Piracka wyspa Roatan

Jeśli marzysz o raju na ziemi, to zachodnia karaibska wyspa ROATAN jest tym miejscem. Należy ona do zasobów Hondurasu i spoczywa na starożytnej, największej rafie koralowej na Morzu Karaibskim. Znajdująca się na niej plaża West Bay Beach Break uznawana jest za najpiękniejszą plażę w Ameryce Środkowej.
Po przybyciu statkiem rejsowym do portu Roatan, przywitali nas przygrywający na bębenkach przebrani w ludowe stroje mieszkańcy wyspy, co wprawiło nas w bardzo miły tubylczy klimat. W porcie panował gwar i wesoły chaos, wokół którego przedostawali się turyści, kuszeni przez miejscowych, do zakupienia pamiątek lub skorzystania z rozmaitych atrakcji jakie serwuje wyspa. Kolorowe straganiki z ręcznie robionymi magnesami, kafejki i restauracje ze świeżymi owocami morza, wspaniała muzyka na żywo – a to wszystko w scenerii turkusowego morza. Spacerując kolorowymi alejkami portowymi, zdecydowaliśmy się wraz z grupką znajomych skorzystać z lokalnej wycieczki, jaką oferują mieszkańcy. Wynajęliśmy busika z przewodnikiem, który obwiózł nas po wyspie, pokazując codzienność mieszkańców, a na koniec zawiózł nas do raju, na plażę West Bay Beach Break, abyśmy mogli ostanie godziny poobcować z naturą. Podczas zwiedzania miasta rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż tętniący życiem kolorowy port. Wjeżdżając w głąb wyspy, zetknęliśmy się niestety ze straszną biedą i ubóstwem, ludzie mieszkający w barakach bez okien, brudne ulice i błąkające się po ulicach dzieci.
Zdecydowanie milej i weselej spędziliśmy czas na plaży. Wizyta bardzo głęboko zakorzeniała się w naszej pamięci. Wszystko miało taki niespotykany kolor. Biały i miękki jak mąka piasek, głęboko turkusowy odcień ciepłego i spokojnego morza a wokół bujna roślinność. Spędziliśmy bezcenne chwile na tej przepięknej plaży, kąpiąc się w morzu, spacerując po pieszczącym stopy mięciutkim piasku, popijając schłodzone koktajle w knajpkach z muzyką na żywo. Miłośnicy plażowania uprawiali rozmaite sporty wodne od spływów kajakowych po nurkowanie. Pobyt na plaży to była prawdziwa uczta dla duszy i ciała. Nasze oczy patrzyły ale nie mogły nasycić się tymi widokami.
Wspominając naszą wyprawę pikanterii dodaje fakt, że Honduras jest jednym z najniebezpieczniejszych krajów na świecie, uznawanym wręcz za światową stolicę zabójstw – średnio kilkanaście morderstw dziennie. Działają tu mafie narkotykowe, do których należą także często dzieci, a policja jest skorumpowana. Przestępczość w Hondurasie wciąż wiedzie prym! Gdybyśmy przed wycieczką po Roatanie mieli taką wiedzę, pewnie na własną rękę nie skorzystalibyśmy z usług tubylców, a wybralibyśmy bezpieczniejszą wersję organizatora rejsu statkiem. Jednak tego typu ,,na dziko” nieplanowane wyprawy, dostarczają najwięcej wrażeń.
Od początku XVI wieku hiszpańskie galeony wyładowane złotem, szmaragdami, rzadkim drewnem i innymi skarbami złupionymi z południowo- i środkowo-amerykańskich kolonii przedzierały się przez wody Morza Karaibskiego, by wypłynąć na szlak morski prowadzący z powrotem do Europy. To, co dziś tak tłumnie przyciąga turystów – tropikalny klimat, płytkie, lazurowe morze i wspaniała rafa koralowa – było zmorą ówczesnych żeglarzy. Łatwo było utknąć, uszkodzić statek lub natknąć się na liczne huragany, nawiedzające ten region między wrześniem a marcem. I jakby tego było mało, na ośmiu małych wysepkach należących dziś do Hondurasu i zwanych Bay Islands, czaili się niewolnicy-uciekinierzy z plantacji, zbiegli marynarze, i jak się można spodziewać – piraci. Właśnie ci osławieni, z Karaibów.
Gdy przylatujemy na wyspę Roatan, największą spośród wspomnianych Bay Islands, nie jesteśmy zaskoczeni, że niemal każdy tutejszy hotel odnosi się do tego nieco kontrowersyjnego dziedzictwa. Mieszkamy w kompleksie bungalowów na palach, w ośrodku Henry Morgan, ochrzczonym tak na cześć jednego z najbardziej znanych korsarzy, przedstawianego tu jako rodzaj archetypu pirata, z jedną nogą i papugą na ramieniu (w rzeczywistości nie dość, że miał obie nogi, to był sługą brytyjskiej korony, w imieniu imperium rabował jednocześnie i tubylców, i statki innych europejskich monarchów. O papudze nic nie wiadomo). Ten piracki folklor jest tu wyraźnie uproszczony na potrzeby turystów. Zaś przyjemne usposobienie i zrelaksowany styl życia mieszkańców wyspy – bardziej kojarzący się z atmosferą Jamajki – jakoś nijak nie pasują do tego przestępczego dziedzictwa. Najbardziej niegodziwym aktem, jakiego dopuścili się na naszych oczach tubylcy było (nielegalne) gotowanie zupy z iguany. Iguany są tu bowiem chronione, podobnie jak wiele innych gatunków endemicznej fauny i flory, między innymi przepiękna rafa koralowa, druga co do wielkości na świecie. Względne bezpieczeństwo i spokój panujący na wyspach kontrastują jednak z burzliwym interiorem Hondurasu. Mieszkańcy interioru wciąż nieraz nazywają pejoratywnie wyspiarzy piratami, co ma nie tylko odnosić się do ich przodków, ale również do ich relatywnej zamożności w stosunku do reszty kraju. Źródłem tej zasobności jest głównie eksport owoców morza i oczywiście turystyka. Niechęć zaognia jeszcze fakt, że tutejsi mieszkańcy wyraźnie różnią się od tych mieszkających w głębi lądu, zarazem pod względem etnicznym, jak i językowym. Najczęściej używanym językiem na Roatan pozostaje angielski – spuścizna po kolonizatorach brytyjskich, których panowanie zakończyło się w 1859 r. – inną konsekwencją kolonializmu jest fakt, że na wyspach można spotkać wielu rdzennych białych i czarnoskórych mieszkańców.