Senator Anders

Senator Anders

A.M.Anders

Anna Maria Anders wygrała zdecydowanie wybory uzupełniające do Senatu RP na Podlasiu. Zwycięstwo Pani Anders, osoby wchodzącej do polskiej polityki kompletnie z zewnątrz, odkrywającej dopiero współczesną Polskę i jej polityczny ‘krajobraz’, nad kandydatem PSL popieranym przez wszystkie siły opozycji wobec Prezesa, oznacza “na dziś” trwałość społecznego poparcia dla PiS. Wszelkie uczone analizy ‚specyfiki’ okręgu są bezwartościowe. Liczy się wynik, rozrzut głosów. A ten, gdyby się powtórzył w skali kraju, z poparciem dla PiS na poziomie ponad 40 procent – oznacza bezpieczną większość parlamentarną w następnej kadencji.
Z naszej perspektywy jednakże nie kampanijne rozliczenia i wyliczenia się liczą, ale symboliczny wymiar pojawienia się nazwiska Andersa w polskim Sejmie. To był ten Generał na białym koniu, wyśmiewany przez poetów na usługach sowieckiego reżymu, to był Człowiek którego torturowali Sowieci, aby potem, gestem bez precedensu w całej historii Moscovii, pozwolić Mu tworzyć armięz zesłańców GUŁagu na swoim terytorium. Jego córka zasiądzie teraz w ławach Senatu wolnej RP. Jakże byłoby to normalne w krajach anglosaskich, gdzie służba państwowa jest prawdziwym tytułem do miana elity. W Polsce (miejmy wszyscy nadzieję) to jaskółka “dobrych” zmian. Radziwiłł w ministrach, Anders w Senacie, Morawiecki w rządzie.

Morskie zagadki

Tytułem wstępu, zanim do spraw morskich dotrzemy, bo ostatecznie dotrzemy – upewniam Szanownych Czytelników.
Po objęciu władzy przez rząd PiS jednym z gorących tematów, wreszcie nagłośnionych w mediach publicznych, stał się stan obronności naszego państwa. A raczej – proszę wybaczyć ten krytyczny ton – stan bezbronności wobec aktualnych zagrożeń. W minioną środę odbyło się nawet pierwsze w tej kadencji Prezydenta RP, posiedzenie RBN. Rozmowy decydentów były chyba poważne, sądząc po wypowiedziach Schetyny i Petru, bo żadnych kąśliwych komentarzy wobec Pana Andrzeja Dudy tym razem nie było.
W czym rzecz? W kierunku modernizacji i rozwoju Sił Zbrojnych RP. Na co stawiać? Na co wydawać obiecane już przez poprzednie rządy kilkanaście miliardów złotych?! Od kogo i co kupować?
A kupować i produkować trzeba! Nie mamy bowiem niczego, co o zdolności do rzeczywistej obrony świadczy. Nie mamy faktycznie skutecznych systemów obrony, ani przeciw-lotniczej ani przeciw-rakietowej. Nie mamy przeszkolonych do współczesnego pola walki rezerw, bo ci dziarscy pięćdziesięciolatkowie, którzy zdobywali ostrogi na T-55, BWP-1 czy SKOT-ach, to jednak nie jest siła zdolna obronić kraj w razie nawet hybrydowej inwazji. Co jednak najbardziej niebezpieczne, to brak klarownej wizji – wizji ujętej w polityczne plany i rozpisane na szczegółowe, wojskowe dyrektywy, tłumaczone na kolejnych poziomach administracji i dowództw, dla zabezpieczenia ‘sił i środków’ – na czym ma się zasadzać polska strategia obronna. To nie są bowiem prasowe enuncjacje, ale długoletnie plany, obejmujące swoim zasięgiem wszystkie obszary aktywności państwa, od rezerw strategicznych paliw, przez lokalizację magazynów amunicji, po szkolenie rezerwistów. Brać należy poważnie pod uwagę fakt, iż UE w jej dzisiejszym stanie bezwładu decyzyjnego i ideologicznej pustce – do jakiejkolwiek wspólnej obrony nie jest zdolna! Tak, oczywiście, na wszelkich publicznych fora rozmaici politolodzy, eksperci oraz “rzeczoznawcy” gromko gardłowali o nowej wizji samodzielnych ‘sił zbrojnych’ EU.  Faktem mrożącym krew w żyłach musi być obserwacja, iż determinacja NATO do podjęcia jakiejkolwiek akcji zbrojnej zależy tylko i wyłącznie od lokatora Białego Domu. “Go ‘bama!” ostatnich ośmiu lat wystarczy?

Po rosyjskiej inwazji Gruzji nikt chyba w polskich elitach nie traktował tego sygnału rosyjskiego “resetu” w relacjach międzynarodowych na terenie tak zwanej “bliskiej zagranicy” za ważny. Ot, nasza chata z kraja, jesteśmy w NATO, zatem nasze “kolorowe papiery”, czyli oficjalne dokumenty artykułujące zasady strategii obronnej Państwa Polskiego niczego groźnego w zachowaniu Rosji nie zauważały.
Aneksja Krymu oraz destabilizacja Ukrainy, z majaczącym na horyzoncie praktycznym, jeżeli nawet nie ‘de iure’ rozbiorem tego “egzotycznego” dla wielu zachodnich  decydentów kraju obudziło niektórych z letargu.

 USS John Paul Jones

A teraz o tych morskich opowieściach. Amerykanie właśnie ujawnili, iż w styczniu bieżącego roku przetestowali nowy typ rakiety ‚SM 6’ w zwalczaniu celów nawodnych. W tym celu salwą z niszczyciela rakietowego USS “John Paul Jones”  (zdj.1) zatopiono rakietową fregatę typu OHP, USS “Reuben James” (zdj. 2). OHP? Coś to Państwu mówi? Tak, to ten typ okrętu, darowanego w dwóch egzemplarzach naszej

USS Reuben-JAMES

Marynarce przez rząd US (ORP T.Kościuszko zdj.3). Te nasze jednakże zwodowano jeszcze w pierwszych latach ’80-tych. Dziś, bez specjalnych remontów czy modernizacji dumnie noszą naszą banderę na Bałtyku. I to jest ich główna rola, bo zdolności obronnych nie posiadają

ORP_Gen._T._Kościuszko

żadnych, zaś ich utrzymanie kosztuje. Fregata zatopiona ćwiczebnie przez Amerykanów była o kilka lat od“naszych” młodsza, lecz najwyraźniej nie nadawała się już nawet na sprzedaż do…. Mozambiku. Czy zatem nasz “potencjał” MW jest także w zasadzie celem ćwiczebnym dla ewentualnej salwy rakietowej?

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.