Pamięci Króla Jana III

portret-krola-jana-iiiKażdy miesiąc przynosi nam ciekawe rocznice, niektóre mocniej a niektóre słabiej osadzone w naszej zbiorowej pamięci. Należy przy tym zawsze pamiętać, iż nasza tak zwana “pamięć historyczna”, wzmacniana medialnym przekazem, poddawana jest zazwyczaj presji wydarzeń bieżących, które mniej lub bardziej świadomie przyjmujemy jako punkt odniesienia dla naszych relacji z przeszłością. W końcu, kiedy rzeczy idą dobrze, łatwo wspominać minione chwile triumfu, a kiedy jest nam pod górkę, wspieramy się wspominkami, iż kiedyś też było źle, a daliśmy radę.
Część naszej historycznej schedy poddawana jest ciągłej obróbce. Nowe rozdania w światowej układance sprawiają, iż spoglądamy czasem bardziej krytycznie na te wydarzenia, które potomni żyjący przed nami uważali za sukcesy, ale do których my mamy zastrzeżenia. Ot, weźmy taką okrągłą rocznicę elekcji króla Jana Sobieskiego, 2 lutego roku 1676.
Trzy wieki i cztery dekady minęły od tego wydarzenia, a historycy ciągle spierają się, czy był to władca, którego program polityczny odpowiadał wyzwaniom wieków. Króla Jana III pamięta historia za jego wiedeńską wiktorię – ostatnią, która okryła chwałą oręż polski na  długie, długie wieki. Ileż to dumy przynosi nam wspomnienie wyprawy na odsiecz oblężonej stolicy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego.
Są jednakże i tacy, którzy bardzo krytycznie oceniają lata rządów króla Jana. Cóż bowiem zostało z jego niezwykle ambitnego programu politycznego, skierowanego na zbudowanie podwalin nowej dynastii i nowej podstawy dla pozycji mocarstwowej Rzeczpospolitej?
Z wielkich projektów sojuszu francuskiego, który miał pomóc Polsce ostateczną rozprawę z Brandenburgią i odzyskanie dla Korony domeny Prus zostały nici. Z wielkiej inicjatywy zwrotu na południe, przebicia się do drugiego morza – owej Świętej Ligi, egzotycznego dziś w naszych oczach sojuszu Carskiej Rusi, Cesarstwa, Wenecji i Papiestwa także niewiele wynikło. Obroniliśmy faktycznie przed zniszczeniem cesarski Wiedeń, a zapewne i polityczną potęgę tej samej “arcy-katolickiej” Austrii, która potem – za niecałe, pamiętajmy, sto lat! – tak ochoczo przyłączy się do zaborczych potęg prawosławnej Rosji oraz luterańskich Prus, aby w oparciu o jakieś tam spadkowe prawa po władcach węgierskich, wyszarpać z ciała Rzeczpospolitej dwa najbardziej polskie, najbardziej dumne, najwierniejsze królewskie grody – Kraków i Lwów.
Tak, Maria Teresa “płakała, ale rozbiór podpisała”, jak uczono – z szacunku dla “naszego” Cesarza, Franza Josefa – w galicyjskich szkołach moich dziadków.
Czy powinniśmy zatem oceniać władców przeszłości miarą wielkości ich ambicji, zamierzeń i planów? Czy oceniać bezpośrednie wyniki ich działań, czy też czekać z oceną kilka wieków, kiedy ówczesne plany zaowocują wszelkimi konsekwencjami?
My, żyjący po nich wiemy zbyt wiele, aby bezstronnie oceniać. A czy z ocen przeszłości można się przynajmniej czegoś pożytecznego nauczyć? Znowu, zabieram sobie samemu chleb, gdyż to podobno historia jest nauczycielką życia – “Historia magistra vitae est” uczyli od czasów Wergiliusza. Prawda jest dużo smutniejsza, gdyż jedyne czego historia uczy, to tego, iż nikt nigdy niczego tak naprawdę się z przeszłości nie nauczył! Dlaczego? A, to już bardziej pole popisu dla psychologów, tych społecznych zwłaszcza, którzy powinni wyjaśnić, czemu wielkie masy ludzkie zawsze idą na lep wezwań i obietnic głupkowatych (jak to potem “bezstronnie” oceniamy), lecz obdarzonych jakąś swoistą charyzmą przywódców. W przypadku króla Jana możemy jedynie pokiwać ze smutkiem głową, iż wielki w swych ramach – wręcz onieśmielający nas dzisiaj – program polityczny stronnictwa Sobieskiego napotkał skuteczny opór zarówno wewnętrznych jak i zagranicznych rywali.
Odpowiedzi na pytania
Obiecaliśmy Państwu w zeszłym tygodniu, na falach Polskiego Radia 1320, odpowiedzi na najciekawsze pytania kierowane do Redakcji. Radio i środowiskowe pismo muszą być żywe kontaktem z odbiorcą, to nasza motywacja. Wybór tych “materiałów do przemyśleń” będzie oczywiście subiektywny, ale postaramy się zaspokoić ciekawość Słuchaczy (i Czytelników). Zacznijmy zatem od pytania, które zadał mi miły Słuchacz z Brampton w trakcie imprezy Zespołu “Źródło”.
– “Jak Pan ocenia partię Nowoczesna?”
Szczerze mówiąc, za mało wiem o szczegółach powstania tego politycznego tworu, aby silić się na ocenę ostateczną. Z dostępnych informacji mam dwa spostrzeżenia. “.Nowoczesna” lokowana jest przez swoich (nie tylko medialnych) twórców w przestrzeni “po-platformianej”, stworzona w celu zagospodarowania specyficznego elektoratu. Młodzi i liberalnie nastawieni do tematyki gospodarczej ludzie zawiedli się najwyraźniej na PO, która szła do rządów z programem liberalnym, aby skończyć jako cyniczna partia władzy, sięgająca bez żenady po obywatelskie pieniądze z OFE. Lansowany lider ugrupowania “.N”, bankier Ryszard Petru zdaje się jednakże być tworem “polityczno-podobnym”, takim Palikotem-bis. Petru, mimo niesamowitego ‘lansu’ w GW i TVN, jest w sumie żenujący, “zasłynął” jedynie skrytym “przefrankowaniem” własnego kredytu. To od siły nowego szefa PO zależy, czy ustabilizowana PO zje .N, czy też .N stanie się szalupą ratunkową zdemoralizowanych klęską roku 2015 kadr PO. W tej konfrontacji stawiam na uśmiechającego się wilczym uśmiechem “Tolka Banana”.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.