Rokitna 1915/Francuska arytmetyka wyborcza

 Straceńcza szarża – Rokitna 1915

Istnieje wspaniałe, batalistyczne płótno Wojciecha Kossaka z roku 1934, ukazujące szarżę polskich kawalerzystów pod Rokitną. To bitewne starcie urosło do legendy odradzającego się po zaborach Wojska Polskiego, nawiązywało bowiem do dumnej, kilkusetletniej tradycji polskiej jazdy. Kawaleria Rzeczpospolitej Obojga Narodów nie miała sobie równych w ówczesnej Europie. Te właśnie triumfy polskich skrzydeł, koncerzy czy szabel widzimy na znakomitnych płótnach, uwieczniających nasze wiekopomne, konne wiktorie. Kiedy więc patrzymy na obraz Kossaka, kiedy widzimy rozpędzonych polskich ułanów, pokonujących wrogie okopy, z wysokości siodeł rąbiących pałaszami rosyjskich piechurów – serce w nas rośnie. Czy publiczności z lat trzydziestych ubiegłego wieku, oglądającej owo malarskie dzieło, nie mogła rozpierać duma, że znowu, jak przed wiekami, polska jazda wykuwała granice Ojczyzny?
Tak już chyba mamy, iż wspaniałe wizje-obrazy, kreślone pędzlem natchnionych, kochajacych swój kraj i jego dzieje artystów, w powszechnej świadomości zastępowały skutecznie polityczną czy też historiozoficzną analizę. Duma bijąca z obrazów, na których uwieczniono splendor Rzeczpospolitej była o wiele skuteczniejszym i trwalszym środkiem kształcenia wiedzy i postaw pokoleń obywateli. Malarstwo i poezja, literatura, porywająca muzyka, legendy i pomniki – to nasze narodowe uniwersytety, którym nie mogą i nigdy zapewne nie dorównają opasłe tomy dokumentów i chłodnych, naukowych analiz.  Pytanie, czy ta nasza samowiedza, kształtowana przez emocjonalne, artystyczne  przekazy nie wykoślawia niebezpiecznie naszego pojmowania własnych dziejów, czy nie utrudnia nam bytowania w normalnym, dalekim od artystycznych wizji, świecie zimnej, bezuczuciowej politycznej kalkulacji? Ale to “materiał dla przemyśleń”. Dziś przypomnijmy historyczny, polski epizod Wielkiej Wojny na froncie południowo-wschodnim.

Grupa oficerów 2 p. ułanów , od prawej ppor. Roman Włodek, por. Jerzy Topór Kisielnicki,rtm. Bolesław Dunin-Wąsowicz, ( siódmy) por. Józef Dunin Borkowski.

13 czerwca 1915 roku, a więc pod koniec pierwszego roku Wielkiej Wojny, polskie szwadrony ponownie starły się w regularnym boju z siłami zbrojnymi Rosyjskiej Impierii, na głównym froncie walk wielkich armii, nie zaś w jakichś powstańczych potyczkach na podlaskich czy litewskich odludziach. Już w kwietniu 1915 roku Austriacy skierowali Drugą Brygadę Legionów, zreorganizowaną w trzy pułki piechoty oraz dywizjon jazdy, na pogranicze Bukowiny i Bessarabii. W czerwcu, w toku zażartych walk w rejonie wsi Rokitna, Austriacy znaleźli się tu pod naciskiem sił rosyjskich. 12 czerwca Dywizjon kawalerii II Brygady Legionów Polskich skierowano do boju, dla obrony pozycji austriackiej 42. Dywizji Piechoty. Szarżą polskich ułanów dowodzić miał dowódca dywizjonu, młody rotmistrz, Zbigniew Dunin-Wąsowicz. Pozostawiwszy 3. szwadron w odwodzie, sam uderzył 2. szwadronem, w sile 64 szabel, na pozycje rosyjskiej piechoty. Szarża powiodła się niebywale, w 15 minut polska jazda przedarła się przez trzy linie nieprzyjaciela i w jakiejś mierze przyczyniła się do sukcesu austriackiego “uderzenia wyprzedzającego”. I to tyle. Po jej zakończeniu we własne szeregi powróciło cało… sześciu jej jeźdźców. Siedemnastu, z rotmistrzem Dunin-Wąsowiczem, a także dowódcą 2. szwadronu Jerzym Topór-Kisielnickim  poległo, 23 było rannych, reszta dostała się do niewoli. Dywizyjna piechota C.K. armii nie wykorzystała lokalnego sukcesu polskiej jazdy, sytuacja na froncie nie drgnęła. Straty Rosjan pozostały nieznane. Polakom pozostała jednakże krwawa legenda zwycięskiej szarży kawalerii Legionów Polskich pod Rokitną. Jeźdźcy spod Rokitnej weszli zaś do narodowego Panteonu bitewnej chwały.

Francuska arytmetyka wyborcza

Jak zdobyć pełnię władzy dla formacji, stworzonej zaledwie rok wcześniej, w zamyśle jedynie po to, aby utrzymać przy władzy w Pałacu Elizejskim przegraną i skazaną na kompletną klęskę ekipę prezydenta Hollande’a? Jak ocalić władzę elit, odrzucanych przez wyborców?!
Jeden na ośmiu Francuzów i Francuzek, jacy pofatygowali się do urn wyborczych w pierwszej turze wyborów parlamentarnych, dało totalną władzę politycznej formacji nowego prezydenta Republiki Francuskiej, Emmanuela Macrona. Te 32 procent z ok. 49 procent głosujących przekłada się na jakieś 80% mandatów w Zgromadzeniu Narodowym. LREM będzie miało 450 na 557 deputowanych!
Mądrość francuskiej myśli politycznej osadzała się na sztuce realizowania zadań teoretycznie niemożliwych. – “Jak rządzić krajem, w którym jest 400 gatunków sera?” – miał pytać general De Gaulle? Wykoncypowano zatem system przeliczania głosów, dający stabilną włądzę nawet mniejszym, lecz zwycięskim partiom. Dziś kluczową kwestią nad Sekwaną stało się inne zagadnienie – “Jak utrzymać władzę mniejszości, jak odrzucić od urn rozpolitykowanych Francuzów?
Ecoutez, c’est tres simple! Wyciągamy zza bankowego biurka sympatycznego, młodego człowieka, tworzymy dla niego ruch poparcia z dynamicznym hasłem “Republika maszeruje” i dajemy mu potężne medialne wsparcie. Mając za przeciwników skorumpowaną (jak zresztą w każej innej dziedzinie) elitę Republikanów oraz skompromitowanych, rządzących(!) Socjalistów Hollande’a, pod groźbą zwycięstwa skrajnie anty-EUropejskiej i anty-establiszmentowej Pani Le Pen nie trzeba być geniuszem. Zdobywamy Pałac Elizejski, a nasi rozentuzjazmowani zwolennicy znowu idą do urn, podczas gdy zdemoralizowani klęską oraz systemem wyborczym przeciwncy dają sobie z tym całym cyrkiem parlamentarnym spokój. Dotychczasowa struktura partyjna V. Republiki przestała istnieć. Kto będzie rządzić?

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.