Nauka to największy wróg

Niektórzy amerykańscy naukowcy, z których część bagatelizowała już kwaśne deszcze, bierne palenie i dziurę ozonową, powątpiewa w niebezpieczeństwo, jakie niosą ze sobą  zmiany klimatyczne.
86-letni mężczyzna wygłaszał donośnym głosem wykład, a brzmiało to tak, jak gdyby dziadek starał się wyjaśnić swemu niezbyt lotnemu wnuczkowi coś najzupełniej oczywistego. „Na klimat wpływ wywiera przyroda, nie działalność człowieka” – twierdził amerykański fizyk Fred Singer podczas dyskusji z licznym udziałem  posłów FDP w niemieckim Bundestagu. Była tam obecna również przewodnicząca grupy roboczej ds. ochrony środowiska z frakcji CDU. Marie-Luise Dött pochwaliła przemówienie Singera, nazywając je „bardzo, bardzo przekonującym”. Potem tłumaczyła, że jej komentarz został wyrwany z szerszego kontekstu, oczywiście, że opowiada się za ambitną polityką klimatyczną –  zupełnie jak pani kanclerz.
zanieczyszczenieO to samo chodziło także Amerykaninowi. „Politycy pragnący powstrzymać zmiany klimatyczne są bardziej niebezpieczni niż owe zmiany” – ostrzegał. „Mam nadzieję, że Angela Merkel, która nie jest głupia, też to zrozumie” – powiedział, po czym pojechał dalej, do Paryża. W Berlinie mu się podobało, „mam wrażenie, że udało mi się coś zdziałać” – oświadczył.
Singer jeździ po świecie, dzieląc się swoimi wątpliwościami w kwestiach klimatu. Podczas ostatniego tournee odwiedził Hajfę, Rzym oraz Paryż.
Singer to jedna z najbardziej wpływowych na świecie osobistości zaprzeczających szkodliwości owych przeobrażeń. Żyje w świecie, w którym uznani badacze z tej dziedziny uważani są za kłamców – na zewnątrz są zieloni, ale w środku czerwoni i w rzeczywistości mają przed oczami tylko jeden cel: chcą wprowadzić socjalizm. On pragnie uratować świat przed takim horrorem. A fakt, że po II wojnie światowej zdobył sławę jako błyskotliwy fizyk i meteorolog, nadaje jego słowom dużą wagę.
Fred Singer, urodzony w Wiedniu, w 1940 roku uciekł do USA i wkrótce stał się tam członkiem elity, która kontynuowała zimną wojnę na froncie nauki. Po upadku Związku Radzieckiego nadal prowadził swoją walkę – głownie przeciwko ekologom, zawsze przeciw wszelkim formom regulacji. Bez względu na to, czy chodziło o dziurę ozonową, kwaśne deszcze, czy zmiany klimatyczne, on w każdym przypadku był zawodowym krytykiem i wiedział wszystko lepiej niż specjaliści z danej dziedziny. Odszedł przy tym daleko od dyscyplin naukowych, na których się trochę znał. Jego wywody pomogły na przykład lobby tytoniowemu w walce przeciwko politykom zajmującym się ochroną zdrowia.
Zupełnie tak samo jak Singer działa również Marshall Institute. Założony w 1984 roku, miał walczyć na rzecz programu strategicznej obrony przed rakietami balistycznymi Ronalda Reagana. Po upadku żelaznej kurtyny założyciele instytutu od ręki zmodyfikowali swój program: od tamtej pory owa placówka stała się ostoją ludzi zaprzeczających problemom z klimatem.
Fred Singer lubi przedstawiać się na konferencjach jako przedstawiciel Międzynarodowej Pozarządowej Rady Klimatycznej. Brzmi świetnie, choć oznacza jedynie garstkę badaczy o podobnych poglądach, jakich skupił wokół siebie.
Według amerykańskich badań 97 procent klimatologów na świecie uważa, że ziemia nagrzewa się nadmiernie przez produkowane przez ludzi gazy cieplarniane. Pomimo to jedna trzecia Niemców powątpiewa w fakt, czy rzeczywiście nasza planeta staje się coraz cieplejsza. Wśród obywateli Stanów Zjednoczonych sceptyków jest nawet 40 procent. I wielu z nich jest pewnych, że naukowcy zajmujący się klimatem podzieleni są w tej kwestii na dwa przeciwstawne obozy – co absolutnie nie odpowiada prawdzie.
W jaki sposób takim ludziom jak Fred Singer udaje się skutecznie wpływać na nastroje społeczne? Przyczyn jest wiele. Wielu naukowców w niedostatecznym stopniu wyjaśnia wyniki swoich prac. Niektórzy badacze klimatu bywali wręcz aroganccy lub odmawiali udostępnienia swoich danych krytykom. Inni omijają to, co im nie pasuje, albo roztaczają przesadne, pełne horroru wizje, które nie zawsze znajdują oparcie w nauce. Z powodu niedbalstwa w raporcie klimatycznym ONZ pojawiła się na przykład informacja, że do 2035 roku stopnieją wszystkie lodowce w Himalajach – groteskowy błąd, który spowodował kryzys wiarygodności Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu.
Singer i jego współbojownicy stawiają na takie właśnie pomyłki, wykorzystując swoje doświadczenia w walce na rzecz przemysłu tytoniowego. Przez dziesiątki lat Big Tobacco siał wątpliwości co do faktu, że palenie zabija. „Wątpliwości to nasz produkt” – napisano w wewnętrznym dokumencie producenta tytoniu Brown & Williamson.
W 1993 roku menedżerowie firm tytoniowych rozdawali podręcznik zatytułowany „Zła nauka – książka użytkowa”. Specjaliści od PR-u wyjaśniali w niej, w jaki sposób można zdyskredytować jako „bzdury” wyniki badań naukowych, które nam nie pasują. Na przykład: „Zwrócić uwagę, że nauka bywa często przedmiotem manipulacji, aby posłużyć określonej grupie politycznej”. Kampania przeciwko papierosom służy jedynie ograniczeniu wolności osobistej obywateli.
Kiedy na przykład w 1993 roku amerykańska Agencja Ochrony Środowiska opublikowała wyniki najbardziej dokładnych jak dotychczas badań nad wpływem używania tytoniu na zdrowie, które wykazały, że w USA około 3 tysiące ludzi rocznie umiera z powodu biernego palenia, Singer oświadczył konsekwentnie, iż jest to „bzdurna nauka”. Tak naprawdę badacze z agencji służą polityce komunistycznej. „Jeśli nie ograniczymy roli rządu w tego typu regulacjach – pisał – nie będzie żadnej granicy, poza którą rząd nie mógłby już kontrolować naszego życia”.
Sprawdzone strategie dezinformacji przejęły wkrótce światowe koncerny naftowe. Znowu zakładano związki lobbystyczne, które miały sprawiać wrażenie jak najbardziej „naukowych”. Najpierw powstała Global Climate Coalition, potem ExxonMobil stworzył Global Climate Science Team. Uczestniczył w tym lobbysta Myron Ebell, a także weteran lobby tytoniowego – zadanie było w końcu takie samo. – Jeśli przeciętny obywatel zacznie mieć wątpliwości co do zmian klimatycznych, to znaczy, że udało nam się coś osiągnąć – oświadczono.
Niebawem wyglądało to tak, jak gdyby istniał szeroki front przeciwko prawdom na temat przeobrażeń klimatu – na jego czele stały takie organizacje jak National Center for Policy Analysis, Heartland Institute czy Center for Science and Public Policy. W rzeczywistości za tymi nazwami kryła się zaledwie garstka kontrowersyjnych naukowców, Exxon zaś finansował to wszystko grubymi milionami dolarów. Była to doskonała lokata pieniędzy.
Rząd George’a W. Busha w 2001 roku złamał poczynione wcześniej obietnice. Szefowa amerykańskiej delegacji na rozmowy w Kioto spotkała się później z przedsta- wicielami branży naftowej Global Climate Coalition i podziękowała lobbystom za ich ekspertyzę. „Prezydent Bush odrzucił protokół z Kioto również z powodu waszej analizy” – oświadczyła.
Nauka stała się dziś tak skomplikowana, że spore kręgi społeczeństwa nie są już w stanie za nią nadążyć. Sceptycy w sprawach klimatu zaspokajają zaś „potrzebę otrzymywania prostych prawd”. To nie pomoże niestety żadna otwarta debata. – Proszę sobie wyobrazić – mówi naukowiec – że Einstein musiałby w telewizyjnym talk show bronić swojej teorii względności. Nie miałby nawet cienia szansy.

Cordula Meyer 

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.