WYSPA BOGÓW

kajaMówią, że Bali to Wyspa Bogów.

W pewnym sensie, tym lokalnym, rdzennym, na pewno tak.

Cały ruch samochodowy może być tu zatrzymany, a w optymistycznej wersji, mocno opóźniony, przez odbywające się na środku skrzyżowania obrzędy religijne, mające na celu przepędzenie złych duchów, które kręcą się po okolicy, od czasów wypadku drogowego. Wypadku, który miał miejsce dwa tygodnie wcześniej.

Przez dwa ostatnie lata, kiedy tu ostatni raz byłam, wiele na Bali się zmieniło, to jedak – wiara w dobre i złe duchy oraz towarzyszące jej całe spektrum guseł, zabobonów, czarów i zaklęć – pozostało niezmienione. Jest nowe lotnisko, na którym wszystkie procedury imigracyjne idą szybko i sprawnie, nowa droga przez zatokę z Kuty w kierunku Nusa Dua, jeszcze więcej, niż dwa lata temu, turystów.

Dla Australijczyków Bali jest jak drugi dom. Wieczorami wszystkie bary w Kucie tętnią życiem w najbardziej hedonistycznej odmianie. Deszcze w górach tak samo ulewne. Światynie niezmiennie urzekające. Balijskie tańce równie niezrozumiałe, z muzyką raniącą uszy dziką kakofonią bębnów, młotków i strunowych jęczałek. O wypadek wcale nietrudno – ruch spory, mnóstwo skuterów, brak prawa regulującego prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu, brak ograniczenia prędkości na drogach, policja, którą w zasadzie zawsze można przekupić.

W Indonezji króluje system łapówek. Żeby dostać pracę w policji czy wojsku indonezyjskim nie trzeba mieć niczego poza kasą – po uiszczeniu odpowiedniej sumy u władz dostaje się mundur i zatrudnienie. Zainwestowane w karierę zawodową pieniądze trzeba jednak jakoś odzyskać, najłatwiej oczywiście biorąc w łapę. Dzieciaki na Bali do szkoły dojeżdżają na motorynkach, choć w ich wieku i bez prawa jazdy nie jest to dozwolone. Wiedzą jednak, że z panem policjantem wszystko można załatwić w inny sposób. Skorumpowany jest też rząd, co ustawia Indonezję w czołówce najbardziej skorumpowanych krajów świata.

Istotną cechą narodową jest tu też religijność – podczas gdy Indonezja jest jednym z największych muzułmańskich krajów świata, na Bali 80% społeczności wyspy wyznaje hinduizm. Na szczęście klimaty są tu zgoła odmienne od indyjskich. Święte krowy nie wylegują się na środku ulicy, ludzie są uprzejmi uprzejmością szczerą, a nie wyrachowaną i chociaż pod względem czystości daleko Indonezji do Singapuru to równie daleko jej do Indii. Balijczycy są niezwykle rodzinni i przywiązani do swojej wyspy. Mało kto wyjeżdża poza jej obszar, a nawet jeśli za chlebem trafi do Ameryki – zawsze wraca do siebie. Ludzie żyją prosto, uprawiają ryż, kukurydzę i różne owoce – od pysznych, słodkich rambutanów, przez bardzo tu popularne mangostany po śmierdzące zgnitym jajem duriany.

Co ciekawe i dla wyspy charakterystyczne – ludzie na Bali nie mają nazwisk. Istnieje system nadawania określonych imion nowonarodzonym dzieciom w zależności od tego czy to pierwszy, drugi, trzeci czy czwarty potomek. I tak pierworodny nazywać się może Wayan, Putu, Gede, lub Ni Luh, drugie dziecko będzie nosiło imię Made, Kadek lub Nengah, trzecie: Nyoman lub Komang, czwarte: Ketut. Jeśli urodzi się piąte – wraca się z powrotem do pierwszej listy imion. To imię – nadawane jako pierwsze – zastępuje tu nazwisko, drugie i trzecie – nadawane według gustu i uznania rodziców dookreśla indywidualność jednostki. Według balijskiego systemu, jako pierworodna córka mogłabym nazywać się Putu Kaja Maria, a Paweł, jako drugie dziecko w rodzinie – Kadek Paweł Piotr. Wyobrażenia, jakie mamy o danym miejscu nie zawsze zbiegają się w jednym miejscu z zastaną rzeczywistością.

Jeśli ktoś myśli o Bali w kategoriach karaibskich plaż, niestety się rozczaruje. Tragedii nie ma, ale do naszej definicji czystości daleko. Nawet na Nusa Dua, gdzie wybudowano eleganckie, drogie resorty sygnowane przez Hayatt, Mercure, Mariott czy Sofitel, piasek upstrzony jest kolorowym plastikiem. Znacznie lepiej jest na publicznych plażach Jimbaran czy Dreamland Beach.

Od pierwszego momentu natomiast wyspa zachwyca bogactwem roślinności, uprzejmością mieszkańców i oryginalnym pięknem tutejszych świątyń. Ryżowe tarasy, niekończąca się zieleń, góry i chmurne wulkany, kunsztowne rękodzieło (batiki i słynne balijskie rzeźby w drewnie i kamieniu), wąskie, kręte drogi, na których z trudem minąć się mogą dwa samochody. Tu żaden budynek nie może być wyższy niż palma kokosowa, czarne dachy mogą mieć tylko świątynie, a wiara w sekretne numery, mikro i makro kosmos oraz karmę jest bardzo silna.

Na Bali mieszają się dwa zupełnie odmienne światy – ten tradycyjny, spirytualny, w którym złym duchom składa się ofiary z grzesznych, szkodliwych rzeczy, takich jak papierosy, cukier i kawa, oraz ten, który bazuje na wszelakich używkach – świat młodych turystów spragnionych dobrej zabawy, słońca i fal. Budują się nowe resorty, ekonomia wyspy rośnie na drożdżach turystyki.

Bali jest modne. I dlatego wkrótce może zatracić swoją autentyczność.

REKLAMA_PortugaliaKaja Cyganik

wycieczki.ca

kaja.cyganik@gmail.com

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.