The Eagle has landed! – w Warszawie

Dzień po Święcie Niepodległości USA ląduje w Warszawie prezydencki “Air Force One” z Donaldem J. Trumpem na pokładzie. Warto przypomnieć wielu naszym Czytelnikom, iż to właśnie dnia 5 lipca 1945 roku Departament Stanu administracji prezydenta Trumana wycofał swe uznanie dla Rządu RP-in-Exile, zostawiając wiernego sojusznika zachodnich demokracji na pastwę sympatycznego “Uncle Joe”. Opóźniono o jeden dzień zaplanowaną realizację porozumień z Poczdamu, w reakcji na gorzką uwagę polskiego Ambasadora, który zauważył, iż nie wypada, aby USA pozbawiały inne państwo niepodległości w dzień swego święta. Jak widać, amerykańscy urzędnicy uznali uwagę za słuszną!
Wizyta Donald Trumpa niesie ze sobą wielkie oczekiwania i kompletnie rozbieżne oceny swego znaczenia. Lewicowa opinia publiczna karmiona jest od wielu miesięcy narracją o strasznym Kaczyńskim, który razem z równie strasznym Orbanem służą wiernie interesom tego samego Putina, który maczał palce w wygranych przez Trumpa wyborach. No to jak się cieszyć, iż Trump będzie rozmawiał z marionetką Kaczyńskiego?
Totalna oPOzycja w Warszawie stara się grać na dwa fortepiany. Być oficjalnie przy wizycie, ale pokazać swemu elektoratowi, karmionemu bajką o “totalnej izolacji reżymu Kaczora”, iż nic się nie stało. Ta “prawdziwa” Ameryka, reprezentowana przez osoby takie jak Pani Appelbaum, dobrze wie, kto jest uzurpatorem i nie ma prawdziwie demokratycznego mandatu (elit!) – ani tu, ani tam!
Zaniepokojenie eurokratów w Brukseli efektem wizyty prezydenta Trumpa w Warszawie ma poważniejszy wymiar. Nie jest wcale objawem jakichś urojonych fobii, lecz uzasadnioną obawą co do kierunku, jakim pójdzie cała Unia Europejska. Czy Trump będzie rozgrywał ową lekceważoną “nową” EU przeciw “Starej”? Jeżeli bowem “eurobiedota” od Sofii po Tallin stworzy – z błogosławieństwem Waszyngtonu – jakieś, choćby generalne ramy współpracy wykraczającej poza konieczności wynikające z potrzeb energetycznych czy transportowych – entuzjaści projektu kondominium franko-berlińskiego mogą mieć problem. Nie tylko przepadnie przyspieszona koncepcja niszczenia państw narodowych i poddawania wszystkiego kontroli niewybieralnych, i nieodpowiedzialnych przed nikim eurokratów. Osłabnie także moc Berlina na forum UE, gdzie zjednoczony blok “Trójmorza” będzie w stanie blokować co bardziej radosne pomysły Junckera i spółki.
Czy wizyta Trumpa na warszawskim szczycie szefów “13”, położonej na obrzeżach Starej Unii, jest zagrożeniem dla obecnych brukselskich elit i ich projektów? Nikt dziś nie jest w stanie powiedzieć, jakie konkretne, zdefiniowane cele w relacjach z UE ma obecna administracja. Jednakże skowyt, jaki dochodzi z redakcji lewicowo-liberalnych mediów, tak polskich jak niemieckich, dla których ideałem obiektywizmu jest codzienna dawka propagandy z CNN, wiele nam o nastrojach “Euro-elit” mówi. Jeżeli CNN udowadnia, jaki negatywny wpływ wywiera Trump na sprawę postępu w Ameryce, to jak ma być traktowana jego wizyta w Polsce? Jak dopust boży!
***
Donald Trump mówi i tweetuje wiele, ale pewne rzeczy okażą się w praniu. Sprawy Europy wschodniej są z perspektywy Ameryki może nie kompletnie marginalne, lecz na pewno nie priorytetowe. Dlatego byłbym ostrożny w odbiorze nawet najpiękniejszego przemówienia Donalda Trumpa na placu Krasińskich, nawet gdyby zawierało w sobie tony komplementów pod adresem Polski, Polaków, oraz ich historii, łącznie z odrzuceniem oskarżeń o odpowiedzialność za Holocaust! Piszący przemówienia dla prezydentów USA wiedzą, jak generować odpowiedni nastrój wizyt.
Jednym z papierków lakmusowych intencji Amerykanów wobec naszych interesów będzie zakres roztoczenia nad tym regionem kontynentu swego parasola ochronnego. Chodzi o sprzedaż Polsce zaawansowanych technologii obronnych. Samo skierowanie na Unijne pogranicze poważniejszych sił wojskowych, czy nawet rozlokowanie wysuniętych baz sprzętu to nie wszystko. Sojusznicza Polska, jako jeden z nielicznych członków NATO spełniająca obowiązek wydatkowania na obronę 2% PKB, powinna uzyskać mocne wsparcie w procesie modernizacji. Nie chodzi bowiem o to, aby post-sowiecki sprzęt, nadal będący podstawą uzbrojenia WP, zastąpić podobnym sprzętem amerykańskim, za większą kasę. Wojsko Polskie potrzebuje skoku technologicznego, zwłaszcza zaś skutecznej, zaawansowanej obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej. Możemy sobie remontować używane niemieckie Leopardy, możemy nawet kupić U-boota! Bez zabezpieczenia polskiej przestrzeni powietrznej wszystko to nie ma znaczenia. Polska musi pozyskać systemy obrony rakietowej na kilku pułapach i musi to być sprzęt z nawyższej półki. W tym zaś temacie decyzje zależą od amerykańskich polityków.
Decyzje, a nie kurtuazyjne przemówienia potrzebne są nam dziś wobec zagrożeń na wschodzie. Jeżeli państwa sojusznicze Ameryki – np. Korea Południowa czy Arabia Saudyjska, by o innych nie wspominać – otrzymują od niej poważne środki dla podniesienia swych zdolności obronnych, pora na podobne potraktowanie Warszawy. Inaczej najwspanialsze przemówienia, deklaracje, usciski rąk i uśmiechy do kamer potwierdzą jedynie podświadome podejrzenia wielu ludzi obeznanych z historią, iż Waszyngton wykorzystuje naszą nieciekawą sytuację dla własnych potrzeb, rozgrywa Putina i Merkel z Macronem, ale nasze interesy są tamtejszym decydentom generalnie obojętne. Życzmy sobie zatem, aby przy wszystkich swoich wadach Donald Trump okazał się dla Polski bardziej Wilsonem, niż Rooseveltem czy Obamą.
WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.