Danuta Nitoń wygrała wśród artystów

Witam! Rozmawiam ze znaną w środowisku artystycznym, artystką-malarką i grafikiem, panią Danutą Nitoń.
Aleksander Siwiak: Pani Danusiu, nie tak dawno, odniosła pani spektakularny sukces wygrywając konkurs na rzeźbę-maskotkę, symbol identyfikujący miasto Hamilton z rozgrywanymi igrzyskami panamerykańskimi, a ściślej z piłką nożną, bowiem ta konkurencja będzie rozgrywana w całości w naszym mieście. Nie jestem pewien czy określiłem ten projekt artystyczny profesjonalnie… pani zrobi to zapewne lepiej!
Danuta Niton: Małe sprostowanie, nie wygrałam całego konkursu, ale znalazłam się w gronie czterech artystów, których projekty zostały wybrane, a dotyczyły artystycznego ozdobienia czterech piłek nożnych wykonanych z aluminium, z których to każda umieszczona jest na specjalnej konstrukcji metalo- wej. Konkurs został ogłoszony w miesiącu lutym br. W marcu, minął termin nadsyłania propozycji i aplikacji, a na początku kwietnia ogłoszono zwycięzców. Termin wykonania prac wyznaczono na koniec maja br. Wszystko więc odbywało się w bardzo szybkim tempie, ale to pewnie dlatego, że Hamilton Downtown BIA (Business Improvment Area) czekało na wykończenie czterech aluminiowych piłek, które wykonane zostały przez firmę z Dundas, Hamilton Scenic Specialities. Firma ta zajmuje się produkcją na zamówienie wielu akcesorii i rekwizytów do filmów, teatrów, et cetera. Średnica każdej piłki wynosi 35″ (ponad metr) i jest ona (piłka) osadzona na pedestale o wysokości 3,5ft. Tak że całość sięga ponad 5 ft wysokości.
Ucieszyłam się bardzo kiedy otrzymałam telefonicznie wiadomość o tym, że moja piłka będzie jedną z czterech umieszczonych w centrum Hamilton i oglądana przez tysiące turystów i przechodniów, jakby nie było, to dla artysty jest zaszczyt, kiedy jego projekt jest wybrany na tak wielką okazję jak igrzyska panamerykańskie.
Aleksander Siwiak:  Odejdźmy na chwilę od tematu, nie wszyscy czytelnicy są pasjonatami sportu i przybliżmy im nieco to sportowe wydarzenie. PAN AM GAMES, są rozgrywane co cztery lata, począwszy od 1951 roku. W swojej formie impreza jest zbliżona do nowożytnych igrzysk olimpijskich. W zawodach biorą udział sportowcy wszystkich 41 państw obu Ameryk i Karaibów. Dla tych, którzy lubią zbierać pieniążki, a któż tego nie lubi, wiadomość o tym, że Kanada z tej okazji wyemitowała monety kolekcjonerskie o wartości 25 centów i 20 dolarów. Numizmaty wybito z miedzi platerowanej złotem oraz srebrze wysokiej próby.
Wracając zaś do igrzysk, są to już 17-te igrzyska. W historii igrzysk zazwyczaj rywalizację medalową wygrywają Stany Zjednoczone – tylko dwa razy oddali palmę pierwszeństwa innym krajom. Raz wygrała Argentyna, raz Kuba. Dodajmy tylko, że Kanada organizuje igrzyska po raz trzeci. Dwa razy sportowcóow gościł Winnipeg. Ale wracajmy do pani dzieła, do pani piłki, która okazała się zwycięska.


