We stand on guard for Thee!

Wojciech M. Wojnarowicz
Oprawa uroczystości Remembrance Day pod War Memorial w Ottawie jest być może symptomem nowych czasów. Tak licznego tłumu uczestników nie było przed budynkami Parlamentu od czasów odsłonięcia tego wyjątkowego pomnika żołnierskiego wysiłku w służbie ‘Króla i Kraju’ przez JKM Jerzego V-go, 21 maja 1939 roku w obecności 100 000 widzów. Komentatorzy CBC nie mogli się nadziwić temu wielkiemu zainteresowaniu publiczności, ani też wybuchom spontanicznych oklasków na widok maszerujących weteranów rozlicznych konfliktów, w których Kanadyjczycy przelewali krew. Był to piękny wyraz pamięci oraz uznania dla tych, którzy poświęcili swoje młode życie Ojczyźnie.
Co sprawiło, iż w przeciągu ostatnich kilku lat poziom dumy z bycia Kanadyjczykiem przybrał tradycyjne, patriotyczne formy i tony? Wszak tutejsze lewicowe elity robiły przez ostatnie dekady wszystko, aby zepchnąć dumną, wojskową tradycję Kanady poza margines społecznej uwagi, do jakiegoś zakurzonego lamusa przeszłości. W swojej “postępowej’ krucjacie P.E. Trudeau zniszczył nawet zewnętrzną odrębność rodzajów broni, unifikując mundury i oznaki stopni. Czyż można sobie wyobrazić większy dyshonor wobec dumnych pułkowych tradycji ochotniczego wojska JKMości? Ta planowa eliminacja dumy społeczeństwa z posiadania wojska oraz dumy z pełnienia służby wojskowej ponosi dziś widoczną klęskę. Powróciły (dzięki konserwatywnym rządom) odrębne mundury, dawne oznaki rang. Najważniejsze jednak jest to, iż powróciła duma społeczeństwa z tych, których służba zbrojna chroni nasze interesy, nasz styl życia.
Bez wątpienia, to współczesna sytuacja na świecie przyspieszyła ów proces odrodzenia dumy z wojennej przeszłości naszego kraju. Niedawne zaś zabójstwo dwóch kanadyjskich żołnierzy przez domorosłych islamskich terrorystów wstrząsnęło Kanadyjczykami. Do tej pory islamski terroryzm był czymś co zwalczaliśmy razem z naszymi sojusznikami daleko od domu. Nasze okręty, samoloty, nasi chłopcy patrolowali odległe akweny, walczyli w piaskach Afganistanu. Ale powracali do bezpiecznego domu. Śmierć chorążego Partice Vincent w Quebeku, śmierć kaprala Nathana Cirillo, trzymającego honorową straż przy Grobie Nieznanego Żołnierza zniszczyły tę wizję.
Bandytwar memorialyzm w imię morderczych wizji islamistycznych zbirów z ISIS otworzył wreszcie zwykłym ludziom oczy na fakt, iż owa kanadyjska sielanka, gdzie każdy może swobodnie układać sobie życie rodzinne i wyznawać jakąkolwiek religię, lub niczego nie wyznawać, zakładać takie lub inne ubrania, siedzieć z dziewczyną w restauracji lub na meczu, jest fenomenem, nie zaś prawidłowością we współczesnym świecie. Kanadyjskie, generalnie zachodnie – chrześcijańskie w swym rodowodzie – wartości są dziś obiektem nienawiści i celem ataku ze strony tych, którym przeszkadza otwartość i wolność jednostek, grup, społeczeństw. Lansowane od dziesięcioleci w tym kraju i na całym Zachodzie lewackie wizje przyszłości – bez Absolutu, wartości czy instytucji godnych szacunku, jak Rodzina i Ojczyzna – sprowadziły nam na kark obcą mniejszość, która nas nienawidzi w imię swojej wiary. Głosiciele najbardziej krwiożerczej wersji Islamu wypowiedzieli nam wojnę. Im dłużej zakłamujemy tę rzeczywistość, tym wyższą cenę przyjdzie nam za iluzje zapłacić. Śmierć chorążego Vincent’a oraz kaprala Cirillo to dzwon alarmowy przed zmasowanym atakiem tej morderczej mniejszości, przed którą chroni nas dziś jedynie owa “thin, red line” naszych Sił Zbrojnych.

Święto Niepodległości

Pisałem ju399920a3f79323c016014e13eb7a1e7eż o fenomenie naszej pamięci o Pierwszej Wojnie 1914-1918. Konfrontacja choćby z dzisiejszą kanadyjską narracją o “Wielkiej Wojnie” potwierdza tę odrębność pamięci o konflikcie, który nie budzi w nas aż tyle emocji. Tak, blisko milion Polaków w zaborczych mundurach brało udział w walkach na wszystkich frontach WWI. Ale to nie była nasza sprawa; nie staliśmy też świadomie po żadnej stronie. Tytaniczne zmagania milionowych armii docierały do nas w doniesieniach prasy i opowieściach świadków. Nasza “Wielka Wojna” zaczęła się dopiero… owego 11 Listopada, kiedy na frontach Europy zapadła cisza. Klęska imperiów rozpadających się w łoskocie rewolucji otwierała nam dziejową szansę. Rekruci i oficerowie zaborczych armii łączyli swe siły w walce o Polskę, która w owym Listopadzie była Ideą. Ta idea miała organy polityczne i siły zbrojne, urzędników gotowych jej służyć i dyplomatów gotowych ją reprezentować. Nie miała jednakże formy państwowo-prawnej ani nie miała granic, poza tymi w marzeniach patriotów, sprzed rozbiorów. Miała jednak Naród który zdołał wytworzyć dwa niezbędne do państwowego istnienia elementy – kadrę dowódczą i zdeterminowanych do walki żołnierzy. Resztę wywalczono „szablą”.
Determinacja naszych przodków w walce o odzyskanie Rzeczpospolitej hartowała się pod zaborami, w zaciszu rodzinnych dworów i chłopskich chałup, kościelnych naw czy fabrycznych hal. Dzisiejsze zagrożenia niepodległości są inne, bardziej duchowe niż polityczne. Nasi wrogowie zmienili metody walki. Nie będą nam zrywać godła i flagi. Oni chcą, abyśmy sami – przykładem wtłaczanych nam w umysły celebryckich pseudo-elit – sami machnęli ręką najpierw na pamięć o przeszłości, potem na dumę z odrębności, potem odrzucili ze wstydem narodowe symbole, a wreszcie język i ziemię. Dlatego tak syczą na pamięć o Legionach, AK, Żołnierzach Wyklętych. Dlatego dławi ich Nasze Święto Niepodległości!

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.