„Oddajcie Krym Ukrainie!”

Oświadczenie Białego Domu, wzywające Rosję do stabilizacji sytuacji na Ukrainie oraz zwrotu temu państwu Krymu wyznacza nowe ramy dla dalszych relacji Moskwy z Waszyngtonem. Nikt nie ma złudzeń, iż Kreml nadal będzie bronił swojej interpretacji prawnej, wedle której wolą ludności Krymu powrócił do “macierzy” i jakakolwiek rozmowa o oddaniu rosyjskiego terytorium nie wchodzi w rachubę. Ale ten głos najwyraźniej skierowany jest na użytek wewnętrzny. Po katastrofalnej wizerunkowo wpadce doradcy do spraw Bezpieczeństwa Narodowego, emerytowanego gen. Michaela Flynna i jego dymisji, stratedzy Prezydenta Trumpa muszą jakoś “zjeść żabę”.
Pierwsze tygodnie sprawowania władzy przez każdą aministrację, zwłaszcza tak pozbawioną bezpośredniego obycia politycznego, jak zespół tworzony przez Donalda Trumpa, musi obfitować we wpadki. Lapsusy czy błędy speców od komunikacji Białego Domu, bombastyczne wypowiedzi samego prezydenta, konfrontowane z realiami, zawsze były, są i będą wdzięcznym tematem i pożywką dla mediów. Tym bardziej, kiedy media uważają się obarczone misją minimalizowania efektów “złej prezydentury”. Negatywne nastawienie  medialnego establishmentu nie zaszkodziły Trumpowi w trakcie kampanii, gdyż polaryzacja społeczna w USA jest mocno utrwalona, a prawicowy elektorat tradycyjnym mediom po prostu nie wierzy. Tę niewiarę podsyca dziś sam prezydent, oskarżając dziennikarzy o ideologicznie motywowaną wrogość, co zamyka błędne koło.
Teraz prasa ma swój dzień! Sprawa (nieudolnie!) zatajanych kontaktów kluczowego prezydenckiego doradcy z Rosjanami to poważny argument, wzmacniający liberalno-lewicową linię oskarżenia, iż kampania Trumpa wspierana była w różnoraki sposób przez obce mocarstwo. “Kluczowi ludzie Trumpa kontaktowali się z rosyjskimi dyplomatami!”- “Washington Post” swoimi rewelacjami ustrzelił grubego zwierza, jest to bowiem spektakularna katastrofa nowej ekipy, już na samym początku prezydentury. Dymisja Flynna była nieunikniona, a obecnie przyjęta twardsza linia w komunikatach dotyczących polityki Kremla jest próbą odparcia tych zarzutów.
Pytanie, czy na samej dymisji się skończy. Demokraci chcieliby oczywiście komisji śledczej, aby przy okazji nicowania samego Flynna, “przetrzepać” także Prezydenta. Ale poparcie dla takiej komisji może również przyjść ze strony tych republikanów, dla których kompletna niezależność lokatora Białego Domu od partyjnego establishmentu jest zjawiskiem groźnym. Do tej pory republikańscy senatorowie posłusznie zatwierdzają ludzi mianowanych przez Trumpa na ministerialne stanowiska. Ta monolityczna postawa nie musi jednak obowiązywać zawsze, z po sformowaniu samej administracji przyjdzie kolej na realizowanie prezydenckich pomysłów, z których każdy będzie zarówno sprawą trudną jak politycznie  niebezpieczną. Jak się zabrać do Obamacare? Co z obiecaną protekcjonistyczną polityką gospodarczą? Co z blokadą imigracji z krajów wskazanych jako niebezpieczne?
Polityka międzynarodowa nie powinna w tym kontekście stanowić kolejnego problemu, lecz raczej posłużyć administracji jako dowód, iż kierownictwo Ameryki jest zdecydowane i zdolne do ochrony amerykańskich interesów oraz poważnego wzmocnienia dotychczasowych sojuszy. Stąd tak ważne jest stwierdzenie nowego szefa Pentgonu, gen. Mattisa, iż kwatera NATO w Europie jest jego drugim domem. Po kampanijnych wypowiedziach, podważających w sumie użyteczność Sojuszu Atlantyckiego, najwyższy czas na rozwianie wszelkich wątpliwości, zwłaszcza tych, jakie mogłyby budzić nadzieje na Kremlu. Już w trakcie wizyty Premier Wielkiej Brytanii w Waszyngtonie, Pani Teresa May niejako ‘podpowiedziała’ Prezydentowi, jak ważna dla międzynarodowego bezpieczeństwa jest sojusznicza jedność. Kontynuacja rozmieszczania sił US Army na flance wschodniej staje się praktycznym potwierdzeniem wypełniania przez administrację DJTrumpa zobowiązań poprzednika, uzgodnionych podczas ostatnich szczytów NATO, jakie miały miejsce w Newport i Warszawie. W interesie Polski jest, aby nowy doradca prezydenta d/s bezpieczeństwa był podobnych przekonań jak szef Pentagonu, gen. Mattis. Ameryka nie może pójść na jakiś nowy “reset” w relacjach z Putinem; oznaczałoby to poważną destabilizację całego kontynentu.

Justin Trudeau w Waszyngtonie

justin-i-ivankaPierwsze spotkanie naszego premiera z nowym prezydentem USA daje powody do spokojniejszego patrzenia w przyszłość. Relacje kanadyjsko-amerykańskie są w sumie modelowe, nie ma między naszymi krajami żadnych poważniejszych zadrażnień. Elekcja Donalda Trumpa wprowadziła jednak w ten sielankowy krajobraz element niepewności. Silnie lewicowy Premier Kanady, najwyraźniej wierzący w “postępową misję” Kanady, ostro zaangażowany np w “kwestie uchodźców”, staje oko w oko z radykalnie konserwatywnym antyglobalistą, deklarującym, iż w jakichkolwiek kwestiach decyduje zasada “America First!”.
Przy tak głębokim stopniu zależności kanadyjskiej gospodarki od amerykańskiego rynku, jakikolwiek zwrot odchodzący od wolnego handlu, od NAFTA, byłby kosztowny. Dlatego Ottawa broni się przed “obsadzeniem” Justina w roli z flimu Disneya “Piękna i Bestia”.  Kanadzie powinno zależeć na tym, aby DJTrump, znany z niezwykle personalnego nastawienia do polityki, nie postrzegał relacji z nami w kategoriach jakiegoś ideologicznego konfliktu czy rywalizacji, sporu który “musi” wygrać. Wizyta naszego Premiera przebiegła na szczęście (ku rozczarowaniu kanadyjskiej lewicy, liczącej na jakieś demonstracje czy zgrzyty!) – w spokojny sposób, a relacje o ciepłych, bezpośrednich kontaktach potwierdzają zdjęcia robione w Owalnym Gabinecie, gdzie obaj politycy stoją przy Ivance Trump, zasiadającej w prezydenckim fotelu. Taki, jak na nasze czasy przystało, “super celebrycki” medialny przekaz wróży naszym interesom jak najlepiej!

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.