Seksowna opalenizna nie dla każdego

Amatorów promieni słonecznych jest wielu. Pobudzają nas do życia, poprawiają humor i dodają naszej skórze ładnej opalenizny. Jednak nie każdy z nas może beztrosko cieszyć się słońcem. A wbrew pozorom grupa osób, które raczej powinny go unikać wcale jest nie mała.

sunZgrabna sylwetka, bujna czupryna, krągłe piersi i biodra, pełne usta, smukłe nogi, a do tego delikatny odcień opalenizny. Tak współcześnie postrzegana jest seksowna kobieta. Trudno się, więc dziwić tysiącom, jeśli nie milionom kobiet starających się pozyskiwać opaleniznę o każdej nadarzającej się porze roku lub biegającym notorycznie do solarium. A przecież to nie odcień skóry powinien wyznaczać kanon piękna. Zwłaszcza, że nie wszyscy możemy bezkarnie poddawać się działaniu promieni słonecznych. A jeśli wbrew zaleceniom będziemy to robić, możemy nawet opłacić to utratą życia.

Kiedy słońce jest najgroźniejsze?

Długie przebywanie na słońcu może zagrozić każdemu, nie tylko osobom, których dotyczą specjalne przeciwwskazania. W takim razie, kiedy promienie słoneczne najbardziej nam szkodzą?

– gdy przebywamy na słońcu w porze dnia uważanej za najbardziej niebezpieczną, jeśli mowa o działaniu promieni słonecznych. Jest to mianowicie czas od godziny 11 do godziny 15 w porze letniej.

– gdy na miejsce urlopu wybieramy miejsca położone blisko równika. W nich promieniowanie jest bardziej natężone.

– jeśli wybieramy się wysoko w góry. Przebywanie na dużych wysokościach względem poziomu morza powoduje silniejsze działanie promieni słonecznych. Najczęściej o tym fakcie przekonujemy się podczas zimowego pobytu na nartach lub wysokogórskich, pieszych wędrówek w okresie ciepłych pór roku.

Również wtedy, gdy leżymy plackiem wystawiając się na działanie słońca i zapominając o upływającym czasie narażamy się na negatywne działanie promieni. A do tego dochodzi nie małe zanieczyszczenie środowiska i ciągle niknąca ochronna warstwa ozonowa. Te, wbrew pozorom mają bardzo duże znaczenie w przenikaniu szkodliwych promieni.

Czy należysz do grupy ryzyka?

Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z przymusu wystrzegania się działania promieni słonecznych. Do tego całoroczne nieraz oczekiwanie na upragniony urlop nasuwa nam na myśl tylko jedno. Na czas zaplanowanego wypoczynku koniecznie musimy mieć najlepszą pogodę. Najlepszą w rozumieniu, bezchmurnego, błękitnego nieba, z którego spływa gorący żar słońca. Bo jak tu wrócić z urlopu do pracy bez ładnej opalenizny. Wtedy znajomi od razu osądzą, że nasza przerwa na wypoczynek nie należała do udanych. Bazują oczywiście na bladym odcieniu naszej karnacji. Z codziennej prasy i nadawanych przez telewizję programów dotyczących zachowania dobrej formy i urody ciągle docierają do nas sygnały, że opalenizna jest modna, wręcz pożądana. A przecież chcemy być atrakcyjne i przyciągać naszym wyglądem uwagę otoczenia. Dlatego jeśli nie opalamy się podczas urlopu lub podczas wylegiwania się na leżaku w ogrodzie, to biegamy do solarium, żeby nadać naszej skórze ciemniejszy odcień. A przecież nie każdy z nas może pozwolić sobie na takie zachowanie. Niewiedza najczęściej skutkuje poważnymi konsekwencjami, tak też może stać się w tym wypadku. Jednak nie każdy z nas musi obawiać się słońca, jeśli nie stosuje go w nadmiarze. Kiedy w takim razie działanie promieni słonecznych jest dla nas szczególnie groźne? Wtedy, gdy należymy do grupy ryzyka. Sprawdźmy, zatem, jakie są przeciwwskazania do opalania.

