•   Saturday, 01 Oct, 2022
  • Contact

Wiktoria Wiedeńska 1683 (cz.I)

WW Historia

Tym razem historyczny felieton na kolejną rocznicę jednego z najważniejszych wydarzeń w historii nowożytnych dziejów Polski i  Europy. Dziś jednak dla EUropejskich elit, reprezentowanych na polskim podwórku choćby przez profesor Magdalenę Środę, pamięć o przeszłości - nie skierowana planowo na jej burzenie - to najczystszej wody nacjonalizm, gorzej - szowinizm i rasizm anty-islamistyczny. Czas zatem w odruchu zdroworozsądkowego oporu, wspomnieć Bitwę pod Wiedniem, jaka rozegrała się 12 września 1683 roku.

A tak przy okazji, w kontekście rosyjskiej inwazji i próby odbudowy imperium, rozszerzonego “po Lizbonę” o sprowadzoną do roli podnóżka Eurazji “Europą Federalną Niemiec”. Współczesnym zagrożeniem owej “Europy Ojczyzn”, rozumianej jako wspólnota pamięci i wartości okazali się nie bitni mahometanie Kara Mustafy, lecz zagubieni w swym nihilizmie, neomarksistowscy wykładowcy austriackich, francuskich czy niemieckich uniwersytetów, tępiący takie pojęcia jak 'tożsamość', ‘partiotyzm’ czy ‘ojczyzna’.  

Państwowości Francji czy Niemiec jednakże, rozumianej jako pozycji podmiotowej w relacjach międzynarodowych, nikt nie kwestionuje. Naszą tak. W sytuacji tragicznego już w swym wymiarze konfliktu polsko-polskiego, uparte i chłodne jednocześnie analizy dziejów naszych w celu edukacji nowych elit, elit państwowych, to klucz do naszej przyszłości.  

“Somos la memoria del Futuro!” uczą obywateli hasła na murach miast Ekwadoru. "No more history!" - w czyim interesie, zapytajmy!  
***
Tytułem wprowadzenia. Zauważmy sami, jako antidotum na wtłaczaną nam "pedagogikę wstydu". Jak wspaniałe, acz trudne są losy owej, dziś odległej na trzy stulecia z okładem, niesamowitej w swej konstrukcji i ideologii Rzeczypospolitej Narodów. Zaistniała ona przed Jeffersonem i Washingtonem, przed Schumanem i Monetem! Stworzyli ją ludzie tacy jak my, świadomi obywatele narodu politycznego Rzeczpospolitej!!!

Można rzec, że to była owa pierwotna “Unia” narodów Europy. Po Karlstadzie, nasi polityczni przodkowie, naród szlachecki Regni Poloniae - w Krewie i Lublinie. Unia Wolnych Narodów! Nie pozwólmy, aby to poszło w zapomnienie.  Res Publica, negocjowana, ustalana - nie na polach bratobójczych starć, lecz na arenie sejmów, sejmików i zgromadzeń. Demokratyczna – na warunki owych czasów. Czy ktoś w dzisiejszych czasach prymatu siły i zysku to pojmie, zauważy?! Jeśli nie my sami, to kto? Jeśli nie dziś, kiedy Europa trzeszczy w posadach – to kiedy?   
***
Tło polityczne "Odsieczy Wiedeńskiej"

12 września Roku Pańskiego 1683 uderzenie 20-tysięcznego korpusu polskiej husarii rozbiło turecką armię oblężniczą Kary Mustafy i uwolniło na zawsze stolicę Cesarstwa od tureckiego niebezpieczeństwa.  

NB. To znaczy: Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, datowanego przez historyków od panowania Karola Wielkiego.

Mobilizacja wojska, transport ludzi i sprzętu, zabezpieczenie materiałowe kampanii, przygotowanie planu bitwy oraz sama szarża uznawane są za osiągnięcie najwyższej klasy w całej historii wojskowości. Była to bez jakichkolwiek zastrzeżeń bitwa kluczowa dla dziejów całego kontynentu. Doszło bowiem nie tylko do militarnej konfrontacji politycznych rywali, lecz do starcia cywilizacji.

