Turcja odmawia poparcia planu pomocy NATO dla Polski i krajów bałtyckich dopóki Sojusz nie zaoferuje jej politycznego poparcia w walce przeciw kurdyjskim milicjom YPG w Syrii – podał we wtorek Reuters, powołując się na czterech wysokiej rangi przedstawicieli NATO.

Siły zbrojne Turcji rozpoczęły atak na północno-wschodnią Syrię, po wycofaniu wojsk amerykańskich z tego obszaru, co utorowało drogę do tureckiego uderzenia na syryjskie siły kurdyjskie o nazwie Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG), sprzymierzone ze Stanami Zjednoczonymi.
Turcja zamierza utworzyć wzdłuż swojej granicy z Syrią “strefę bezpieczeństwa” wolną od kurdyjskiej milicji. Ofensywa została powszechnie potępiona na świecie.
To jest bardzo stara historia. Europa doprowadziła do takiego podziału, jaki jest na Bliskim Wschodzie, Syrii czy Iraku po I wojnie światowej, kiedy tworzono tam terytoria mandatowe i w gruncie rzeczy Europa nigdy tam nie posprzątała. – Amerykanie, (Barack) Obama, potem bardzo wyraźnie (Donald) Trump mówią Europejczykom, że oni chcą podzielić się odpowiedzialnością za ten obszar. Prezydent (Turcji) Erdogan wraca do polityki osmańskiej: intensywnej obecności Turcji na Bliskim Wschodzie i próbie liderowania światu islamskiemu.
Turcja jest sojusznikiem USA w NATO, ale USA zawierają indywidualne sojusze, zabezpieczające ich partykularne interesy wchodząc tym samym w konflikt interesów z innymi sojusznikami, w tym na przykład sojuszu z Polską.
Wśród ekspertów amerykańskich pojawiają się ostrzegawcze głosy pod adresem Europy Środkowej. Chodzi tu o “uznanie, że Rosja może być dla Stanów Zjednoczonych na tyle wartościowym sojusznikiem wobec Chin, a konflikt Chiny-USA jest obecnie najważniejszy z punktu widzenia Waszyngtonu, że możemy zostać osamotnieni”. – Na szczęście Polska jest w NATO, który to sojusz ma własną dynamikę i stabilność, solidność budowaną od 70 lat. W kontekście ostatnich wydarzeń okazuje się, że Sojusz Atlantycki jest fasadą, na której można malować różne hasła i nic z tego nie wynika. Siły Zbrojne Turcji to druga co do wielkości armia w NATO (po amerykańskiej) potrzebna jest na kresach obszaru kontrolowanego przez sojusz na południowych rubie- żach kontrolowanego przez Rosjan północnego skraju Azji.

Ankara poinstruowała swojego przedstawiciela w NATO, by nie podpisywał planów dotyczących pomocy dla Polski i krajów bałtyckich, a także zarówno podczas oficjalnych spotkań, jak i nieformalnych rozmów domaga łsię kategorycznie oficjalnego uznania YPG przez Sojusz za terrorystów.
Reuters zastrzega, że nie udało się uzyskać komentarza w tej sprawie ani od tureckiej delegacji do NATO, jak i od resortu spraw zagranicznych w Ankarze.
Głęboki podział

Kłopotliwe stanowisko Turcji przed rocznicowym, 70. szczytem NATO, który odbędzie się w przyszłym tygodniu w Londynie, jest miarą głębokiego podziału między Ankarą i Waszyngtonem w sprawie tureckiej ofensywy w północno-wschodniej Syrii przeciw kurdyjskim milicjom – ocenia Reuters.
Delegacje NATO starają się pozyskać poparcie wszystkich 29 członków Sojuszu dla planu obrony Polski, Litwy, Łotwy i Estonii na wypadek rosyjskiej agresji – przypomina agencja. Bez aprobaty Ankary Sojuszowi trudno będzie szybko wzmocnić mechanizmy obronne dla tych krajów.
Turcy “wzięli Europę Wschodnią jako zakładnika i blokują zatwierdzenie planów wojskowych, dopóki nie uzyskają ustępstw”, o które zabiegają – powiedział Reuterowi jeden z dyplomatów.
Drugi rozmówca agencji nazwał postępowanie Turcji “destrukcyjnym”, zważywszy, że Sojusz stara się pokazać, jak bardzo jest zjednoczony, by odeprzeć zarzuty prezydenta USA Donalda Trumpa, który wyraża sceptycyzm, co do przydatności NATO w ogóle, jak również krytykę ze strony prezydenta Francji Emmanuela Macrona.
Inwazja w Syrii
Turecka inwazja w Syrii rozpoczęła się 9 października, po ogłoszeniu przez Trumpa, że amerykański kontyngent zostanie wycofany z regionu. Prezydent został skrytykowany za tę decyzję i za porzucenie YPG, podczas gdy oddziały te stały od pięciu lat na czele koalicji walczącej razem z USA z Państwem Islamskim (IS).
Jak pisze Reuters, członkowie NATO obawiają się, że ofensywa Turcji w Syrii storpeduje próby całkowitego wyeliminowania IS.
Ankara starała się skłonić NATO do wsparcia jej ekspedycji w Syrii i uznania tamtejszych Kurdów za terrorystów jeszcze przed początkiem ofensywy, ale teraz – tuż przed szczytem w Londynie – jej żądania są bardziej kategoryczne.
W Londynie, na marginesie szczytu, Macron, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, kanclerz Niemiec Angela Merkel i brytyjski premier Boris Johnson mają się spotkać, by omówić sytuację w Syrii.
Amerykańska administracja próbuje tymczasem poprawić relacje z Kurdami i w sobotę wiceprezydent USA Mike Pence przybył z niezapowiedzianą wizytą do Iraku właśnie z taką misją. Przedstawiciel administracji Trumpa powiedział wtedy dziennikarzom, że celem wizyty Pence’a jest zarówno poprawa relacji z Kurdami, jak uspokojenie tych Amerykanów, którzy źle przyjęli decyzję Trumpa dotyczącą wycofania wojsk i uznali to za zdradę sojuszników.
Turcja i sprzymierzeni z jej siłami syryjscy bojownicy rozpoczęli w październiku ofensywę w północno-wschodniej Syrii, której deklarowanym celem jest wyparcie kurdyjskich bojowników z Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG) z przygranicznego pasa na środkowym odcinku granicy turecko-syryjskiej i utworzenie tam “strefy bezpieczeństwa”, do której Ankara zamierza przesiedlić syryjskich uchodźców przebywających w Turcji.
Kurdowie nazywają tę operacją czystką etniczną, oskarżają też Turcję o zbrodnie wojenne podczas ofensywy. Ankara uważa YPG za terrorystów z powodu ich powiązań ze zdelegalizowaną w Turcji separatystyczną Partią Pracujących Kurdystanu (PKK).