Zdecydowanie wystrzegajmy się słońca, gdy:

– na naszej skórze widnieją znamiona i pieprzyki. Skłonność do pojawiania się zmian dotyczy sporej grupy ludzi z jasną karnacją. Niestety nie mamy wpływu na fakt jej posiadania. Po prostu tacy się rodzimy. Albo mamy nieskazitelną skórę bez najmniejszego pieprzyka, czy też nie tylko na nosie, dumnie prezentujemy piegi lub mamy znamiona. Jeśli na naszej skórze zauważyliśmy właśnie znamiona powinniśmy bacznie je obserwować i nie lekceważyć ich obecności. Dlatego wskazane są regularne wizyty w gabinecie lekarza dermatologa, który oceni na ile i czy w ogóle, groźne są zmiany na naszej skórze. Takie wizyty nie będą nas męczyć swoją częstotliwością, jeżeli plamki są pojedyncze. Jednak, jeśli na naszym ciele jest ich spora ilość, lekarza powinniśmy odwiedzać przynajmniej raz na rok. Ważne, abyśmy byli pod stałą opieką lekarską. W razie pojawiania się przemian na plamkach, pierwszy zauważy je i właściwie zdiagnozuje właśnie lekarz dermatolog. A przecież to zagrażający naszemu życiu rak skóry objawia się przez takie zmiany. Więc, jeśli mamy dużo pieprzy i plamek opalanie stanowczo powinno zniknąć z naszego życiorysu.

– jesteśmy posiadaczkami cery tłustej, skłonnej do wytwarzania nadmiernej ilości łojotoku. I chociaż specjaliści pocieszają nas, że kobiety mające tłustą cerę na dłużej zachowują młody wygląd, bo nie tak szybko jak u pozostałych pań, pojawiają się im zmarszczki, to my doskonale wiemy jak trudno nieraz egzystować z takim rodzajem cery. Dobrze, jeśli cera promienieje wręcz swoim naturalnym blaskiem, ale nieefektownie i mało komfortowo czują się kobiety, których twarz, dosłownie lśni od nadmiaru sebum. Posiadanie cery tłustej wiąże się nierzadko z częstym pojawianiem się wykwitów skórnych, a te z pewnością nie dodają nam uroku. Stosujemy różne środki i kosmetyki pielęgnacyjne, które mają nam pomóc w uporaniu się z niespodziankami fundowanymi nam przez tłustą cerę, jednak nie zawsze zdają one egzamin. Dlatego, gdy nadchodzą słoneczne dni, łudzimy się, że słońce pomoże nam pozbyć się nieestetycznego błyszczenia i złagodzi powstawanie wykwitów. A jest zupełnie odwrotnie. Początkowo, cera sprawia wrażenie, jakby była w lepszej kondycji, gdyż słońce ją wysuszyło. Jednak takie wrażenie jest krótkotrwałe. Pozbawiona sebum skóra włącza swoje bariery ochronne i zaczyna produkować większą ilość łojotoku, a to tylko pogarsza sytuację. Pojawia się więcej pryszczy i skóra jeszcze bardziej się przetłuszcza. Dlatego ucieczka przed nadmiarem promieni słonecznych pozwoli nam uniknąć przykrych i nieestetycznych problemów z cerą.

Szczególną ochroną przed działaniem promieni słonecznych powinny się otoczyć:

– osoby przyjmujące niektóre leki. Dość często nie zdajemy sobie sprawy, że zażywane przez nas leki mogą mieć jakikolwiek związek z opalaniem. Dlatego stosując antykoncepcję hormonalną wystawiamy nasze ciała na działanie promieni słonecznych. A wpływ słońca na estrogeny w nich zawarte może być przyczyną nierównego opalania. Osoby przyjmujące leki przeciwcukrzycowe, przeciwdepresyjne, obniżające ciśnienie tętnicze lub niektóre antybiotyki mogą być narażone na poparzenia słoneczne lub silne przebarwienia. Również przyjmowanie ziołowych specyfików z dodatkiem dziurawca lub arcydzięgiela jest przeciwwskazaniem do eksponowania ciała na wpływ promieni słonecznych.