D.N.: Jeśli chodzi o pomysł to miałam ich kilka. Wiedziałam, że będę miała do czynienia z bryłą przedstawiającą piłkę nożną, więc pomyślałam, że o sporcie nie trzeba już nic dodawać, bo to byłyby według mnie dwa grzyby w barszczu. Skoncentrowałam się na rzeczach mówiących o naszej mozaice kulturowej, społeczności kanadyjskiej, na tym, że mimo iż przybyliśmy z różnych krajów, wychowywaliśmy się w innych kulturach, o innych tradycjach, że często w naszej społeczności, czy nawet w naszych rodzinach, pokazujemy palcem tych, którzy są inni, to tak naprawdę tworzymy kolorową, piekną jedność. Tytuł mojego projektu to „JEDNOŚĆ I AKCEPTACJA TWORZY PIĘKNO, HARMONIĘ I RÓWNOWAGĘ”.
Do dekoracji mojej piłki użyłam różnych elementów (koraliki, świecidłka, broszki, odznaki, szkła, fragmenty zabawek, długopisy, mazaki, a nawet kapsle od piwa!). Pochodzą one z różnych miejsc, są wielokolorowe, mają swoją przeszłość…. podobnie jak ludzie. Dla niektórych z nas przedmioty umieszczone na piłce odzwierciedlają jakieś znaczenie, przywołują jakieś wspomnienia, wydarzenia z życia, dla innych po prostu nic nie znaczą, a jednak połączone w całość stworzyły kolorową, zharmonizowaną jedność.
Mój projekt był w miarę łatwy do wykonania, więc po zgromadzeniu większości materiałów, rozplanowaniu powierzchni i rozpo- częciu pracy, zaprosiłam kilku moich znajomych i oczywiście moje córki, do udziału w tworzeniu mozaiki. Z początku bali się podjąć jakąkolwiek inicjatywę, gdzie co nakleić, ale nie minęło dużo czasu jak puściły z nich kreatywne soki, potworzyły się dwu i trzyosobowe grupki i patrząc na nich z boku doszłam w pewnym momencie do wniosku, że nie jestem już im potrzebna. Była to dla mnie satysfakcja, że osobom, które mówiły, że nie są „artystami” uchyliłam drzwi do kreowania pomysłów i sztuki. Udowodniłam takie stwierdzenie, że nie trzeba być artystą by tworzyć coś fajnego, ciekawego i innego. Pomysły, nowe idee, projekty często rodzą się we współpracy z innymi.
A.S.: Pani Danusiu, pisała już o pani prasa torontońska i hamiltońska, proszę przypomnieć swoje poprzednie osiągnięcia, udziały w wernisażach.
D.N.: Z zawodu jestem artystą grafikiem, prowadzę swoją firmę „Art of Design”, projektuję i drukuję materiały reklamowe, książki, bannery i tym podobne. Oprócz tego maluję obrazy. Dla przyjemności maluję jak mam czas, ale maluję także na zamówienie. Należę do kilku artystycznych organizacji i stowarzyszeń, biorę udział w grupowych i indywidualnych wystawach na terenie Ontario. Moje prace kupili klienci z Kanady, USA, Izraela, Polski, Australii i innych krajów. Organizuję wystawy i wspólnie realizuję projekty z młodzieżą. Właśnie zakończyłam malowanie czterech dużych plansz o tematyce polonijnej i związanych również z PAN AM 2015. Brały w nich udział dzieci z hamiltońskiego chóru dziecięcego Kazimierza Chrapki, mówię oczywiście o chórze „STOKROTKI”. Plansze są zainstalowane obok kościoła pod wezwaniem św. Stanisława Kostki w Hamilton i witać będą przejeżdżających tą trasą sportowców i kibiców podczas igrzysk panamerykańskich w naszym mieście.
A.S.: Tradycyjnie, przy takich wywiadach pytanie o początki malarstwa, skąd to zamiłowanie, tradycje rodzinne, piórko i węgiel czy też akwarele?
D.N.: Panie Olku, trudno mi tak jednoznacznie powiedzieć, ale generalnie to wszystkiego po trochę plus, szkoła, ogromna praca, zamiłowanie i chyba szczypta talentu od Boga.
A.S.: Wystawiała pani swoje prace w wielu galeriach, wymieńmy kilka.
D.N.: Art Gallery of Hamilton, Carnegie Gallery w Dundas, Blue Angel Gallery, McMaster Innovation Park, Conservatory for the Art.
A.S.: Ma pani dwie córki, czy któraś z nich odziedziczyła talent po mamie?
D.N.: Odziedziczyły obydwie, ale Ela (młodsza) wybrała sport i studia w tym kierunku, natomiast Kasia jak na razie zakończyła swoją edukację z dwoma tytułami artystycznymi: ilustratorka i animatorka, pracowała już dla jednego z największych, studiów animacyjnych, NICKOLODION STUDIO w Kalifornii.
A.S.: Namalowała pani setki obrazów, ale jest pani także autorką widokówek, które przedstawiają właśnie, co ….i dlaczego?
D.N.: Mam sentyment do starych budynków, między innymi w Dundas gdzie mieszkam i wiele moich akwareli przerabiam na widokówki, które sprzedawane są w okolicznych galeriach i sklepach. Jest to w pewnym sensie połączenie mojego biznesu graficznego i drukarskiego, ze sztuką. Jakoś trzeba sobie radzić, a jak każdy wie, życie artystów nie jest łatwe.
A.S.: Przyszła pora na najważniejsze pytanie, sukces, bo inaczej tego nazwać nie można, związany z igrzyskami panamerykańskimi 2015 w Toronto, a których współgospodarzem jest także Hamilton.
D.N.: Skłamałabym gdybybym nie powiedziała, że cieszy mnie to, sprawia mi to ogromną satysfakcję, że jako Polka, jedyna Polka z tego co wiem, w tym artystycznym światku miałam okazję wykonać projekt na Pan Am, oczywiście z pomocą moich przyjaciół oraz córek Kasi i Eli (Kasia akurat przebywała na wakacjach w Ontario). Wiem, że piłkę tą obejrzą tysiące turystów, kibiców i sportowców z obu Ameryk i Karaibów. Niby nic takiego, ale dusza się raduje, zresztą ja się potrafię cieszyć byle czym! Na jednym z sześciokątów mojej piłki, można znaleźć kilka drobiazgów świadczących o tym, że jestem dumna ze swojego polskiego pochodzenia. Jest tam orzelek z korona, krzyżyk, zdanie „I LOVE POLSKA”, KISS ME I’M POLISH”, odznaka Chóru „STOKROTKI”, kapsle z polskiego piwa i tym podobne.
A.S.: Jak pani zareagowała na wieść o sukcesie?
D.N.: Mój projekt podobał mi się samej od początku i jakoś w podświadomości przekonana byłam, że będzie wybrany!!! Oczywiście, że się ucieszyłam! A tak, poważnie mówiąc, w życiu tak to jest, że zawsze trzeba probówać. Zdarza się wiele razy, że aplikacje na oceniane przez jurorów wystawy lub inne inicjatywy czy projekty, odstraszają  swoim skomplikowanym procesem, ale ja zawsze powtarzam, że jak nie spróbujesz to porażka gwarantowana. Często jest tylko problem, że na wykonanie i pełne zaangażowanie w tego typu projekty, potrzebny jest czas, a ja na jego brak ciągle narzekam.
A.S. Dziękuję za rozmowę, mam nadzieję, że nie jestem w tym odosobniony i w imieniu całej Polonii, znajomych i przyjaciół, dziękujemy za to czego pani dokonała, bo jesteśmy zawsze dumni z osiągnięć rodaków i ze swoich polskich tradycji.

Życzymy dużo wspaniałości!
Z  Danutą Nitoń, hamiltonską artystką-malarką, grafikiem, rozmawiał Aleksander Siwiak

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.