Wszyscy święci balują w niebie

Zgasły światła i opadł kurz. Przebrzmiały ostatnie takty Warszawskich Dzieci. Pakuję walizkę i uciekam na kilka dni na południe, aby z siostrą i jej dzieciakami pobawić się w Halloween i zabrać małą Abbi do ZOO, tak jak obiecałam jej latem.
Abbi, jak każda amerykańska czterolatka, chce być księżniczką Elsą z disneyowskiej bajki Frozen, choć w sumie waha się czy nie lepiej zostać śpidermanem. Mały Tai ma być kolbą kukurydzy, więc Sis waha się między farmerem, a strachem ma wróble – jakby nie było, musi przebrać się za coś, co może trzymać kukurydzę. Ja jeszcze nie wiem, w sumie zawsze najbardziej chciałam być piratem; zobaczymy co wyszperamy w second-handach w Albuquerque. Drążenie i rzeźbienie dyń obowiązkowo i oczywiście wędrówka od domu do domu z „treat or trick” na ustach. Kiedy byłyś-my małe, koniec października nie miał nic wspólnego z przebierańcami i kolekcjonowaniem słodyczy, choć rodzinne wyprawy na cmentarz miały specyficzny posmak miodowych cukierków, sprzedawanych wraz ze zniczami i wieńcami przed bramami wszystkich nekropolii. Zawsze lubiłam spacerować po cmentarzach, a Noc Zaduszna z tysiącem migoczących zniczy, głośnym strzelaniem rozgrzanego szkła, łuną rozświetlającą ciężki, wilgotny mrok, miała w sobie ogromny ładunek metafizyki.

Moim ulubionym cmentarzem jest Recoleta w Buenos Aires  – najbardziej prestiżowy adres i najdroższy rynek real estate argentyńskiej stolicy. Tu pochowano Evę Peron, znaną tłumom jako charyzmatyczna Evita, argentyńskich dowódców i prezydentów, laureatów Nagrody Nobla, artystów i wnuczkę Napoleona. Tu grobowce to mauzolea wyglądające jak swojego rodzaju wille. Marmur, złocenia, potężne kamienne figury aniołów i poległych bohaterów, szumiące nad głowami araukarie, wylegujące się w słońcu cmentarne koty (szczepione, kastrowane i dokarmiane przez służby porządkowe). W zaułkach, w labiryncie chodników i ścieżek unosi się klimat dawnych arystokratycznych lat, przegranych bitew i czasu, którego nie można cofnąć ani zatrzymać. Za cmentarnym murem jest horyzont najeżony wieżowcami, tętni codzienne życie, arteriami miasta pędzą prowadzone przez nar-wanych Argentyńczyków samochody.

 

Na Magadaskarze zmarłych traktuje się jeszcze inaczej. Malgasze, uznawani w dużej większości przez wszystkich mądrych demografów i encyklopedystów za chrześcijan, są w rzeczywistości animistami. Wiara w dusze przodków jest tu tak silna, że wykształcić zdołała zwyczaje trudne do przyswojenia dla przybyszy z innych lądów. Pomimo indoktrynacji religijnej ze strony francuskich (katolicyzm) i brytyjskich (protestantyzm) najeź- dźców i kolonizatorów najważniejszym i jedynym bogiem na wyspie jest stwórca Zanahary. Wciąż słychać echo przekazywanych z pokolenia na pokolenie mitów, wciąż, w zależności od fazy księżyca, opinii astrologa (najstarszy z rodu) i intencji składa się krwawe ofiary z zebu czy kurczaków, a grobowce budowane są w bardziej solidny i okazały sposób niż większość malgaskich domów. Sam rytuał pogrzebowy trwa wiele lat, a jego kluczowym momentem jest famadihana, festiwal zmarłych, kiedy to (co 7 – 10 lat) z grobowców wyciąga się wszystkie złożone tam ciała i podczas całodziennej ceremonii, w której uczestniczy cała, nawet najdalsza rodzina, przy zastawionych stołach, muzyce, tańcach i śpiewach obficie podlewanych rumem dokonuje się ponownego zawinięcia ciał w nowe jedwabne szaty nazywane lamba. W ceremonii uczestniczą wszyscy, łącznie z dziećmi, ale tylko wybrane przez astrologa osoby mogą wejść do wnętrza grobowca, pomagać w owijaniu ciał i tańczyć z przodkami na ramionach w rodzinnym korowodzie. Famadihana to święto radości, ponownego zjednoczenia ze zmarłymi.
W Meksyku Święto Zmarłych to wielka fiesta, będąca w rzeczywistości mieszanką tradycji chrześcijańskich i kiczu amerykańskiego Halloween. W sklepach pojawiają się maski śmierci, upiorów, trupie czaszki i szkielety. Te z cukru czy czekolady często zdobią znamienne frazy – „Już wkrótce”, „Czy mnie poznajesz?”, czy „Przyjemnego wypoczynku”. Duże centra handlowe tematycznie dekorują sklepowe witryny – pojawiają się nagrobki, trumny  i demony. Każdą meksykańską rodzinę czeka też gruntowne sprzątanie domu na powitanie dusz zmarłych krewnych a potem uroczysta, rodzinna kolacja, podczas której zostawia się pożywienie dla tych, którzy przychodzą z zaświatów (inne dla duchów dzieci, inne dla duchów dorosłych).  Nigdy nie brakuje alkoholu i papierosów oraz tradycyjnych wypraw na cmentarze, gdzie groby dekoruje się kwiatami i wieńcami z liści palm. Na cmentarzu Meksykanie spożywają wspólny posiłek, zostawiają zmarłym prezenty, odzież i buty. Najważniejszym aspektem Święta Zmarłych, podobnie jak i w naszej kulturze, jest tu jednak możliwość spotkania całej rodziny, wspomnień, rozmów, bliskości i zadumy.

 

W Indiach, w jednym z siedmiu świętych miast – Waranasi – wciąż ciała zmarłych pali się na potężnych stosach i wrzuca do Gangesu, w którym o zmierzchu i świcie Hindusi odbywają rytualne kąpiele. To najczęstsza i najszerzej praktykowana forma pochówku w Indiach, jak na możliwości społeczeństwa niestety także kosztowna. Obok tradycyjnych ghatów, schodzących do wody stromych schodów, na których wznosi się pogrzebowe stosy, korzysta się także z krematoriów, to bowiem są tańsze i szybsze niż palące się wiele godzin żagwie. Duchownych, trędowatych, ukąszonych przez kobrę, małych dzieci i kobiet w ciąży hinduizm zabrania kremować. Zwłoki w stanie kompletnym wrzuca się się w odmęty Gangesu – święta rzeka jakoś sobie przecież poradzi. Jest 330 milionów bogów, a ludzie wierzą, że w następnym wcieleniu będą szczęśliwsi.
W różnorodności kulturowej, tradycji, wierzeń i poglądów, we wszystkich próbach oswojenia śmierci, zrozumienia jej istoty, w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, na które odpowiedzi sposób nie znaleźć tkwi pewien istotny szczegół. Śmierć jest jedynym sprawiedliwym zjawiskiem na naszej planecie. Nikogo nie ominie.

Kaja Cyganik
www.wycieczki.ca

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.