Czy blondynki wymierają?

Bycie blondynką to inny stan umysłu – Mężczyźni za blondynkami szaleją, a naukowcy szukają przyczyn tego fenomenu

Dwadzieścia pięć ostatnich lat to katastrofa dla blondynów – ich liczba na świecie zmalała o połowę. Według niemieckiego antropologa, Friedricha Rausinga ciemnowłosi będą coraz bardziej wypierać blondynów. Odpowiedzialny za ten kolor włosów gen, jest genem recesywnym. Oznacza to, że jeśli choć jedno z rodziców jest ciemnowłose, to i taki potomek narodzi się parze. Kilka lat temu świat obiegła wiadomość – podała ją między innymi poważna CNN – że blondynki (blondyni też) ostatecznie wyginą w 2200 roku, co nie dziwi przy obecnej polityce emigracyjnej.
We Francji 33 proc. kobiet uważa się za blondynki, choć tak naprawdę jest nią tylko co dziesiąta. Jasnowłosych Amerykanek jest więcej – około 30 procent, ale chciałoby nimi być – ze względu na mężczyzn – 84 procent. W Niemczech 90 procent blondynek to farbowane lisy. Najwięcej prawdziwych blondynek jest w Finlandii. Blondynka jest pożądana, bo rzadka.
blondi:Jessica_SimpsonSkąd się wzięły blondynki?
Skąd wzięły się blondynki i dlaczego są tak popularne? Na te pytania próbują właśnie odpowiedzieć kanadyjscy naukowcy.
Wszystko zaczęło się około 10 tys. lat temu, pod koniec epoki lodowcowej, kiedy na Ziemi nie było w nadmiarze ani pożywienia, ani mężczyzn gotowych je zapewnić.
Wtedy właśnie genetyczna mutacja sprawiła, że w północnej Europie wśród czarnowłosej większości pojawiły się jasnowłose kobiety. Egzotyczny kolor włosów i oczu oraz jasna cera miała im zapewnić większą popularność u mężczyzn i tym samym większą szansę przetrwania. I okazało się, że to działa – blondynki były w stanie sprzątnąć brunetkom wielu mężczyzn sprzed nosa.
Zapewne wielu czytelników zetknęło się z opinią, że „wszyscy Chińczycy wyglądają tak samo”, a także że dla Chińczyków to właśnie biali są niemal identyczni. Ale taka symetria, choć politycznie poprawna, jest niemal na pewno fałszywa. Przynajmniej jeśli chodzi o pewne istotne cechy, wedle których rozróżniamy odrębne typy „rasowe”. Spójrzmy na to z naszej perspektywy. O ile wszyscy Chińczycy mają ciemne, proste włosy i ciemne oczy, o tyle wśród Europejczyków (zwłaszcza tych z północy i wschodu kontynentu) można spotkać właściwie wszystkie kombinacje cech – włosy mogą być proste i kręcone, czarne, kasztanowe, blond i rude, a oczy przyjmują kolor od ciemnobrązowego przez piwny, zielony, niebieski po szary. Pod tym względem biali różnią się zresztą nie tylko od Chińczyków, ale właściwie od wszystkich innych ludzi na Ziemi (z wyjątkiem Melanezyjczyków i australijskich Aborygenów, wśród których zdarzają się – i to nawet dość często – blondyni). Odrębność białych jest więc faktem i to faktem głęboko zastanawiającym. Cóż bowiem specjalnego wyróżnia mieszkańców Europy? Co wywołało istniejące do dziś odmienności i co sprawiło, że się one ujawniły? Inaczej mówiąc: kiedy ludzie podzielili się na odrębne „rasy” i dlaczego jedna z nich tak bardzo różni się od pozostałych?
To pytanie „kiedy” jest najtrudniejsze, bo wśród szczątków kopalnych najwięcej jest kości i zębów, a części miękkie zachowują się nadzwyczaj rzadko (najstarsze z dotychczas znalezionych liczą około 5 tys. lat, są to zmumifikowane szczątki człowieka z lodu, Oetziego). Nawet gdy jakieś pozostałości tego typu przetrwają, rzadko dotyczy to włosów (po śmierci szybko wypadają, poza tym ich kolory z czasem zmieniają się i blakną), a gałki oczne nie zachowują się nigdy.
