W internecie i poza nim furorę robi nagranie wystąpienia Billa Gatesa z 2015 roku, w którym przestrzegał przed pojawieniem się w ciągu kilku lat epidemii grożącej śmiercią milionów ludzi. W tym samym czasie w Polsce odbywały się wybory, przed którymi rozmaici obserwatorzy i komentatorzy (w tym wyżej podpisany) ostrzegali, że zwycięstwo PiS doprowadzi w ciągu kilku lat do zniszczenia liberalnej demokracji i zaprowadzenia autorytaryzmu.

Gates jest miliarderem łożącym potężne sumy na prace badawcze mające doprowadzić do stworzenia zabezpieczeń przed groźnymi chorobami, więc zapewne odbywa stałe konsultacje ze specjalistami od epidemiologii i etiologii chorób zakaźnych, zatem miał dobre informacje. Dostrzeżenie autorytarnych skłonności i zagrożeń ze strony PiS nie wymagało specjalnych ani specjalistycznych konsultacji, wystarczyło mieć otwarte oczy i trochę wyobraźni.

Reakcja autorytarnych przywódców i ich propagandystów na pojawienie się koronawirusa była podobna i polegała na zaprzeczaniu (u nas słowami głównego inspektora sanitarnego, który dopytującym o przygotowania na nadejście epidemii sugerował wsadzenia sobie lodu do majtek albo minister rozwoju, która twierdziła, że koronawirus otworzy szanse dla naszego przemysłu, gdy inne będą pauzować). Ale zaprzeczać się nie dało, gdy Polacy tysiącami zapadali na groźną chorobę i dziesiątkami, a potem setkami umierali. Owszem, są podejrzenia o zaniżanie statystyk, a więc i skali problemu, w Chinach, być może też w innych krajach. Bywają nawet jacyś oszołomcy sugerujący, że cała ta pandemia to rozdmuchany czy wręcz zmyślony problem.

W przypadku zagrożenia autorytarnego to jednak nie ekscentryczna nisza, zaprzeczanie jego rozprzestrzeniania się w Polsce jest dość powszechne. Są tacy, którzy go w ogóle nie widzą, choć coraz więcej przecierających oczy (niektóre przypadki odbijają się szerokim echem, począwszy od pani profesor, która zorientowała się dość szybko, a kończąc na razie na pani scenarzystce, która dojrzała problem niedawno).

Ale jest też specyficzna kategoria publicystów przyznających, że zaraza autorytaryzmu faktycznie się rozprzestrzenia, ale ostrzegający przed nią czynili to zbyt wcześnie i w ten sposób osłabili odporność na nią. W tym kontekście przytaczano bajkę o chłopcu, który krzyczał o nadejściu wilków, czym osłabił czujność współmieszkańców, gdy one faktycznie nadeszły. Ukuto nawet termin “alarmiści” jako przeciwstawny symetryzmowi, o który oskarżani byli propagatorzy tezy, że autorytarne zapędy PiS nie różnią się od wykazywanych rzekomo przez poprzedników. To skądinąd analogia do tych, którzy twierdzili – a niektórzy nadal twierdzą – że koronawirus nie różni się od sezonowej grypy nawiedzającej nas rokrocznie, a nawet jest od niej mniej szkodliwy.

Wyobraźmy sobie kogoś twierdzącego, że może i Gates miał rację, ale ostrzegał przedwcześnie.

Tymczasem autorytaryzm znalazł w koronawirusie niespodziewanego sojusznika, bo walka z nim uzasadnia wszelkie autorytarne pomysły. Ostrzegać przed takim zagrożeniem to żaden alarmizm, lecz zwykła przezorność. Wiele wskazuje, że kiedy już koronawirus zostanie przezwyciężony, autorytaryzm pozostanie.

A w internecie jedną z najbardziej rozpowszechnionych teorii spiskowych jest ta obarczająca Gatesa winą za… sprowadzenie epidemii koronawirusa. Miał tego rzekomo dokonać, aby otworzyć pole do zarobku firmom farmaceutycznym, które wspiera.

Nie brakuje w Polsce, szczególnie na lewicy, propagatorów tezy, że to poprzednie rządy okropnych liberałów sprowadziły na Polskę autorytarne zagrożenie i owi paskudni liberałowie cieszą się z niego, bo w pozorowanej walce z nim mogą się spełniać. To tak jakby za ekscesy Trumpa obarczać winą Obamę, a Demokratom sugerować, że się lansują w zwalczaniu Republikanów. No i oczywiście za wygłupy Bolsonaro w Brazylii winę przypisać jego lewicowym poprzednikom, którzy swoją polityką wywołali prawicową reakcję.

A koronawirus i autorytaryzm wciąż w natarciu.

Janusz A. Majcherek
https://fakty.interia.pl/opinie/majcherek/news-koronawirus-i-autorytaryzm