Chciałem w piątek skopać ogródek. Dużo tej ziemi do kopania. Wbiłem swój szpadel, kupiony w Walmart za 15 dolarów. Fajnie wyglądał. Taki akurat do kopania ziemi.

Jest to nasza pierwsza tutaj wiosna. Miejsce na ogród warzywny było duże, ale widać było, że od paru lat nieuprawiane. Wbiłem pierwszy sztych. Odwróciłem skibę. Ziemia tłusta i czarna. Szpadel wchodził jak w masło, ale z odwracaniem gorzej. Ziemia ciężka i wypełniona korzeniami traw i chwastów. Po kilkunastu sztychach moja wspaniała łopata zaczęła się giąć i przeginać. Zostawiłem ją, wsiadłem w samochód i pojechałem do jedynego techniczno-rolniczego sklepu TSC w Welland, do którego można było wejść. Łopata, którą wybrałem kosztowała 40 dolarów, ale była kuta w kuźni i mocna. Przekopałem nią prawie cały ogród i ciągle jak nowa. Jeszcze raz się potwierdziło, że na tanich narzędziach traci się masę kasy. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że kupiłem tę tanią łopatę na życzenie małżonki, która potrzebowała ją do zakopywania psich kupek. Kopania nie skończyłem jednak w piątek, bo zaczął padać śnieg. Tak, śnieg. Grube płatki leciały gęsto, pokrywając zieloną trawę. Prawdziwa zima tej wiosny. Wziąłem piwo i stanąłem w oknie patrząc na ten majowy fenomen. No przecież nie będę kopał ogrodu „zimą” prawda? Nie będę i już. W niedzielę pojechałem z samego rana do St. Catharines. To tylko dwadzieścia parę kilometrów. Chciałem kupić komodę z ogłoszenia. Nie udało się, ale gdy już tam byłem, to pociągnęło mnie nad Welland Canal. No właściwie Welland Canal był po drodze do mojego ulubionego sklepu Bass Pro. Jest to wielki sklep myśliwski i sportowy i wędkarski. Można tam kupić najlepszy sprzęt do łowienia ryb, sprzęt myśliwski łącznie z bronią i amunicją i łukami i kuszami, najlepsze sportowe buty i ubrania, wędzarnie, łodzie, terenowe pojazdy, różne artykuły dla psów i jeszcze więcej. Drugi taki sklep jest w Toronto przy autostradzie 400.

COVID-19 pozamykał nam różne ulubione sklepy i zamknięto również ten, jak i cały ogromny Outlet Mall, który się tam znajduje. Postanowiłem sprawdzić czy może go otworzyli. Jadąc z centrum St. Catharines tym razem nie pojechałem do autostrady i na Skyway Bridge (ogromny, wysoki na kilkadziesiąt pięter most nad kanałem), tylko dołem na most zwodzony. Most nie był uniesiony i przejechałem dudniąc oponami po stalowej kratownicy. Przed Bass Pro stało kilka samochodów, ale sklep niestety był ciągle zamknięty, Cały Mall również. Ruszyłem z powrotem do domu. Nie byłbym sobą gdybym pojechał tam najprostszą i najkrótszą drogą, czyli Glendale Ave. Zaraz za mostem zwodzonym skręciłem w lewo i pojechałem powoli wzdłuż kanału. Szosa wiedzie tu przy samym brzegu i obok wielkich kolejnych śluz nr 4, 5, 6, i 7. W śluzie nr 4. Znajdował się statek. Zatrzymałem się na poboczu drogi i czekałem. Widoczna nadbudówka wielkiego statku opuszczała się bardzo powoli, ale zauważalnie. U podstawy wrót śluzy bulgotała wypływająca woda. Trwało to dobre kilkanaście minut, aż wrota zaczęły się otwierać i po chwili, bardzo powoli, zaczął wysuwać się dziób statku. Most zwodzony znajdujący się nie tak daleko za mną, ten, po którym niedawno przejechałem, był ciągle opuszczony i widać było jadące po nim samochody. Statek wysuwał się powoli, ale zauważalnie. Mogłem już zobaczyć jego nazwę: Atlantic Huron, tzw. jeziorowiec (nazwa wzięta stąd, że te statki pływają głównie po Wielkich Jeziorach). Wybudowany w Szkocji masowiec, 20-sto tysięcznik. Zacząłem robić zdjęcia, zastanawiając się, kiedy podniesie się niedaleki most, bo statek najwyraźniej nie miał zamiaru stawać. Poruszał się coraz szybciej po opuszczeniu śluzy i szybko znalazł się tuż koło mnie. Most znajdował się może czterysta metrów stąd. Nie możliwe by zatrzymać dwadzieścia tysięcy ton na tak krótkim dystansie, a po moście ciągle przejeżdżały pojedyncze samochody. Statek wyraźnie przyspieszał zamiast zwalniać, mimo, że na moście paliło się czerwone światło. Coś tu się wydarzy i to zaraz… Wydarzyło się!

Odwróciłem się na chwilę w stronę otwartej śluzy, by zrobić jeszcze jedno zdjęcie. Gdy odwróciłem się z powrotem, most był uniesiony. Jak szybko musiało się to stać. Nie do wiary. Zastanawiałem się czy nie uniósł się razem z jakimś samochodem, ale chyba nie. Ruszyłem dalej i po kilku kilometrach zobaczyłem następny ogromny statek. Cały jaskrawo czerwony po za białą nadbudówką, pełnomorski tankowiec z portu macierzystego na Malcie o nazwie ADFINES SUN. Nie wiem czy między jego burtą a ścianą śluzy zmieściłaby się kartka papieru. No to dość wrażeń na dzisiaj, wracam do kopania ogrodu.

Cdn. Marek Mańkowski