„O jeden most za daleko”

Dla Naszych czytelników trochę coraz bardziej zamierzchłej historii. 21 września mijają 72 lata od lądowania polskich spadochroniarzy pod Arnhem. Pod koniec 1944 roku Polacy wzięli udział w wielkiej operacji desantowej Aliantów pod kryptonimem “Market Garden”. Tym samym, ironią dziejów, zakończyły się ambitne plany wspomożenia desantem z zachodu powszechnego powstania w okupowanym kraju. Wedle założeń operacji “Burza”, Polacy z Samodzielnej Brygady Spadochronowej szykowani byli właśnie do walki w kraju, gdzie mieli wspomóc w odpowiednim momencie walczące z Niemcami jednostki AK. 6 czerwca  1944 roku elitarna polska jednostka przeszła jednakże pod dowództwo brytyjskie. Tak, jesienią ’44 Premier Churchill nadal jeszcze “potrzebował” polskich żołnierzy.

Zadaniem alianckich spadochroniarzy było zajęcie i uchronienie przed zniszczeniem mostów na Renie, do czasu nadejścia sił brytyjskiej 2. Armii. Miało to umożliwić manewr obejścia niemieckiej “Linii Zygfryda” oraz zajęcie Zagłębia Rury. Do operacji wydzielono elitarne jednostki amerykańskie: 82. Dywizję “All American” i 101. Dywizję “Screaming Eagles”, brytyjską 1. Dywizję Powietrznodesantową oraz, podporządkowaną jej operacyjnie, polską 1. SBS, dowodzoną przez generała Stanisława Sosabowskiego. generalsosabowskiatdrielww2Miłośnicy historii znają zapewne poświęconą losom operacji, wspaniałą powieść Corneliusa Ryana oraz dobrze zrobiony film, oba pod powyższym tytułem.
driellzandre-groupingpolishparatroopersmarketgardenJak dziś już wiemy, z analizy dokumentów obu stron konfliktu, ta ambitna operacja kryła już w swoim założeniu poważne błędy, w tym najważniejsze: fałszywe oceny sił i środków przeciwnika. Lądowanie zakończyło się klęską. Alianckie próby opanowania mostów na Renie nie powiodły się, poniesione straty zaś okazały się bardzo ciężkie. Szczególnie krwawo za błędy planistów zapłacili Polacy, tracąc do 25 procent stanów oddziałów, walczących pod Arnhem i Driel.

 

Niestety, jak to często bywa, to Sosabowskiego i jego Brygadę obarczono winą za niepowodzenie. Dopiero wspomniana praca Ryana, a w przestrzeni publicznej rzetelny film fabularny, przywróciły dobre imię dzielnym Polakom.
Kareta blotek
Jest obiegową mądrością stwierdzenie, iż sprawność systemu parlamentarnego polega zawsze na swoistej równowadze bloku rządzącego oraz opozycji. Rządzący muszą być pod stałą, ostrą, bezwzględną ale… rzeczową presją drugiej strony izby. Ślepa “totalna opozycja”, co gorsza – prowadzi do szybkiej marginalizacji tych, którzy są zawsze na “nie!”.
Bezwzględna dominacja jednej opcji, zdolnej do przeforsowania dowolnej ustawy, choćby uzasadniona początkową decyzją wyborców i poparta uczciwymi zamiarami rządzących, nie gwarantuje trwałego sukcesu politycznego programu głębokich zmian państwa. Takie zmiany muszą bowiem mieć szansę na pozostanie w mocy, choćby częściowo, po zmianie parlamentarnej konstelacji.
Opozycja w kraju demokratycznym ma swoje zadania do spełnienia, szykując się przez całą sesję  do objęcia władzy z gotowym programem koniecznych zmian, nie zaś z listą “gorzkich żali”.
Dlatego też tak groźna dla przyszłej kondycji państwa jest obecna komedia z opozycją, która od kilkunastu miesięcy, nie bardzo wie, jak ustawić się wobec rządzących, a dodatkowo uwierzyła we własną bajkę, iż władza leży na ulicy i kilka marszy, prowadzonych przez komedianta z kucykiem, pod ramię z byłymi prezydentami, wróci ich do rządu.
Kolejny rozdział wspomnianej komedii zaserwował nam kwartet politycznych gigantów, przekonanych z niewiadomych bliżej powodów, iż ich głos zabrzmi niczym dzwon Zygmunta. Znani wszem i wobec z: lojalności Michał Kamiński, manier międzynarodowych Jacek Protasiewicz, kultury osobistej Stefan Niesiołowski oraz talentów oratorskich St. Huskowski założyli własne koło poselskie, w opozycji może do władzy PiS, ale głównie wobec nielubianego przez nich Grzegorza Schetyny. Tylko patrzeć, jak dołączy do nich była Pani Premier.
I tu mamy poważny problem opozycyjnej komedii. Jedyna, dysponująca pokaźną liczbą posłów, doświadczeniem oraz terenową strukturą partia – czyli PO, zaczyna się sypać, nie tyle pod celną krytyką rządu, nie pod kąśliwym ostrzałem nagle mniej przyjaznych mediów, rozgrzebujących kolejne afery, ale na skutek wewnętrznych tarć i animozji. Nowy lider Platformy najwyraźniej nie potrafi spacyfikować rozmaitych koterii. Czyżby rację mieli prawicowi i lewicowi krytycy, uważający PO za partię połączoną jedynie dostępem do konfitur władzy, nie zaś blok zorientowany na konkretny program gospodarczo-ideowy? Rozpad PO jakości opozycji nie podniesie, wręcz przeciwnie.
Z taką opozycją bowiem jak KOD (i pochodne medialne literówki), oraz nowym kołem poselskim zgranych partyjnych blotek, Prezes JK – jedyny europejski polityk mający rzeczywistą władzę, wolny jednakże od jakiejkolwiek konstytucyjnej odpowiedzialności! – może bezkarnie prowadzić swoją systemową rewolucję. Co jednak zaspokaja ambicje jednego stronnictwa, akurat nie musi służyć ogólnemu interesowi państwa. Nieograniczona władza zaś korumpuje aparat rządowy szybciej, niż to się niektórym ideowym purystom wydaje, o czym los ministra Jackiewicza, czy też rzecznika MONu, Misiewicza, zdają się dobitnie świadczyć.
WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.