W naszych rozważaniach na temat bitwy pod Grunwaldem wyraziłem opinię, iż jednym z problemów naszej historiografii jest pisanie o przeszłości Polski przez pryzmat rozbiorów. Upadek Rzeczpospolitej pod koniec XVIII wieku stanowi swoisty filtr, przez który sączy się światło naszych dziejów ojczystych. Docierający do nas obraz deformuje w specyficzny sposób wiedzę o tym, co się ostatecznie z naszym państwem stało. Problem naszej ‘skrzywionej optyki’ widać doskonale właśnie w przypadku naszej naj- większej wojennej wiktorii – zwycięstwa pod Wiedniem.

Czy warto było ratować Austrię, skoro to ta sama Austria przyłożyła, sto lat później, rękę do pierwszego i trzeciego rozbioru? Czy warto było walczyć z Turcją, skoro żadnych konkretnych sukcesów ani sama bitwa, ani późniejsze zmagania Rzplitej nie przyniosły? Pokolenia historyków, oddając cześć militarnemu geniuszowi Jana III Sobieskiego, podważają mniej lub bardziej zdecydowanie polityczną mądrość króla. A rzesze studentów wynoszą z wykładów obraz zgnuśniałej już wówczas Rzeczpospolitej, która dawała się omotać mirażom antytureckich krucjat, oraz intrygom Watykanu, kiedy inni wzmacniali się na rozpadzie tureckiego imperium. Byliśmy jak ten przysłowiowy “Murzyn”, który zrobił swoje, i nikt mu za wysiłek nawet nie podziękował.  

Tradycja to, można powiedzieć, starej daty. Kampania minimalizowania zasług Polaków i samego króla Jana III rozpoczęła się nieomal nazajutrz po bitwie. Cesarz Leopold robił wszystko, aby to na niego spływała gloria “Obrońcy Chrześcijaństwa”. Odbijane w setkach egzemplarzy sztychy, na których umieszczano zwycięskich dowódców sławnej bitwy, pomijały historyczną dokładność i dbałość o prawdę. Polskiego wodza koalicji lokowano gdzieś z boku, a na pierwszy plan wysuwano postać cesarza, do tego z laską głównodowodzącego, co było jawnym łgarstwem. Sam zaś cesarz, spotkawszy się zaraz po bitwie z Sobieskim, obraził go poważnie, odmawiając odpowiedniego pozdrowienia syna królewskiego, Jakuba, co było bolesnym afrontem dla bardzo dbającego o honor swego (świeżej daty) królewskiego domu, Króla Jana III. Powoli też w historiografii europejskiej zaczęto lansować tezę, iż sam udział Polaków był marginalny, a główne zasługi poniósł książę Karol Lotaryński.  

Dlatego też poświęcimy trochę uwagi kilku epizodom sprzed trzech wieków, które pozwolą nam lepiej docenić zarówno samą kampanię wiedeńską, jak i politykę zagraniczną Jana III Sobieskiego. Zarzuty braku politycznej mądrości, wizji czy determinacji są krzywdzące i dla samego władcy, i utrwalają w nas bardzo szkodliwy nawyk oskarżania się samemu o brak politycznego rozumu.

Francuski spisek
Charakterystyczną cechą sytuacji politycznej w Europie tych czasów była dominująca pozycja Francji pod długoletnimi rządami Ludwika XIV. Polityka francuska “rozdawała” wówczas karty w Europie, budowała i rwała alianse, w zależności od własnych interesów. Polska była częścią europejskiej szachownicy, ale z punktu widzenia Paryża polskie interesy znaczyły niewiele.