Tym ciekawsze, że w ostatnich miesiącach ukazało się kilka ważnych prac, z których można się dowiedzieć o kolorze włosów i oczu dawnych Europejczyków. Zanim jednak przedstawię ich wyniki, przyjrzyjmy się, jak dotychczas próbowano tłumaczyć osobliwe cechy mieszkańców naszego kontynentu.
Jedna rasa, ludzka rasa?
Najprostsza wydaje się sprawa kolorów skóry, które już u zarania naukowej antropologii posłużyły do wyróżnienia „ras” ludzkich (czarnej, białej i żółtej – o status czwartej, czyli „czerwonej”, obejmującej rdzennych Amerykanów, spierano się w nieskończoność). Dlaczego ludzie mają różne „kolory”? Choć same różnice w ubarwieniu skóry pojawiły się późno, bo zapewne dopiero po opuszczeniu przez ludzi Afryki około 60 tys. lat temu, ich źródłem są wcześniejsze zmiany ewolucyjne, gdy przed 2 mln lat w linii hominidów prowadzącej do Homo sapiens doszło do zaskakującego wydarzenia, jakim było zrzucenie futra i odsłonięcie nagiej skóry na całym ciele (poza głową). Wśród ssaków to zupełna aberracja, ale w ewolucji tak dziwnego gatunku jak człowiek tego typu osobliwości były poniekąd normą.
Odsłonięcie skóry niemal na pewno wiązało się z równie zaskakującą i drastyczną zmianą sposobu życia, czyli wyjściem z lasów na sawannę i przestawieniem się z diety roślinnej na mięsną, a dokładniej – padlinożerstwo. Wcześni ludzie na sawannie byli niemal całkowicie bezbronni w obliczu najgroźniejszych drapieżników na planecie i by przetrwać, przyjęli zupełnie nietypową strategię życiową – pora ich aktywności przypadała w czasie największych upałów, gdy słońce znajdowało się w zenicie, a wszystkie zwierzęta sawannowe zapadały w południową drzemkę. By przetrwać, wykształciliśmy nowy i sprawny system chłodzenia ciała za pomocą niezliczonych gruczołów potowych, które pokryły całą skórę i pozwalały na długotrwały bieg w skrajnie trudnych warunkach (ceną było uzależnienie od wody i soli, które do dziś przysparza nam – gdy chodzi o apetyt na sól – niemałych kłopotów).
Utrzymanie właściwej temperatury ciała na rozgrzanej sawannie ułatwiała też innowacja, która pojawiła się w naszej linii rodowej jeszcze wcześniej (i nie miała z termoregulacją żadnego związku) – dwunożność. Gdy słońce było w zenicie, jego promienie padały bezpośrednio z góry, zaledwie muskając wyprostowane ciała i dobrze oświetlając tylko wystawioną na jego działanie głowę (na której włosy – skuteczny izolator – pozostały).
Teraz możemy wrócić do kwestii koloru skóry człowieka. Póki byliśmy owłosieni, jej ubarwienie nie miało znaczenia – może to zaskakujące, ale małpy człekokształtne nie mają ciemnej skóry, lecz jasną i w dodatku o zmiennym odcieniu, gdyż jej barwa pod futrem i tak nie jest widoczna. Ale gdy odkryliśmy ciało, wszystko się zmieniło. Odtąd bowiem wystawiliśmy się na bezpośrednie działanie słońca, w tym bardzo niebezpiecznych promieni UV, przed których nadmiarem bronią się wszystkie organizmy na tej planecie. Nie ma gatunku, który nie byłby wyposażony w jakąś formę ochrony przeciw UV (chyba że żyje w warunkach, gdzie ono nie dociera – w jaskiniach, pod ziemią lub na dnie oceanu) i nasze futro – wbrew pozorom – pełniło właśnie głównie taką funkcję. Wychodząc na otwartą przestrzeń w porze największego nasłonecznienia i pozbywając się futra zarazem, podejmowaliśmy wielkie ryzyko. Nasycenie skóry naturalnym filtrem przeciw UV w postaci warstwy ciemnego barwnika (eumelaniny) okazało się zapewne najszybszym, więc w tych warunkach najlepszym rozwiązaniem.
