WYSPY SZCZĘŚLIWE

Słowo „wyspa” zawsze wywoływało u mnie dreszcz przyjemnego niepokoju. Wyspy kojarzyły się nam z egzotyką, palmami kokosowym, piratami, ukrytymi skarbami, do których wiodą pożółkłe, zatarte mapy, ogromnymi muszlami, w których nieustannie szumi morze, błyszczącymi w południowym słońcu perłami – wyspa była synonimem przygody. Nawet Wolin i Uznam brzmiały jakoś czarodziejsko, choć zamiast pereł można było tam znaleźć bursztyn, zamiast palm – żywiczne sosny, a zamiast piratów – przebierańców uczestniczących w dorocznym Festiwali Wikingów i Słowian.
Na świecie jest podobno 180,497 wysp. Tropikalne, wulkaniczne, jałowe, skute lodem, owiane złą sławą, zamieszkiwane przez gigantyczne żółwie, jadowite węże, smoki i legendarne trolle. Do wielu z nich dobijają tylko samotne żaglówki poszukiwaczy przygód, setek nigdy nie naznaczył ślad ludzkiej stopy, dziesiątki trafiły w prywatne ręce najbogatszych mieszkańców Ziemi. Nie sposób za jednego życia dotrzeć do wszystkich, ale nietrudno znaleźć swoje ulubione, magiczne Wyspy Szczęśliwe i choć na chwilę zostać prawdziwym Wyspiarzem.
A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
 wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
 ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
 we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.
Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
 rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
 dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
 myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.
/Konstanty Ildefons Gałczyński
–  Prośba o wyspy szczęśliwe/
W liceum cDSC_0206hciałam otworzyć bar z pierogami na Arubie. Nie wiedziałam wtedy za bardzo ani gdzie ta Aruba leży, ani jak wygląda, a tym bardziej, że pierogi zupełnie nie mają tam racji bytu – w resortach karmią wykwintnie i w wersji all-inclusive, a tubylcy wolą holenderskie sery, kukurydziane placki i gulasz z koźlęciny.  Kiedy lata później, jesienią 2012 miałam na Arubie spędzić jedne z niewielu, krótkich wakacji, wszyscy wyspę mi odradzali, jako miejsce jałowe i nudne. Nudą może i wieje w resortach DSC_0126DSC_0413 wystarczyło jednak zabrać rowery, a przygody same wyskakiwały spod ziemi jak ciekawskie surykatki. Uszkodzone w DSC_0139tDSC_0160ransporcie lotniczym przerzutki, dziurawiące się na ostrych skałach i trójpalczastych, rozczapierzonych kaktusowych kolcach opony, wybuchające przy pompowaniu dętki, oparzenia słoneczne, odsalana, pozbawiona smaku woda pitna, przydrożni, bardzo przyjaźni Arubiańczycy, wieczna walka z chudymi, ujadającymi psami, próbującymi złapać łydkę albo chociaż kostkę…  Antyle Holenderskie przede wszystkim przypomniały mi, że istniała kiedyś taka cecha jak bezinteresowność. Zanim Amerykanie nauczyli świat, że za wszystko powinno otrzymać się napiwek, ludzie pomagali sobie, bo tak dyktowało im serce. Dziś ten gatunek należy do zagrożonych wyginięciem. Aruba mocno wryła mi się w pamięć, zostawiła hiszpańską opaleniznę i miłość do szmaragdowych jaszczurek, które uciekały spod kół ro- werów we wszystkie strony, na dzikim skalistym wybrzeżu, niedostępnym dla samochodów innych niż 4×4.
