prawdopodobne, aby UE, składająca się z 27 często niesfornych członków, była w stanie wspólnie przyjąć jakiekolwiek nowe wielkie ramy strategiczne, nie mówiąc już o dostosowaniach instytucjonalnych wymaganych do ich wdrożenia. Aby blok rzeczywiście przekształcił się w instytucję obronną, musiałby przejść w kierunku mechanizmu głosowania większościowego, który wymagałby od każdego państwa członkowskiego przekazania suwerenności Brukseli. Nawet w najbardziej prounijnych pań- stwach apetyt na tak głębokie zmiany jest niewielki. [podkreślenie - WW-W] Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest zatem pojawienie się nakładających się na siebie europejskich instytucji bezpieczeństwa. NATO pozostanie fundamentalne, ale Europejczycy prawdopodobnie zaczną powoli przejmować odpowiedzialność za planowanie, przywództwo i siłę roboczą organizacji.
Obok NATO będą działać grupy państw europejskich dążące do głębszej integracji strategicznej. Niedawnym, udanym przykładem takiego rozwoju są Połączone Siły Ekspedycyjne (Joint Expeditionary Force). (…) Państwa uczestniczące będą również przyczyniać się do rozwoju zdolności wspierających, (…), a także na znalezieniu europejskiej odpowiedzi na rosyjski szantaż nuklearny – najbardziej prawdopodobny i natychmiasto-wy scenariusz nuklearny, z jakim Europa mo-że się zmierzyć w nadchodzących latach – a w którym siły zbrojne USA mogą nie być gotowe do udzielenia pomocy. (…)
Europa popełniłaby błąd, gdyby po prostu chciała przeczekać Trumpa i liczyła na bardziej przychylnego prezydenta USA. (…) Odejście Trumpa niekoniecznie przywróci stary porządek. Wielu Europejczyków podejrzewa teraz, że nawet w przyszłości Demokratyczna administracja byłaby nieubłaganie ciągnięta w kierunku Indo-Pacyfiku, gdzie Stany Zjednoczone coraz częściej postrzegają Chiny jako swojego głównego strategicznego konkurenta. (…)
Chociaż administracja Trumpa może przyklasnąć zmianom w Europie, ich negatywne skutki stały się już widoczne. Gdy Stany Zjednoczone rozpoczęły operację Epic Fury w lutym, Hiszpania nie zezwoliła amerykańskim samolotom bojowym na dostęp do swojej przestrzeni powietrznej, a Wielka Brytania nie zezwoliła siłom amerykańskim na korzystanie z bazy Diego Garcia. Później Merz publicznie skrytykował trwającą wojnę – ku wielkiemu gniewowi Trumpa. Pojawiają się nowe grupy społeczne, ekonomiczne, polityczne i społeczne, które zablokują jakąkolwiek pełną odbudowę więzi transatlantyckich. Przyszłe relacje mogą być przyjazne i bliskie. Ale będą inne.
Marina Henke, Iren Marinova i Till Knobloch
Marina Henke. Profesor stosunków międzynarodowych w Hertie School i dyrektorem Centrum Bezpieczeństwa Międzynarodowego.
Iren Marinova. Postdoktorantka w Centrum Spraw Globalnych im. Henry A. Kissingera w Szkole Zaawansowanych Studiów Międzynarodowych Johns Hopkins University.
Till Knobloch. Postdoktorant w Centrum Spraw Globalnych im. Henry A. Kissingera w Szkole Zaawansowanych Studiów Międzynarodowych Johns Hopkins University.
www.foreignaffairs.org, 26 czerwca 2026







Comment (0)