Odcienie skóry
Skóra produkuje także niezbędną organizmowi witaminę D. Do tego potrzebuje jednak promieniowania słonecznego – zrzucenie futra bardzo więc produkcję witaminy ułatwiło. Dopóki ludzie pozostawali w Afryce, to nieznane w świecie zwierząt rozwiązanie – czarna, naga skóra – sprawdzało się dobrze w obu swoich funkcjach. Jednak opuszczenie Czarnego Lądu i ekspansja na obszary północnej Eurazji przyniosły nowy kłopot – teraz to nie nadmiar, ale ubóstwo promieni słonecznych stało się problemem. Rozwiązaniem okazało się zmniejszenie ilości melaniny w skórze, czyli jej pojaśnienie. Zarówno w Europie, jak i w Azji pojawili się ludzie jasnoskórzy, przy czym gradient ubarwienia dość dobrze oddaje intensywność nasłonecznienia: północni Europejczycy są jaśniejsi niż południowi, Chińczycy z północy są jaśniejsi niż ci z południa kraju.
Skóra powinna więc być najciemniejsza tam, gdzie promieniowanie UV jest najsilniejsze, i odwrotnie. Natężenie promieniowania rośnie jednak nie tylko w niższych szerokościach geograficznych, lecz także wraz z wysokością nad poziomem morza – nic dziwnego, że ludzie o najciemniejszej skórze mieszkają na wyżynach Etiopii, gdzie obie te tendencje się wzmacniają. Nie wszystko jednak da się w ten sposób wytłumaczyć – np. australijscy Aborygeni są równie czarni na całym kontynencie, choć na południu „powinni być” tak jaśni jak żyjący na tej samej szerokości Włosi czy Hiszpanie. Innym wyjątkiem jest obszar wysp Pacyfiku, gdzie mieszkańcy Melanezji (nazwa pochodzi właśnie od koloru skóry tamtejszych ludzi) są wszędzie jednakowo czarni, podczas gdy żyjący na innych wyspach Polinezyjczycy – którzy później przybyli na te tereny – są znacznie jaśniejsi, i to niezależnie od oddalenia od równika i stopnia nasłonecznienia. Najwyraźniej karnacja skóry odzwierciedla też historię kolonizacji tych obszarów (Melanezyjczycy są „starsi” i przybyli wraz z pierwszą falą migracji z Afryki), a nie tylko intensywność promieni UV. Podobnie jest z autochtonami obu Ameryk, którzy – od Alaski po Ziemię Ognistą – są równie „czerwoni”, mimo że po drodze są przecież tropikalne obszary Amazonii. Najwyraźniej zasiedlenie obu tych kontynentów zaszło zbyt późno, by dobór mógł zareagować w odpowiedni sposób.
Badania obaliły stereotyp „głupich blondynek”
Stereotyp dotyczący „głupich blondynek” jest z gruntu fałszywy. Pod względem IQ naturalne blondynki stoją nawet nieco wyżej niż inne kobiety – wynika z nowego badania przeprowadzonego na ponad 10 tys. Amerykanów. Wyniki badania opublikowano w „Economics Bulletin”.
Naturalne blondynki miały wynik IQ przeciętnie o 3 punkty wyższy niż brunetki, kobiety rudowłose i szatynki.
Choć dowcipy o blondynkach mogą się wydawać nieszkodliwe, to jednak mogą mieć konkretne konsekwencje – zauważa autor badania, Jay Zagorsky z Center for Human Resource Research (CHRR) na Ohio State University.
– Badania wskazują na to, że stereotypy mogą często wpływać na zatrudnianie osób, ich awansowanie i inne społeczne doświadczenia – mówi Zagorsky. – To nowe badanie dostarcza przekonujących dowodów, że w kontekście inteligencji blondynek nie należy wyróżniać w żaden sposób”.
W ramach badania stwierdzono, że IQ blondynek było przeciętnie nawet nieco wyższe niż wartość tego współczynnika u kobiet o innym kolorze włosów. Ta różnica nie jest jednak statystycznie znacząca – zaznacza Zagorsky.
Skąd się wziął stereotyp głupiej blondynki?
Stereotyp dotyczący głupich blondynek nie wziął się znikąd. W historii pojawiło się kilka kobiet, które przyczyniły się do utrwalenia tego mylnego poglądu. Która z nich jednak była pierwszą „głupią blondynką”?
