Z daleka od szosy (58) – U siebie

W latach dziewięćdziesiątych Polacy przenosili się z rejonu Scarborough do Mississauga a potem z tradycyjnego polskiego rejonu Roncesvalles również do Mississauga, gdzie w rezultacie stanowiliśmy piątą część populacji tego miasta. Nawet burmistrz Mississauga to teraz Polka. Polskie kościoły, cała masa polskich sklepów, w tym dwa prawdziwe supermarkety Starskiego.

W Mississauga mieszkałem od roku 1988 do 2018 z pięcioletnią przerwą na Calgary. Zawsze lubiłem to miasto. Tęskniłem za nim, gdy wyjeżdżałem na dłużej. Duża liczbaniezatłoczonych parków nad jeziorem czy nad Credit River, gdzie zawsze można było ukryć się przed zbytnią nawałą cywilizacji, spuścić psa ze smyczy, spotkać z dziewczyną. Jednak od jakiegoś czasu sytuacja się zmieniła. Parki stały się zatłoczone wielkimi rodzinami z hałaśliwymi dziećmi i głośno mówiącymi dorosłymi, zapachy obcego jedzenia zabijały zapachy zieleni, ulice stały się bardziej zatłoczone i krzykliwe. W centrum miasta zaczęły się strzelaniny a nawet wybuchła raz bomba podłożona w restauracji na Hurontario.

Mieszkając w okolicy Dundas i Huriontario czy Mavis ubezpieczenie samochodu wzrosło dwukrotnie ze względu na większe niż gdzie indziej możliwości wypadków. To już przestała być „moja” Mississauga. Czas było wyjechać.

I w październiku zeszłego roku w dużej mierze dzięki Maćkowi Czaplińskiemu, który znalazł mi dom za jaki w Mississauga zapłaciłbym pewnie dwukrotnie większą cenę. Dom w miasteczku Welland. Daleko od głównych traktów, a jednocześnie tylko dwadzieścia minut od światowej atrakcji turystycznej jaką jest Niagara Falls.

Człowiek ma stadną naturę. Lubi być w gronie innych. Jedne nacje bardziej inne mniej. Polacy lubią być koło siebie, lubią się razem bawić, spotykać. Ja, niespecjalnie. Lubię życie w odosobnieniu. Lubię podróżować sam, lubię ciszę przyrody. Jeszcze jako młody chłopak w czasach szkolnych wyjeżdżałem sam latem na auto-stop, sam lubiłem i lubię jeździć w lasy na grzyby czy na polowanie, nawet na kilka tygodni. Ograniczenia obecnej pandemii nie zrobiły wielkich zmian w moim życiu. Nawet obecny lock-down w Ontario. Dalej mogę sobie jechać samochodem, gdzie mi się żywnie podoba, mogę wziąć psa do lasu czy na dziką łąkę.

Nie muszę już jechać kilka setek kilometrów by znaleźć miejsce bez obcego mi tłumu. Welland jest moją nową Mississaugą. Tu znalazłem to co miałem tam. Ciszę i spokój. Nie wiem jak długo to potrwa i za ile lat sytuacja się zmieni na gorsze. Mam nadzieję, że przynajmniej dwadzieścia. Coraz więcej powstaje osiedli nowych domów tam, gdzie jeszcze w zeszłym roku były tylko pola. Wiem, że to nieuniknione. Wiem też, że coraz więcej Polaków przyjeżdża do Regionu Niagara. To dobrze, bo jeśli mam być już w tłumie to wolę ten, który znam.

Oprócz wypraw na pustkowia i bezdroża, trzeba też w nowym miejscu poznać i miejsca, które ułatwiają życie, czyli różnego rodzaju sklepy. Te typowe, jak Canadian Tire, Walmart, Winners, Drugmart, Rona, Dolarstore, elektroniczny Staples, duże spożywcze markety są w odległości nie dalszej niż dziesięć minut jazdy samochodem. Tim Hortons pięć minut na piechotę. A jednocześnie mogę wyjść z psem na spacer i po dziesięciu minutach marszu znaleźć się nad Kanałem Welland, gdzie częściej mogę spotkać oceaniczny statek niż innego człowieka, który najczęściej przejedzie tylko szybko na ATV. Znowu po latach czuję się u siebie. Czuję się w domu.

Cdn. Marek Mańkowski