The Fourth of July

Believe me, dear Sir: there is not in the British Empire a man who more cordially loves a Union with Great Britain than I do. But, by the God that made me, I will cease to exist before I yield to a connection on such terms as the British Parliament propose; and in this, I think I speak the sentiments of America.
— Thomas Jefferson, November 29, 1775

The Fourth of July

Pierwsze dni lipca otwierają przed miłośnikami minionych czasów przebogate kalendarium historyczne. Wielkie bitwy, dynastyczne mariaże, urodziny i zgony znanych i znakomitych ludzi. Samo ich wyliczenie zabrałoby długie strony. Żyjąc po tej stronie Wielkiej Wody, rok rocznie partycypujemy w sąsiedzkich, ale jakże kontrastujących, lipcowych uroczystościach „Canada Day” oraz „Independence Day”. Samo nazewnictwo państwowego dnia dumy ukazuje rozbieżną optykę widzenia własnej, politycznej tożsamości. Święto Niepodległości Stanów Zjednoczonych upamiętnia wojnę i krwawą ofiarę w obronie deklarowanych wartości. Rewolucja Amerykańska wydała dla swego moralnego uzasadnienia najpiękniejsze polityczne teksty, artykułujące najwyższe aspiracje ludzkości:
 – “We hold these truths to be self-evident, that all men are created equal, that they are endowed by their Creator with certain unalienable Rights, that among these are Life, Liberty and the pursuit of Happiness.”
AmericanRevolution3Kanada powstała w efekcie długotrwałego procesu politycznej i demograficznej ewolucji, w lojalnej współpracy mężów stanu kolonii i metropolii, reprezentujących elity i masy, dzielące te same wartości, ten sam szacunek dla tradycji Monarchii, jej praw i wierzących w swą cywilizacyjną misję. Zawołaniem Kanady stało się wiele mówiące: “For King and Country!”
Powstanie nowego bytu politycznego 1 lipca 1867 roku witane było w obu izbach brytyjskiego parlamentu bez żadnych emocji, wręcz z życzliwą nadzieją na sukces dalekiego Dominium, w żadnym stopniu nie  uszczuplającego wielkości Imperium.  Te dwie narodowe okazje do manifestowania dumy z odrębności pokazują naocznie, jak różna jest tożsamość wielkich kontynentalnych sąsiadów. Wywodząc się ze wspólnej, kolonialnej historii, obie polityczne wspólnoty w diametralnie różny sposób zorganizowały swój byt. I choć rozmaici wizjonerzy wieszczą co jakiś czas (lub straszą wyborców!) powstanie CanAmeryki, oba społeczeństwa są od siebie równie daleko, jak przed 240 laty.
W kontekście instytucjonalnego kryzysu EU warto podkreślić, iż polityczna współpraca, gospodarcza symbioza i kulturalna otwartość obu kontynentalnych sąsiadów nie wymaga żadnych sztucznych, nowych konstytucji – nie żąda rezygnacji z suwerenności!
*****
AmericanRevolutionmapPowstanie Republiki Amerykańskiej, anglosaskiej i protestanckiej, otwartej na nowe, liberalne w prawie i gospodarcze idee Oświecenia, zmieniło, w stosunkowo krótkim okresie czasu, balans relacji międzynarodowych. Pominiemy pytanie, czy USA skazane były na sukces i globalną dominację. Proponuję Czytelnikom zabawić się pytaniem: “Czy świat skazany był na powstanie USA?”
Zachęcam często moich Szanownych Czytelników do lekkiego popuszczenia wodzów fantazji. W końcu to wspaniała, intelektualna zabawa na wakacyjny okres, taka “historia alternatywna”. Ewentualnym krytykom przypomnę, że jako nacja jesteśmy dosyć dobrze w onym “gdybaniu” wyspecjalizowani, a rozmaite warianty dziejów, zwłaszcza nas dotyczących, rozważają pospołu i całkiem na poważnie, politycy razem z historykami. Wspomnę jedynie takie tematy:
-“A gdyby udało się osadzić Władysława Wazę na tronie moskiewskim, po wspaniałym zwycięstwie pod Kłuszynem, 4 lipca 1610 [także lipcowa rocznica o potencjalnie kontynentalnym zasięgu]?
– “A gdyby  4 lipca 1943 gen. Sikorski przeżył lot z Gibraltaru?”
Ad rem. Konsekwencje krótkowzrocznej, zdominowanej jedynie kwestiami finansowymi, polityki brytyjskiej w amerykańskich koloniach okazały się dla Londynu katastrofalne. I zmieniły globalny układ sił. Gdyby jednakże Korona Brytyjska wykazała więcej elastyczności w traktowaniu kolonistów? Gdyby na tronie zasiadał inny monarcha, nie zaś Grzegorz III?
Historyk przedstawi całkiem logiczną linię „alternatywy”. Był możliwy inny kurs polityczny wobec amerykańskich kolonii. Wszak po negatywnych doświadczeniach w odgórnym zarządzaniu zdobytą w 1759, francuską Kanadą, Korona zdobyła się jeszcze w roku 1774 na ugodowy “Quebec Act”, który na tyle zadowolił polityczne i religijne żądania francuskich mieszkańców „Pięknej Prowincji”, iż Kanadyjczycy okazali się odporni na amerykańską propagandę “wolnościową” i pozostali lojalni w swej kolonialnej podległości Imperium Brytyjskiemu.
A zatem, “what, if” Londyn uniknąłby otwartego konfliktu w latach 1775-76? Wszak koloniści byli lojalni wobec samej Monarchii! Można założyć, iż emancypacja Ameryki postępowałaby nieuchronnie, swoją drogą. Bez wojny rewolucyjnej jednakowoż, w miejsce zjednoczonych 13 kolonii, patrzących na resztę kontynentu jako teren ekspansji, na południe od Quebecu istniałaby sobie plejada post-kolonialnych republik, rozmaitych Texasów, Kalifornii, Wspólnot Massachussetts, Virginii czy Karoliny. Na pewno nie byłby im potrzebny Washington, D.C.
Komu zatem sprzedałby ogromne tereny Luizjany, zdesperowany brakiem pieniędzy na swe europejskie podboje, Napoleon? I czy Rosjanie pozbyliby się tak łatwo Alaski, której za żadne skarby nie chcieli oddać Brytyjczykom?

WMW

NB. Nie byłoby także brytyjskiej emigracji “Lojalistów” na tereny dzisiejszego Ontario, po podpisaniu pokoju z roku 1783, co skutkowałoby zapewne dużo dłuższym utrzymaniem się francuskiej dominacji w Kanadzie.

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.