Osłabali dancerwiona, legendarna wyspa Bali to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Pierwsze wrażenie było, rzec by wręcz można – fatalne. Koniec grudnia, koniec pory desz- czowej, na plażach, które w katalogu wyglądały jak skrawek raju, góry śmieci naniesionych z głębi wyspy przez wezbrane rzeki. W centrum tłumy naćpanych australijskich nastolatków, muzyczne eksplozje z kolejnych mijanych barów, w których podają irish coffee bez whiskey licząc na smakową impotencję klientów, za progiem kolejny Nowy Rok. A jednak Bali wykradło mi serce – kaDSC_1361wałek po kawałku. Właściwie już po pierwszych trzech dniach wyspa znalazła się na mojej prywatnej liście: miejsc, do których chciałabym wrócić, gdzieś między Japonią, Nepalem i Brazylią. Bo jakże się tu nie zakochać w wyspie, gdzie żaden budynek nie może być wyższy niż palma kokosowa, czarne dachy przynależne są wyłącznie świątyniom, wiara w sekretne numery, mikro i makro kosmos oraz karmę jest niezwykle silna, nie istnieją ograniczenia prędkości na drogach, a tuziemcy chodzą z sercem na dłoni? JDSC_1760akże nie zakochać się w miejscu, gdzie ludzie żyją życiem prostym a szczęśliwym, a przy tym są wyjątkowo uzdolnieni plastycznie – wykonują przepiękne (słynne na całym świecie) balijskie rzeźby i kunsztowne meble, batiki, obrazy i ozdoby ze srebra. Wyspa zachwyca bogactwem roślinności, uprzejmością mieszkańców i niezwykle oryginalnym pięknem tutejszych świątyń.
Wracając z wyprawy na Madagaskar zahaczyłam kiedyś o DSC_0004wyspę Rodriguez, położoną 600 km na wschód od Mauritiusu sielską wieś na Ocenia Indyjskim. Będąc kierowcą pozbawionym doświadczenia, ale nie ułańskiej fantazji, pożyczyłam wtedy niebieski skuter suzuki i wybrałam się na całodzienną wycieczkę, po raz pierwszy w życiu lewą stroną drogi. Przeżyły wszystkie kozy i kury, nie obyło się bez klaksonów, gdy nagle lewa strona okazywała się prawą, a policja, która zatrzymywała wszystkich do rutynowej kontroli, życzyła mi miłego dnia, gdy z żywą DSC_0040szczerością zapewniałam, że nie miałam pojęcia, jakoby do prowadzenia skutera potrzebne było prawo jazdy, które owszem mam, ale akurat nie przy sobie (no przecież w torebce, tej szarej, haftowanej w łowickie wzory je mam, w domu, w Toronto). Na sobotnim targu sprzedawano płody rolne, wyplatane z rafii kosze i tandetną chińszczyznę. Wyspa okazała się miejscem odartym z własnego mitu przez czystą głupotę jej mieszkańców – kiedyś tętniąca energią i świergotem endemicznych gatunków, na skutek DSC_0022deforestacji i pozyskiwania obszarów rolnych, stała się górzystym, jałowym skrawkiem lądu, gdzie zapaleńcy próbują odbudować, zatracone bez- myślnie i bezpowrotnie, życie. Jest rezerwat, gdzie rozmnaża się potężne żółwie i nietoperze, próbuje odbudować ekosystem, wyhodować nowe drzewa wierząc, że ptaki, które dawno temu odleciały w bardziej przyjazne rejony świata, kiedyś powrócą. Na szczęście rafa koralowa zdołała ujść cało przed wyniszczającą gospodarką człowieka i uznawana za jedną z najciekawszych na świecie. W południowym słońcu rozświetla się fluorescencyjnymi kolorami, a różnorodność jej form i bogactwo bajkowych ryb mają hipnotyczną moc. Unosząc się na słonych falach, z głową zanurzoną w wodzie, zatopiona w dźwięku własnego oddechu, obserwując niezwykłość podwodnego świata my- ślałam o tym, że w Toronto pewnie pada śnieg i że wkrótce będzie trzeba, pierwszy raz w tym roku, wygrzebać z szafy czapkę i rękawiczki.
Kończy się rodzinne święto Family Day i jeden z najzimniejszych dni w roku. Cały dzień nie ma wody (nikt nie wie dlaczego i nikogo to nie obchodzi, wszak jest święto, a w święta się nie pracuje).  Mróz większy niż na Biegunie Północnym. Ech, chciałaby dusza do raju ☺.

Kaja Cyganik

PS. W takie dni jedyne co przychodzi mi do głowy, to parafraza Gałczyńskiego, którą kiedyś popełnił mój ojciec:
„(…) w poniedziałek pakowałem plecak
powiedziałem ci wtedy
a ty mnie na wyspach szczęśliwych
w dupę pocałuj”.
 

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.