Wystarczy kropla krwi, by zwabić rekina? Mark Rober sprawdził, czy to prawda. Każdy, kto oglądał film “Szczęki” lub chociażby “Gdzie jest Nemo?” wie, że krew działa na rekiny niczym narkotyk. Mark Rober, postanowił sprawdzić, czy faktycznie wystarczy tylko jedna jej kropla, abyśmy stali się celem numer jeden omamionego osoczem żarłacza…

Nie wiadomo dokładnie, skąd wzięło się przeświadczenie, że rekiny są w stanie wyczuć ludzką krew nawet z odległości kilku kilometrów i wpadają pod jej wpływem w morderczy szał. Powiedzmy sobie szczerze – Hollywood również postarało się, abyśmy nie przestali w to wierzyć.
Od czego mamy jednak naukowców? Mark Rober, który chętnie dzieli się swoimi odkryciami za pośrednictwem serwisu YouTube, udał się aż na Bahamy, aby potwierdzić – lub obalić – ten mit.

Eksperyment, który przeprowadził, składał się z dwóch etapów. Najpierw Rober sprawdził, czy dla żyjących na wolności rekinów krew faktycznie będzie bodźcem skłaniającym je do ataku.
W tym celu przygotował cztery pompy umożliwiające uwalnianie do wody płynów. Zostały one umieszczone na deskach surfingowych, które rozstawiono w równej odległości od siebie. Z każdej z nich zdalnie wypuszczano jeden płyn – tran, morską wodę (aby sprawdzić, czy rekiny nie są zainteresowane tylko pracą pompy), mocz i krew cielęcą.

W pobliżu miejsca, gdzie przeprowadzano eksperyment pływało kilkadziesiąt rekinów. To naprawdę liczna “próba badawcza”!
Faza numer jeden trwała równą godzinę. Naukowca i jego współpracowników zaintrygowało to, że przez większą część czasu pływające w pobliżu rekiny… zupełnie nie inte- resowały się płynami. Przełom nastąpił w 45. minucie eksperymentu. Do “krwawej” deski zaczęły podpływać mniejsze ryby, co przyciągnęło drapieżniki. Ostateczne wyniki tej części prezentowały się następująco:
– do deski z tranem podpłynęły cztery rekiny
– mocz i woda morska nie przyciągnęły niczyjej uwagi
– deska z krwią cielęcą zainteresowała aż 41 rekinów!
Coś faktycznie jest na rzeczy! Do drugiej części badań potrzebna była ludzka krew. Na szczęście Marka jego współpracownicy chętnie oddali własne osocze na potrzeby jego eksperymentu. Żeby nie było wątpliwości – sam Rober też poszedł “pod igłę”.

Etap drugi polegał na sprawdzeniu, ile krwi potrzeba, aby rekiny chciały się z nami bliżej poznać i “skonsumować” znajomość. W ruch znów poszły zaprojektowane przez naukowca pompy. Ich zadaniem było wypuszczanie do wody ludzkiej krwi, ale z różną częstotliwością symulującą dwa rodzaje krwawienia. Pierwsza z nich uwalniała jedną kroplę krwi na minutę, druga odgrywała rolę otwartej rany. Deski ulokowano w odpowiedniej odległości od siebie, zegary zaczęły odmierzać równe 60 minut.

Po godzinie okazało się, że z kilkudziesięciu pływających w pobliżu rekinów – żarłaczy żółtych i żarłaczy tygrysich – żaden nawet nie podpłynął bliżej którejkolwiek deski!

Mark Rober sam był bardzo zaintrygowany swoim odkryciem. Zaznaczył jednak, że jego eksperyment nie jest ostatecznym dowodem na to, że z rekinami można pływać nawet z otwartą raną. To raczej ciekawostka naukowa, niż bardzo poważne badanie, do którego nawiązywać będą inni w swoich pra- cach.

Mimo to, udało mu się potwierdzić, że scenarzyści z Hollywood często za mocno popuszczają wodze fantazji, czyniąc z rekinów potwory, którymi w rzeczywistości nie są…