– kobiety w ciąży. Każda przyszła mama nie zapomina o swojej urodzie i także chciałaby móc prezentować ładny odcień opalenizny. Jednak okres ciąży, jako wyjątkowy czas, w którym zabiega się o zdrowie matki i rozwijającego się w jej łonie dziecka powinien być czasem, gdy opalanie nawet, jeśli nie ma żadnych innych przeciwwskazań, musi poczekać. Nie chodzi tylko o niekorzystny wpływ na skórę, która w okresie ciąży jest bardziej wrażliwa i szybciej ulega wszelkim podrażnieniom, ale chodzi głównie o prawidłowy przebieg ciąży. A nadmierne poddawanie się działaniu słońca może doprowadzić organizm do przegrzania, które jest w okresie prenatalnym bardzo groźne dla życia dziecka, gdyż może wywołać krwawienie z dróg rodnych. Jeśli spodziewamy się dziecka, pocieszmy się spacerami w ciepłych promieniach słonecznych, oczywiście z nakryciem głowy i odpowiednio dobranym kremem ochronnym.

– stosujące kwasy AHA. Używanie kremów z zawartością kwasów AHA lub poddawanie się kuracji złuszczania naskórka, definitywnie wyklucza leżenie plackiem na słońcu. Skora jest wtedy bardzo delikatna i podatna na podrażnienia. Poddawanie jej w takim stanie silnemu działaniu promieni słonecznych może doprowadzić do pojawienia się licznych przebarwień, a nawet poparzeń. Dlatego takie kuracje odnowy naskórka najlepiej jest przeprowadzać w porach mniej słonecznych, jak wczesna wiosna i jesień.

– nagminnie stosujące kosmetyki. Wychodzenie na słońce w oparach perfum, z grubą warstwą tuszu na rzęsach, cieni na powiekach i uszminkowanych ustach, a nawet po zastosowaniu antyperspirantu może spowodować uszkodzenia skóry, w niektórych wypadkach nawet poparzenia. Zawarte w kosmetykach środki konserwujące i barwniki, pod wpływem promieni słonecznych mogą podrażniać nasza skórę i wywoływać pojawianie się nieestetycznych plam. Jeśli wiec już opalać się to bez kolorowej oprawy. Najlepiej w sosie własnym z dodatkiem porządnego kremu chroniącego nas przed szkodliwym działaniem promieni UVA.

Jakaś alternatywa?

Kiedyś wydawałoby się to prawie niemożliwe, teraz jest to codzienność. Mowa o zdrowej opaleniźnie bez wystawiania się na słońce. Tak, to jest możliwe. Współczesna kosmetologia oferuje nam kilka sposobów na uzyskanie naturalnego odcienia ładnie opalonej skóry. I tak na półkach sklepowych znajdziemy kremy koloryzujące, samoopalacze, pudry brązujące i balsamy, które stopniowo zmienią odcień naszej skóry. Kremy koloryzujące oprócz zmiany koloru, odżywiają, nawilżają naszą skórę, a nawet działają przeciwzmarszczkowo. Samoopalacze to już swoistego rodzaju klasyka, która nadaje skórze ładny odcień i zawiera środki chroniące nas przed szkodliwym działaniem słońca. Pudry brązujące stosujemy do wykończenia makijażu. A balsamy? Te, chociaż mniej trwałe od samoopalaczy, pozwalają na uzyskanie równomiernego i delikatnego odcienia opalenizny. Jak więc widać, wybór jest niemały. Wszystko zależy tak naprawdę od naszych upodobań i zawartości portfela, bo ceny niektórych kosmetyków pozwalających na zmianę odcienia skóry sięgają nawet kilkuset złotych.

I pamiętajmy, gdy nadchodzą słoneczne dni nie zapominajmy o stosowaniu kremów w wysokimi filtrami!

(MWW)

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.