Wbrew powszechnemu przekonaniu, wcale nie była to Marylin Monroe, która zagrała główną rolę w filmie „Mężczyźni wolą blondynki”, ale francuska tancerka Catherine-Rosalie Gerard Duthé. Co ciekawe, urodziła się w 1748 roku, czyli na 200 lat przed pojawieniem się na ekranach telewizyjnych słynnej Amerykanki.
claude-jean-baptisteCatherine była bardzo utalentowaną baletnicą w paryskim Ballet de l’Opéra. Dzięki tej pracy zwróciła na siebie uwagę arystokracji, wśród której znalazło się wielu adoratorów pięknej Francuski. Stała się kochanką m.in. hrabiego d’Artois, który później został królem Francji – Karolem X Burbonem. To nie był jednak jej jedyny kontakt z przyszłym władcą. W roku 1788 Catherine została przedstawiona piętnastoletniemu Ludwikowi Filipowi I, który 32 lata później objął tron po abdykacji Karola X. Podczas tego spotkania miała nauczyć młodego dziedzica „pewnych faktów o życiu”.
Ta piękna Francuska również pozowała, często nago, wielu znanym artystom. Na obrazach niektórzy dopatrzyli się, że modelka musiała czasem rozjaśniać włosy pudrem (choć nie zmienia to faktu, że była naturalną blondynką), a brwi przyciemniać kredką, aby lepiej wyglądać.
Miano „głupiej blondynki” zawdzięcza swojemu zachowaniu na wystawnych przyjęciach. Znana była z tego, że zawsze, gdy chciała coś powiedzieć, najpierw robiła teatralną przerwę. W rzeczywistości w tych momentach wyglądała, jakby nie myślała o niczym. Wrażenie emanującej od niej głupoty potęgował fakt, że nawet jak już coś powiedziała, to zazwyczaj nie były to górnolotne przemyślenia.
Catherine stała się obiektem żartów wśród arystokracji. W 1775 roku powstała nawet krótka sztuka pt. “Les Curiosites de la Foire Saint Germain” (z franc. Atrakcje targu Saint Germain) poświęcona jej głupocie. Główna bohaterka jest piękną dziewczyną, która niezdarnie wykonuje różne proste czynności z życia codziennego, od jedzenia począwszy na śpiewaniu i tańczeniu skończywszy. Co więcej, kobieta ma problemy z poprawnym wysławianiem się. Ta sztuka ponoć „śmieszyła paryżan przez wiele tygodni”.
Catherine zmarła w 1830 roku i została pochowana na najsławniejszym paryskim cmentarzu nazwanym na cześć jezuity ojca Lachaise’a. Ponoć zostawiła po sobie autobiografię pt. „Galanteries d’une Demoiselle du Monde ou Souvénirs de Mlle. Duthé” wydaną w 1833 roku. Większość historyków składnia się jednak ku tezie, że książkę napisał baron Lamothe-Langone, który znał osobiście Catherine.
Historyk Joanna Pitman przypisała tej pięknej Francuzce zaszczyt bycia pierwszą „głupią blondynką”. Po niej oczywiście pojawiły się następne udokumentowane przypadki, które umocniły ten stereotyp. W większości jednak nie były to prawdziwe osoby, lecz postaciami ze sztuki lub filmu. Należy tu wymienić cztery blondynki, będące bohaterkami parodii greckiego mitu o Iksjonie, którą wystawiano w latach 60. XIX wieku w Anglii, oraz Lorelei Lee ze wspomnianego już musicalu pt. „Mężczyźni wolą blondynki”.
Skąd się wzięły dowcipy o blondynkach?
Wpisujemy w google hasło: blondynka i wyskakuje nam tysiące wyników, 90% z nich to „dowcipy o blondynkach”, „filmiki o blondynkach”… itp. Słowo „blondynka„powoli przestaje znaczyć „dziewczynę o blond włosach„, a zaczyna być utożsamiane z grupą tzw. „słomek” (dziewczyn plastikowych z zewnątrz i pustych w środku). Ale czy blondynki naprawdę są głupie? Skąd się wzięła taka hipoteza? Dlaczego akurat blondwłose są posądzane o niewielki iloraz inteligencji, prawie zerowy? Sama znam inteligentne osoby z włosami w tym jasnym kolorze jak i nieprzeciętnie pustogłowe brunetki czy szatynki (nie urażając tych wyposażonych w bystre umysły). Skąd więc taki pogląd?
