Rok 2018 za nami. Za nami uroczyste, mniej lub bardziej okazałe, ale wszędzie dumne i radosne obchody Stulecia Niepodległej.
W swoich komentarzach podkreślam konieczność patrzenia na to epokowe wydarzenie nie poprzez pryzmat jednej, choćby nie wiadomo jak ważnej symbolicznie rocznicy, lecz jako proces dążenia do zachowania mentalności politycznej Narodu! Narodu żądającego dla siebie bytu politycznego, nie zaś jedynie jakiejś językowo-kulturowej autonomii.
Odrodzenie Polski w listopadzie 1918 roku było czymś nadzwyczajnym, nie wzięło się jednakże z niczego, lecz było wynikiem ciężkiej pracy, uporu pokoleń Polek i Polaków, którzy nie poddali się presji obcych mocarstw, obcej kultury i obcej wiary.
Był to process unikalny w całej nowożytnej historii Europy i cywilizacji zachodniej. Zaczął on się już nazajutrz po trzecim rozbiorze z 1795 roku, miał swoje momenty wybuchu nadziei, w czasach epopei Napoleona oraz głębie zwątpienia, jak po Powstaniu Styczniowym.
Zmieniała się struktura społeczna i warunki gospodarcze. Gwałtowna modernizacja Europy, rewolucja przemysłowa, powstanie nowoczesnych państw narodowych, z punktu widzenia szans na odzyskanie podmiotowości wbrew potęgom świata wydawały się wielu snem wariata. Zrządzeniem losu, akurat znaczna część świadomego żywiołu polskiego potafiła w tych procesach znaleźć okazję do promowania ideii polskicj, jak to miało miejsce w W. Ks. Poznańskim.
Część, korzystając ze słabości Monarchii Habsburgów, poszerzała zakres swobody żywiołu polskiego poprzez współudział klas posiadających w zarządzaniu imperium. Cześć zaś, w warunkach rosyjskich, skazana była na pracę organiczną, na mało chwalebne lecz jak końcowo decydujące akcje obywatelskiej aktywności. I nawet ci nieliczni, niepoprawni wyznawcy wiary w zbrojną irredentę, w wojenny wysiłek, szkolący się do samodzielnego sięgnięcia po broń, okazali się w momencie historycznej okazji gotowi do akcji. Wyszkoleni zaś w obcych armiach oficerowie stanowili szkielet Wojska Polskiego, w szeregi której trafiali ludzie wszystkich stanów, świadomi swego obowiązku wobec Ojczyzny, o której uczyli się w zaciszu domów i modlili się w polskich kościołach.
Podkreślmy silnie ten ostatni element niepodległościowej układanki. Podstawowa triada w wychowaniu człowieka cywilizacji zachodniej, chrześcijańskiej to dom – kościół – szkoła. Zaborca zabrał nam państwo z jego instytucjami wychowawczymi i szkolnictwem. Ale rodzinny Dom i Kościół wystarczyły, od 1772 roku, przez 140 lat z okładem, aby zachował się i okrzepł patriotyczny trzon narodu.
Jak uczył wielki włoski politolog, Gaetano Mosca, w polityce decydują mniejszości. Większość to pozbawiony kierunku i woli tłum. Tak, świadomi swej politycznej i kulturowej odrębności, dumni z niej i przekazujący ją innym byli zawsze mniejszością. Ale ich pasja zaraziła innych, dała kierunek masom. Niech więc dzisiejsi eksperci dowodzą nam, iż ‘polskość to nienormalność”, to anchronizm. Próbowali lepsi niż oni. Dobrze nam życzący, George Bernard Shaw pisał był do Sienkiewicza po strajkach szkolnych w Wielkopolsce, abyśmy ulegli germanizacji językowej!!! Upór przy zachowaniu wiary i języka to przeszkody w europejskiej modernizacji i rozoju cywilizacyjnym. Czyżby?

***
Tak, zapłaciliśmy straszną cenę bycia na peryferiach rozwoju naukowego i technologicznego Europy, nie mieliśmy normalnych warunków ewolucji społeczeństwa. Ale zachowaliśmy owego ducha, który w dziewiętnastym wieku tak fascynował wielkiego filozofa Hegla i jego wielbicieli.
Polski “Gheist” nie dał się ani zgermanizować, ani zrusyfikować, ani skomunizować.

***
Drugim aspektem, na który powinniśmy zwrócić uwagę to “filtr dziejów”, przez który postrzegamy odzyskanie Niepodległości. Minione od owego, jakże odległego listopada roku 1918, sto lat zapisało się bowiem w naszej historii w sposób tragiczny. Świeżo przywróceni do bytowania we własnej, suwerennej organizacji państwowej, ucząc się powoli trudnej sztuki rządzenia Rzeczpospolitą, stanęliśmy wobec groźby całkowitej anihilacji, jako byt etniczny. Hitleryzm i stalinizm skazały nas na unicestwienie, fizyczne i kulturowe.
Po 1945 roku prowadzono wobec nas zdecydowaną politykę wynarodowiania, jeżeli nie fizycznego (to zadanie eliminacji elit wykonano już wszak w okresie okupacji), to politycznego.
Polacy jako naród polityczny, jak suwerenna wspólnota, osadzona w historycznej tradycji oraz unwersalnych wartościach, mieli stać się sowieckim etnosem, ze spreparowaną tożsamością światowego proletariatu. Znany już z okresu zaborów proces demoralizacji elit poprzez ich kooptację za cenę rusyfikacji, w systemie komunistycznym przyjął formę narzucenia “nowych” elit z zewnątrz i kooptacji do tak ustanowionej hierarchii państwa satelickiego ludzi bądź świadomości narodowej wrogiej, bądź jej pozbawionych.
Nasz dzisiejszy świat, nasza cywilizacja ewoluują w sposób wrecz niepojęty. Pytanie zatem, czy dziś, wobec doświadczenia wielkich zmian cylilizacyjnych, których ani źródła, ani kierunków nie w pełni rozumiemy, jesteśmy jeszcze zdolni zrozumieć naszych rodaków sprzed wieku?
Pytanie zaś konkretne – na ile lekcje walki o odrodzenie państwowości polskiej z początków XX wieku mogą być nam pomocne dziś (nawet tu, na emigracji), w przeciwstawieniu się, lansowanemu z taką mocą przez “Brukselę” (czy Ottawę), nowemu Kultrukampfowi?
(Cdn)

WMWojnarowicz