Paradoksalnie, kiedy Jan Sobieski obejmował tron polski, Ludwik XIV traktował to jako osobisty sukces, widząc na tronie w Krakowie swego zdeklarowanego zwolennika. Tak zwane stronnictwo francuskie święciło w Polsce triumf. Jego dowodem był zawarty w czerwcu 1675-go roku traktat w Jaworowie; pojawiły się plany dosyć egzotycznego sojuszu Francji, Polski i… Szwecji, który zagrażałby skonfliktowanej z Paryżem Branden- burgii. Polska miała na tym aliansie zyskać Prusy Książęce. Zanim jednak co do czego doszło, Francja rozpoczęła nową grę, obliczoną na poważne osłabienie Austrii. Francuzi zawarli sojusz z Turcją. Tu oczywiście wspólne interesy się rozeszły, gdyż Turcja okupowała od pokoju w Buczaczu (z 1672 roku) rozległe tereny Podola. Mimo prób dyplomatycznych, o zwrocie przez Turcję twierdzy w Kamieńcu ani reszt ziem mowy być nie mogło.

Wśród szlachty program odzyskania utraconych posiadłości na wschodzie cieszył się wielkim poparciem, do czego dochodził silny czynnik religijny. Pokój zawarty w Żórawnie, w 1676 nikogo nie zadowalał. Kiedy więc na początku 1683 roku Turcja rozpoczęła koncentrację wojsk na Bałkanach, doszło do finalizacji umowy sojuszniczej z cesarzem Leopoldem. Wtedy to stronnictwo francuskie w kraju otrzymało tajne polecenie storpedowania wojennych planów Sobieskiego.  

System polityczny Rzeczpospolitej szlacheckiej pozostawiał w zasadzie kierownictwo polityki zagranicznej w rękach kró- lewskich, kontrolę nad wojskiem powierzał jednak Sejmowi. Tylko Sejm miał prawo uchwalać podatki na kampanie wojenne. Zdobycie zgody posłów na takie obciążenie nie było łatwe. Szef stronnictwa francuskiego, wpływowy podskarbi wielki koronny, Jan Andrzej Morsztyn miał już gotowy plan zerwania obrad Sejmu, a przez to praktyczne uniemożliwienie jakiejkolwiek mobilizacji. I francuska intryga, będąca sabotażem na rzecz gotującej się do zdobycia Wiednia Turcji, była bliska powodzenia.

Gdyby nie jeden szczegół. Otóż tajna gra francuska była Janowi III doskonale znana. A stało się tak dzięki niespotykanym talentom łamania dyplomatycznych szyfrów pewnego mnicha, Michała Antoniego Hacki'ego, z cysterskiego opactwa w Oliwie. Będąc zaufanym sekretarzem króla Jana III, otrzymywał on regularnie do wglądu od generalnego poczmistrza Prus Królewskich, Kurlandii i Inflant, Pawła Gratta, całą korespondencję dyplomatyczną. Dzień po dniu, pracowicie odszyfrowywał tajne instrukcje, między innymi te przekazywane przez ambasadora Francji w Polsce, pana de Vitry. Dzięki temu król Jan wiedział zawczasu, kto, co, (i za ile luidorów) będzie na sali sejmowej w Warszawie przeciw królewskim planom mówił. W odpowiednim momencie ujawniono panom posłom kompromitujące listy obcego dworu, a spiskowcy oskarżeni o zdradę interesów Rzplitej, ledwie z życiem uszli przed gniewem poruszonej braci szlacheckiej. Sam podskarbi Morsztyn ratował gardło ucieczką do Francji. Odpowiednie sumy podatków uch- walono i choć samo ich zebranie było czasochłonne, to mając w perspektywie ich napływ, Sobieski mógł ruszać z mobilizacją, pokrywając bieżące wydatki z własnej kiesy oraz obiecanych (i dostarczonych tym razem) subsydiów cesarskiego sojusznika. Można było zarządzać mobilizację pod Krakowem.  
(Cdn.)   
W. Werner-Wojnarowicz
 

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: