Zapobieganie marnotrawstwu żywności

Incjatywa skupowania jedzenia niespełniającego kryteriów, może stawnowić rozwiązanie nie tylko w kwestii marnotrawstwa żywności, ale i portfela konsumentów.

Portugalia, Lizbona – Isabel Soares idzie na poranne zakupy, z wielką uwagą wybiera owoce i warzywa. Bierze trochę szpinaku, którego liście mają niepociągający, żółtawy odcień. Potem sięga po pomidory ze skórką uszkodzoną przez słońce i owady. I na końcu wybiera cukinię, przerośniętą i tak zdeformowaną, że ma niemal kształt precelka. Dla niej są idealne.

smaczne i krzywe copy
W czasie trwających od dłuższego czasu ekonomicznych trudności, dotykających wiele osób w Unii Europejskiej, której zamiłowanie do regulacji osiągnęło taki poziom, że decyduje ona o kolorze i rozmiarze jedzenia trafiającego na stoły jej obywateli, Soares stwierdziła, że jest na rynku miejsce dla owoców i warzyw zbyt brzydkich dla biurokratów, supermarketów i innych sprzedawców.
Jakieś sześć miesięcy temu Isabel Soares, która wygrała 20 tysięcy dolarów za projekt dla przedsiębiorców, razem z garstką wolontariuszy, założyła kooperatywę Fruta Feia, czyli Brzydki Owoc, która już zdążyła w swoim krótkim życiu zbliżyć się do statusu ruchu kontrkulturowego.
Soares jeździ po rolnikach i wybiera produkty, które nie są wystarczająco piękne, aby trafić do unijnych supermarketów. Takie brzydkie owoce i warzywa trafiają potem do konsumentów, którzy są przerażeni ilością marnowanego pożywienia, a wygląd nie jest dla nich tak ważny. Nie bez znaczenia jest też fakt, że takie jarzyny są o połowę tańsze od tych dostępnych w supermarketach.
Wystartowała dzięki niezamożnym klientom, zdobyła uznanie osób oburzonych zwiększającym się marnotrawstwem jedzenia w Europie i dała prztyczka w nos panoszącym się twórcom unijnych praw.  Na swój własny sposób, Fruta Feia dyskretnie przesunęła granice tego, co jeszcze jest ładne lub co najmniej jadalne.
Ocena po wyglądzie?
– Normy unijne bazują na błędnym przekonaniu, że jakość to ładny wygląd – mówi Soares, która pracowała wcześniej w Barcelonie jako konsultant do spraw energii odnawialnej. – Oczywiście, łatwiej zmierzyć cechy zewnętrzne niż wewnętrzne, takie jak zawartość cukru, ale to zły sposób na orzekanie o jakości – dodaje.
Jej celem jest „złamać dyktaturę estetyki, która naprawdę zwiększa marnotrawstwo żywności”.
Tyle wyrzucamy
Europa wyrzuca 89 milionów ton żywności rocznie, jak mówią wyniki badań ogłoszone w maju przez rządy Holandii i Szwecji, tylko dlatego, że nie spełnia ono kryteriów narzuconych przez eurokratów.
Produkty nie są wystarczająco duże, odpowiednio zakrzywione (słynna akcja sprzed lat dotycząca krzywizny banana), właściwego koloru i niedokładnie umyte. Trzeba oddać, że także sieci oraz sami klienci nie są bez winy.
Już 6 lat temu w obliczu kryzysu wizerunku UE zmniejszyła liczbę wymogów dotyczących wyglądu warzyw i owoców z 36 do 10. Niemniej jednak supermarkety i konsumenci podwyższają standardy. Jeśli weźmiemy za przykład pomidor, który wg UE ma być „czysty i świeżo wyglądający” i może przynależeć do jednej z 3 klas jakości dopuszczającej defekty w wizerunku, to już same supermarkety chcą tylko takich pomidorów, które nie mają prawie w ogóle żadnych defektów.
Soares szacuje, że jedna trzecia płodów rolnych w Portugalii idzie do kosza wskutek standardów jakości ustalanych przez supermarkety i ich konsumentów. Mówi, że to marnotrawstwo jest również przykładem skiero- wanej w złym kierunku unijnej interwencji regulacyjnej, gdyż Unia próbuje nałożyć identyczne standardy żywności w całym bloku 28 krajów.
Tak naprawdę te europejskie zasady dotyczące żywności, przyjęte w 1992 jako sfinalizowanie zasady wspólnego rynku, od dawna napędzały antyunijne nastroje, szczególnie w Wielkiej Brytanii, gdzie tabloidy wyśmiewają biurokratów z Brukseli, którzy rzekomo chcą zakazać „nadmiernie wygiętych bananów” i „zakrzywionych ogórków”.
Spotkawszy się z taką krytyką, Komisja Europejska sześć lat temu skróciła swoją listę zasad dotyczącą sprzedaży owoców i warzyw z 36 do 10.
Dla produktów takich jak pomidory, które pozostają na liście, unijna legislacja pozostawiła minimalne wymagania, mówiące, że pomidory muszą być czyste, „praktycznie wolne od jakichkolwiek zanieczyszczeń” i „o świeżym wyglądzie”. Później dzielone są na 3 klasy, łącznie z taką, która dopuszcza defekty. Supermarkety jednak wybierają głównie klasy, które pozwalają na jedynie „lekkie wady kształtu lub rozwoju” pomidorów. Zasady zasadami…
– Wiele supermarketów ustala swoje własne standardy, niezależne od standardów unijnych – mówi Roger Waite, rzecznik KE ds. rolnictwa i rozwoju obszarów wiejskich. – Takie prywatne standardy oczywiście budzą kontrowersje, szczególnie wśród rolników – dodaje.
Komisja opublikowała 18 czerwca br. nowe rekomendacje, które mają przyczynić się do zmniejszenia marnotrawstwa żywności. Są wśród nich propozycje na poprawę etykiet określających datę przydatności do spożycia oraz na wysyłanie niechcianego jedzenia do banków żywności lub na paszę dla zwierząt.
Kryteria odnoszą się jedynie do produktów oznakowanych lub pakowanych. Dlatego istnieje przestrzeń na działania. Inicjatywa Fruta Feia zrzesza konsumentów, dla których nie ważny jest wygląd rośliny, a także rolników, którzy w przeciwnym wypadku zmuszeni są do niszczenia zbiorów niespełniających standardów.
Jeden z rolników, którego roczna uprawa pomidorów stanowi 1 tonę i jest dostawcą dla supermarketu Soraes stwierdził, że około 25% rocznej produkcji nie spełnia wymogów supermarketu dotyczących koloru, rozmiaru i tekstury wobec czego jest niszczona.
Kontrola wielkich nad małymi
João Barroso, naukowiec specjalizujący się w dziedzinie ochrony środowiska, mówi, że popiera każdą inicjatywę, która zmniejszy kontrolę wielkich producentów i sprzedawców nad europejskim rolnictwem. – UE wyznaczyła standardy i prowadzi politykę, która jest skupiona na potrzebach wielkich graczy wśród producentów żywności, nawet jeśli oznacza to ogromne marnotrawienie jedzenia – mówi Barosso.
Soares twierdzi, że może sprzedawać swoje jedzenie nie łamiąc zasad unijnych, ponieważ dotyczą one tylko jedzenia pakowanego lub etykietowanego, a więc nie obejmują tych warzyw i owoców, które trafiają do jej skrzynek.
W skali lokalnej
Mimo że Fruta Feia rozwija się bardzo dynamicznie, Soares mówi, że utrzyma skalę, która będzie pozwalała jej regularnie odwiedzać swoich dostawców. – Chcemy pracować z miejscowymi rolnikami, bo chcemy wiedzieć, komu pomagamy – mówi.
Soares rozpoczęła swoje przedsięwzięcie w listopadzie, po wygraniu 20 tys. dolarów od Fundacji Gulbenkiana, która organizowała konkurs dla portugalskich przedsiębiorców żyjących za granicą. Od tamtej pory Fruta Feia rozbudowała listę oczekujących do 1 tys. klientów. Przedsięwzięcie ma 420 zarejestrowanych członków, którzy płacą 6,81 dolara opłaty członkowskiej, plus raz w tygodniu 4,77 dolara za 3,6-kilogramową skrzynkę pełną warzyw i owoców.
Przełamać nieufność
Soares opowiada, że na początku trudno było jej przekonać rolników, aby sprzedawali jej niechciane jedzenie. – Myślę, że niektórzy podejrzewali mnie, że jestem tajnym inspektorem sanitarnym – wspomina. Teraz za każdym razem Paulo Dias wita ją ciepło. Paulo prowadzi gospodarstwo w miejscowości Cambaia, około 72 km od Lizbony i współpracuje z Sonae, jedną z największych sieci supermarketów w Portugalii. Gospodarstwo zajmuje 7,5 hektara, z czego 4 to szklarnie.
– W szklarni dużo łatwiej kontrolować pomidory niż na otwartej przestrzeni – mówi Dias. – Ale to nie znaczy, że smak staje się lepszy – dodaje.
Z jego rocznej produkcji 907 kg pomidorów, około jedna czwarta nie spełnia wymagań Sonae, obejmujących kolor, rozmiar i fakturę skórki, więc jest odrzucana.
Fruta Feia kupuje niechciane jedzenie za około połowę ceny oferowanej przez supermarkety. – Każdy dodatkowy zysk oczywiście pomaga – tłumaczy Dias. Ale dodaje: – Dobrze jest wiedzieć, że moje pomidory nie marnują się i że ludzie mający mało pieniędzy mogą zjeść coś równie dobrego, jak to z supermarketu, na które ich nie stać.

Wg. Stockholm International Water
Institute rocznie na świecie
marnuje się połowa żywności.
Koronny argument zwolenników GMO dotyczący rzekomego
uporania się z problem głodu na świecie dawno można wrzucić
między bajki. Problem stanowi
dystrybucja, a nie niedostatek
żywności. Nie dotyczy to tylko
i wyłącznie krajów rozwiniętych,
ale np. Indii, gdzie 40% żywności gnije w drodze na targ.

José Manuel Santos, inny rolnik z okolic miasteczka Mafra, ocenia, że połowa jego zbiorów szpinaku poszłaby w tym roku do kosza, a to przez nagłe zmiany pogody, które sprawiły, że liście przybrały żółty kolor.
– Market zdecydował, że szpinak absolutnie musi być zielony, więc powinienem wyrzucić szpinak, który jest równie dobrej jakości – mówi.
Jak na razie Fruta Feia ma tylko trzyosobowy personel – wliczając w to Soares – oraz garstkę wolontariuszy, z których kilku to obcokrajowcy mieszkający w Lizbonie.
Andrea Battocchi, 30-letni architekt, chce zaprezentować projekt Fruta Feia na Expo 2015, międzynarodowej wystawie w jego rodzinnym Milanie, która jako motyw przewodni będzie miała „żywienie planety”.
Cena to nie wszystko
W czasie trudności ekonomicznych, kiedy bezrobocie w Portugalii sięga 15 proc., Fruta Feia przyciągnęła klientów niskimi cenami, ale większość z nich mówi, że przede wszystkim chcą wspierać lokalne gospodarstwa i ograniczać marnowanie jedzenia.
– To jedzenie jest oczywiście tanie, ale także świeże, pochodzi z lokalnych upraw i gdybyśmy go nie kupowali, wylądowałoby w koszu, co jest dla mnie naprawdę ważne – mówi Ana Neves, pracownik call center. – Dokładnie oglądałam niektóre z tych warzyw i owoców, i nie wiem właściwie, dlaczego nie trafiły do supermarketu – dodaje.
Kiedy jej ostatni klienci wychodzą, Soares sprawdza, czy w skrzynkach, do których wolontariusze wrzucają dodatkowe jedzenie, zostały jakieś jeszcze jakieś owoce. Jeśli tak – zachęca klientów, by brali je do domu za darmo. – Oczywiście, nic tu nie może się zmarnować – mówi.

Raphael Minder

Są także inni

dobresmieci copyPewna grupa studentów w Niemczech postanowiła stawić czoła temu precedensowi i zajęła się promocją brzydkich owoców i warzyw. Poprzez stronę www.uglyfruits.eu, a także plakaty i ulotki uświadamiają konsumentów, że smak nie jest kwestią wyglądu, a jeśli będziemy wybierać równie chętnie te warzywa o nieco odmiennym kształcie, możemy wyeliminować problem marnowania dobrej żywności i niepotrzebnych odpadów.
Niemieccy studenci twierdzą, że problem brzydkich warzyw i owoców ma szersze znaczenie. Ich zdaniem zawyżony w dzisiejszych czasach kanon piękna lansuje się na zbyt wielu płaszczyznach. Marketing wielkich koncernów żywnościowych i oprawa przekazu medialnego, sprawia że – jak twierdzą studenci – nie lubimy przedmiotów, które odstają od kanonu – uznajemy je za niepełnowartościowe produkty.
Z kolei w sieci brytyjskich supermarketów Sainsbury’s podjęto w tym roku decyzję, by radykalnie zmienić podejście do zakupów krajowych owoców i warzyw. Klienci będą mogli zakupić warzywa, które do tej pory nie trafiały na półki ze względów… estetycznych.
Zadecydowała o tym pogoda.Wiosna była najbardziej sucha od 60 lat, a jesień zaskoczyła ponadnormatywnymi opadami deszczu. Z powodu tych niekorzystnych warunków pogodowych plony były mniejsze o 25%, a owoce i warzywa miały „brzydki” wygląd, nierówny kolor, różne ślady na skórce. Zdecydowano więc, by zapomnieć o wyglądzie, a skupić się na pozostałych standardach, w tym na smaku.
Prowadzący sieć mają nadzieję, że klienci wykażą się zrozumieniem i zdecydują się na zakup rodzimych plonów, przez co pomogą zmniejszyć marnotrawienie żywności, co do tej pory było zwyczajne w obliczu „niezwykłego wyglądu” takiej np. marchewki wyglądającej niczym eksponat Muzeum Seksu w Holandii. Możliwe jest też wykorzystanie „brzydkich” warzyw i owoców w firmowych daniach gotowych, jak sałatki, dodatki obiadowe typu gniecione ziemniaki czy nadzienia wypieków własnych.
Starano się współpracować z rolnikami przez cały rok tak, aby spełnić oczekiwania klientów i jak najlepiej dostosować się do ich potrzeb. Tym razem nacisk kładziono zwłaszcza na dostarczenie lokalnych, brytyjskich produktów rolnych. Ma to znaczenie, bo sieć liczy 1100 wielkopowierzchniowych sklepów.

Według statystyk Wielka Brytania jest krajem, gdzie nadal marnotrawi się największe ilości jedzenia w Europie.

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.