“Zdrada Eisenhowera!” & „Zdrada Macrona!”

Rozumiem strach polskich polityków w obliczu rosyjskiego zagrożenia. Rozumiem ich obawy o pozycję Europy, która z jednej strony próbuje utrzymać Ukrainę w konflikcie, ale z drugiej nie ma nic do zaoferowania (ani jej ani nam!) militarnie. “Gwarancje bezpieczeństwa” Paryża i Londynu? – historia je dobrze zna. Rozumiem też – choć uważam to za naiwne złudzenie, że jeśli nadal będziemy kłaniać się Ameryce, bezwarunkowo spełniać jej kaprysy - zwłaszcza Ameryki Trumpa, to Waszyngton na końcu obroni nas przed Kremlem.
„Prawo czy bezprawie - na dobre i na złe, z Trumpem” – można by określić obecne credo polskiej prawicy. Sprecyzował tę zasadę Jan Maria Rokita. Tekst byłego polityka Platformy Obywatelskiej (z portalu www. wszystkoconajwazniejsze.pl) jest i ważny, i smutny. Poszanowanie wartości i prawa międzynarodowego to jedyny ratunek, jedyna szansa dla małych krajów takich jak Polska w obliczu imperialnych ambicji wielkich mocarstw – czy to Rosji, Stanów Zjednoczonych, czy Izraela.
Rokita, w swoim przywiązaniu do zachodniej filozofii polityki kolonialnej (neo-kolonialnej), kompletnie mija się z logiką. Mówi o rzekomaj „zdradzie” Macrona, ale milczy na temat łamania prawa międzynarodowego przez Trumpa (manipulowanego przez Netanjahu). Od kiedy agresja na suwerenne państwo może być usprawiedliwiona jego polityką wewnętrzną, bez sankcji międzynarodowych? Zadajmy sobie proste pytanie: jaki jest cel ataku na Iran? Zniszczenie kraju i zabor jego bogactwa - dla dobra narodu?
Historykowi filozofii nie trzeba przypominać, że Katarzyna II także “uzasadniała” rozbiór Polski dobrem jej mieszkańców!
„Trzeba obalić reżym!” – to wszak sowieckie argumenty z Praskiej Wiosny 1968 roku, czy… tak, ataku na Ukrainę z 24 lutego 2022 roku! Moskwa „nie mogła” tolerować faszystowskiego reżimu w Kijowie (dla dobra Ukraińców!), tak samo jak Trump (Netanjahu) - Teheranu.
Najsmutniejsze w tej diatrybie potępiającej „zdradę” Macrona jest historyczne odniesienie, jakiego dokonał weteran „S” do egipskiego ruchu emancypacji gospodarczej. Pisanie o nacjonalizacji Kanału Sueskiego przez Nasera, z pozycji sympatyzującej otwarcie z francusko-brytyjską awanturą kolonialną - „zdradliwie” wstrzymaną wówczas przez Stany Zjednoczone, jest rażącym przykładem (o)błędnej logiki.
Polska prawica chce utrzymywać dobre stosunki z Ameryką, ale nie powinna lekceważyć prawa międzynarodowego ani przymykać oczu na fakt, że jej bohater zdradził własny ruch MAGA. A zamiast sojuszy chce świata rządzonego przez swoje ego i bezgraniczna chciwość. Fanatyzm ma dwa oblicza. JMRokita, potępiając “szalony antyamerykanizm” Macrona, mimowolnie wpisuje się w jego lustrzane odbicie. Histeria jest złym doradcą historyka (i polityka).
WW-W
***
(…) Chcę powiedzieć, że (…) w Waszyngtonie nie było i nie ma drugiego tak wpływowego polityka, na którego moglibyśmy liczyć jak na Zawiszę. I właśnie z tego powodu tak dojmujące wrażenie zrobiło na mnie to, co teraz, po zachowaniu Europy w trakcie wojny perskiej, mówi publicznie senator Graham. A mówi tak: „Nigdy już nie będę tak samo patrzeć na Europę, odkąd naraziła naszych ludzi na ryzyko i sprawiła, że nasi piloci musieli latać dalej, okrężnymi trasami”.
Widać wyraźnie, że Graham jest wstrząśnięty tym, czego dopuścił się Macron (…) Macron wiedział, że zmuszając amerykańskich pilotów do dalekich, okrężnych lotów, w warunkach toczącej się wojny, naraża życie Amerykanów i ogranicza skuteczność ich misji bojowej. Ale w swoim obłędnym antyamerykańskim fanatyzmie chciał zapewne osiągnąć taki efekt.
Paryż, podobnie zresztą jak wcześniej Madryt, wystąpił w tej wojnie jako rzeczywisty sojusznik Iranu i tamtejszego reżimu ajatollahów. Na dobrą sprawę od 1956 roku żadna podobna historia w pakcie NATO się nie zdarzyła, tyle tylko że wtedy to Amerykanie wystawili do wiatru Anglię i Francję, próbujące odbić na rzecz Zachodu znacjonalizowany przez rewolucję egipską Kanał Sueski. Eisenhower prowadził naonczas kampanię prezydencką pod hasłami pokoju i stabilizacji, więc z powodów wewnątrzamerykańskich zagrał nielojalnie wobec sojuszników z NATO, doprowadzając z premedytacją do klęski Anglików i Francuzów. Zwycięski Naser wkrótce stał się czołowym wrogiem Ameryki i sojusznikiem Sowietów, a zdrada Eisenhowera przyniosła Zachodowi tylko opłakane konsekwencje. Różnica w stosunku do zdarzeń dzisiejszych jest taka, że Macron nie tylko zdradza interesy demokratycznego Zachodu, ale także – chyba przez utratę rozumu politycznego – naraża całą Europę na utratę amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.
Jeśli ktoś taki, jak Lindsey Graham, w efekcie zdrady Macrona postuluje ograniczenie obecności Amerykanów w Europie, to znaczy, że demokratyczna Europa pozbyła się właśnie swoich najwierniejszych i najbardziej wpływowych przyjaciół w USA. Co tu dużo mówić, to w zasadzie krok dla Europy samobójczy. Teraz zapewne będzie w europejskich mediach fala biadania nad tym, jacy to nikczemni są Trump, Graham i w ogóle Ameryka, skoro twierdzą, iż takie NATO, w którym teoretyczni sojusznicy stają otwarcie po stronie wroga, z którym Stany Zjednoczone toczą wojnę i celowo narażają życie amerykańskich pilotów, jest Ameryce w gruncie rzeczy niepotrzebne. Ale całe to medialne biadanie nad Trumpem i Ameryką jest tylko dowodem na to, do jakiego stopnia my – współcześni Europejczycy – potrafimy samozakłamać siebie samych. (…)
Jan Rokita







Comment (0)