Jeśli spotkasz rudego, to na pewno będzie fałszywy, a ruda – ognista. Murzyn to brudas, a każdy Szkot – skąpiec. Policjant zwykle jest ćwierć-inteligentny, polityk to oczywiście oszust, a w Wąchocku wszystko zdarzyć się może. Życie w świecie nadmiaru informacji skazuje nas na kontakt z drugim człowiekiem za pośrednictwem stereotypu, stężałego schematu. Popularne od dawna jest stwierdzenie, że Polacy to naród, który w sposób szczególny upodobał sobie stereotypy i lubi się nimi posługiwać.
Już w bajkach zachodzi zjawisko stereotypizacji – dobre wróżki, aniołki, księżniczki są z reguły blondynkami. Nie zmienia to jednak faktu, że na podstawie stereotypów chętnie oceniamy ludzi, ich zawody, funkcje, a także tworzymy nowe dowcipy. Do każdego stereotypu powinniśmy podchodzić z pewną dozą krytycyzmu, włączyć krytyczne myślenie lub, mówiąc kolokwialnie, postrzegać różne stereotypy „z przymrużeniem oka”. Stereotypy to „półprawdy”, które są bardzo odporne na czas, zmieniają się powoli, mają tendencję do trwania w świadomości społecznej.
Obraz kobiety ukształtowany przez dowcipy, to obraz karykaturalny, zbudowanyz kilku cech. Żarty to jednak szczególny rodzaj przekazu – bardzo rzadko pojawiają się w nich explicite wyrażone cechy głównej ich bohaterki. Najczęściej sytuacja komiczna je zakłada lub w sposób zawoalowany o nich informuje. Niemożliwe jest więc poszukiwanie elementów tego obrazu na poziomie gramatycznym, słowotwórczym czy etymologicznym. By scharakteryzować blondynkę, odtworzyć jej językowy obraz, trzeba nazwać to, co przemilczane, choć jasno wynikające z zaaranżowanych sytuacji. Pełna charakterystyka powinna obejmować cechy zewnętrzne i wewnętrzne bohaterki. Ponieważ jednak krótki dowcip operuje schematami, otrzymamy stereotyp zbudowany z kilku cech.

Po przeczytaniu około 150 dowcipów za najważniejsze elementy obrazu blondynki można uznać: kolor włosów – bycie blond, urodę (bardzo szeroko rozumianą), brak inteligencji, seksapil, stan cywilny, życiową zaradność.
1. Kolor włosów
Najistotniejszą cechą zewnętrzną bohaterki dowcipów są jasne włosy (stąd nazwa żartów – dowcipy o blondynkach). Żadna inna cecha nie jest tak silnie akcentowana. Każdy żart przynosi informacje o barwie włosów – to ich kolor determinuje zachowanie kobiety. Choć jak chce Waldemar Łysiak, „kolor włosów jest bez znaczenia„, a „brunetka może być czarną blondynką„. Dla niego najistotniejszy jest zespół cech psychicznych przypisywanych jasnowłosym paniom. Do końca nie wiadomo, czy kolor powinien być naturalny, czy może być sztucznie uzyskany. Z jednej bowiem strony zjawisko farbowania włosów blond na ciemny kolor nosi nazwę sztucznej inteligencji, z drugiej – za cechę rasowej blondynki uznano odrosty.
2. Uroda
Może jednak źródło koloru nie jest istotne, ważny jest efekt. Jasna czupryna nie wystarczy – blondynka z dowcipów jest zwykle urodziwa, często piękna:
„- Czym jest piękna blondynka?
– Rajem dla oczu, piekłem dla duszy i czyśćcem dla kieszeni„.
*****
„- Co ma wspólnego blondynka z przekładem literackim?
– Tak jak przekład, im piękniejsza, tym mniej wierna„.
*****
„- Dlaczego Bóg uczynił blondynki pięknymi i głupimi?
– Piękne, żeby mężczyźni mogli je kochać, a głupie, żeby one mogły ich kochać„.
*****
„- Jaka powinna być inteligentna blondynka?
– Bardzo ładna, bo inaczej żaden mężczyzna nie wybaczy jej inteligencji„.
Uroda jest ważnym atutem blondynki. To ona umożliwia jej przewagę nad mężczyzną. Jest przeciwwagą dla głupoty. Prowadzi równocześnie do niewierności wobec partnera.
3. Brak inteligencji
Po kolorze włosów, głupota, to cecha najbardziej eksploatowana. Jest niemal aksjomatem w przypadku blondynki. Jej komórki mózgowe umierają samotnie, jej mózg puchnąc w nocy osiąga nad ranem wielkość grochu. Blondynka z dwoma komórkami mózgowymi to blondynka w ciąży. Blondynka nie potrafi funkcjonować w świecie wszechobecnej techniki, dosłownie interpretuje rzeczywistość (a szczególnie słowo pisane), a mądra blondynka nie istnieje.
Oto dosadne przykłady:
„- Jak nazwać blondynkę w szkole wyższej?
– Gość„.
*****
„- W pokoju, gdzie popełniono morderstwo, były trzy osoby: blondynka mądra, blondynka głupia i krasnoludek.
– Kto zabił?
– Blondynka głupia, bo przecież mądre blondynki ani krasnoludki nie istnieją…”
*****
„Blondynka dostała komórkowy telefon. Zabrała go idąc na zakupy. Stała akurat w warzywniaku, gdy zadzwonił. Odebrała…
– Och, cześć Zosiu!- ucieszyła się – Skąd wiedziałaś, że jestem w sklepie?”.
4. Seksapil
O ile głupotę trudno uznać za zaletę, o tyle seksualna ponętność szczególnie w męskich oczach zyska uznanie. Życie erotyczne blondynki zajmuje wiele miejsca w dowcipach. Jej nadaktywość na tym polu sprawia, że zyskuje niemal cechy prostytutki.
Mówiąc mało oględnie – może z każdym i wszędzie. Jest „prosta, łatwa i dobrze smakuje” – dlatego zestawiono ją z jajecznicą. Bywa porównywana z automatem telefonicznym i toaletą. By skorzystać z telefonu, trzeba mieć monetę – blondynka nawet tego nie wymaga. A toaleta nie chodzi za człowiekiem po użyciu… Jak łatwo się domyślić prawdopodobieństwo spotkania cnotliwej blondynki zmierza do zera, a w alkowie stanowią groźną konkurencję dla kobiet o innym kolorze włosów. Oto przykłady:
– „Kto wymyślił kawały o blondynkach?
– Inteligentne szatynki samotnie przewracające się w nocy w łóżku„.
*****
– „Jaki jest zew godowy brunetki?
– Czy ta blondynka już sobie poszła?”
5. Tryb życia
Głupie, ale seksowne blondynki z dowcipów z reguły funkcjonują poza małżeństwem, rodziną. Jeśli jednak już staną się żonami (co w świecie dowcipów rzadko się zdarza), nagle nabierają życiowej zaradności. Z blond-idiotek przeradzają się w blond-hetery. Potrafią „zrobić z mężczyzny zupełnego barana i jeszcze mu wmówić, że jest lwem” . Od kandydatów na męża wymagają „pięknych dużych oczu po mamie i pięknego nowego mercedesa po tacie” . Z miliardera potrafią szybko zrobić milionera. Mają też ulubione zwierzęta: „norki – w szafie, jaguar – w garażu i osioł, który na to wszystko zapracuje„.
I po micie…
Była sobie blondynka – głupia, piękna, seksowna i rozrzutna. Nie miała zbyt dużych wymagań, nie wprawiała w kompleksy, była dostępna – tylko szkoda, że nie istniała. Miała status papierowej postaci, lalki Barbie, mitu. Nie można mieć jednak pretensji do dowcipów, które muszą być proste, muszą „grać” schematami. Można jedynie pomyśleć o świecie, w którym takie schematy mają wzięcie. W tym świecie kobiety (niekoniecznie blondynki) są coraz lepiej wykształcone, coraz zaradniejsze. Często muszą łączyć rolę matki i żony z pracą zawodową. Nie zawsze są może blond-pięknościami, ale nie grozi im chyba trywialna papierowość dowcipów. Bo żarty o blondynkach są tak naprawdę diagnozą współczesnej wyobraźni – trochę chyba płaskiej i chorobliwie monotematycznej.
I na koniec, tak aby poprawić humor paniom o pięknych blond czuprynach:

„Dlaczego dowcipy o blondynkach są takie krótkie?
– Aby brunetki mogły je zapamiętać„…

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.