•   Wednesday, 06 Jul, 2022
  • Contact

“Czyja Polska?” – 4 czerwca 1992

WW Historia

W dziejach państw i narodów 30 lat to okres bardzo krótki, czasem wręcz epizod w dłuższych okresach stabilizacji. Znamy także konflikty, które trwały przez 30 lat lub dłużej. Z perspektywy jednostki czy generacji jednakże owe 30 lat to lwia część indywidualnego życia. To okres, w którym dojrzewamy, budujemy najważniejsze elementy kariery i realizujemy samych siebie. Dlatego dla ogromnej części tych z nas, którzy świadomie oglądają się wstecz, 30 lat to szmat czasu, w szczegółach ginący nam już często w pamięci.  

Mija 30 rocznica wydarzenia dramatycznego w naszej najnowszej historii, dużo bardziej nośnego w konsekwencje niż osławione “wolne wybory” z 4 czerwca 1989.  Plebiscyt w/s reformy PRL nie był wcale wolnymi wyborami ani też nie zmienił w istocie rzeczy prawdziwych – nie tych mitologizowanych określeniem “upadek komuny” - relacji sił na polskiej scenie politycznej oraz za jej kulisami. A za owymi kulisami odgrywał się właściwy spektakl - dramat politycznego “deal of the century” - parcelacji władzy i majątku narodowego, znacznej i znaczącej masy upadłościowej po kolonialnym tworze sowieckim – PRL.  Tworzył się polski “deep state”, który ponuro odciska się na dalszych losach Polski. W czerwcu 1992 roku zdetonuje sejmowy putcz.

30 lat temu obalono pierwszy prawdziwie niezależny rząd RP, wybrany w pierwszych, prawdziwie wolnych wyborach. “Nocna Zmia- na” ma swoją litaraturę i swoją legendę. Ale stosunkowo niewielie jest analiz idących poza sejmowy dramat. Dlatego też przedstwiam Państwu interesujący tekst, będący gospodarczą analizą minionych 30 lat od upadku rządu, który miał wizję państwa diametralnie różną od tej, jaką zrealizowano w ramach tzw. reform Balcerowicza. Tekst ten, autorstwa Dariusza M. Grabowskiego, ówczesnego doradcy Premiera Olszewskiego, publikowany został 3 czerwca w Rzeczpospolitej.  

WWW

***

30 lat temu, 4 czerwca 1992 roku premier Jan Olszewski w dramatycznym przemówieniu wygłoszonym w Sejmie zadał pytanie: „Czyja Polska?”. Pytał, jak przystało na męża stanu, wyraziciela marzeń i nadziei milionów Polaków, którzy po odzyskaniu wolności w 1989 roku chcieli budować wolną, sprawiedliwą i zasobną ojczyznę.

Zastanawiam się, jak dziś na to pytanie odpowiedzieliby młodzi ludzie z kredytem mieszkaniowym zadłużeni na 30 lat, chorzy czekający miesiącami na wizytę u specjalisty, emeryci wybierający między płaceniem za energię albo za leki czy właściciele firm bez szans na kredyt w polskich bankach. Przykłady można mnożyć. Jako jeden z najbliższych współpracowników Jana Olszewskie- go, przywołując tamto pytanie, mam świadomość, jak trudno jest wielu Polakom z różnych grup społecznych bezwarunkowo identyfikować się z Polską widzianą przez pryzmat urzędów, banków, szpitali czy sądów. Więc czyja jest dziś Polska? Należy głównie do tych, w których rękach jest władza ustawodawcza, wykonawcza, sądownicza, do których należą media i których własnością w dominującym stopniu jest kapitał finansowy, majątek narodowy i nieruchomości.

Władza ustawodawcza w Polsce w swej postawie, zachowaniach i decyzjach coraz bardziej oddala się od tych, którzy ją wybrali. Ordynacja wyborcza narzucona konstytucją z 1997 roku umożliwiła stopniowe ewoluowanie systemu politycznego w stronę partii wodzowskich. Dlatego realny wpływ obywateli na własny wybór to mrzonka. Przymioty osobiste, autorytet i dorobek zawodowy w oczach partyjnych wodzów nie mają żadnej wartości. Nie znajdziecie też wśród polityków „self made men’ów”, czyli ludzi, którzy własną pracą i inicjatywą odnieśli sukces materialny. W polskiej polityce obowiązuje leninowska zasada „mówimy partia, w domyśle – Lenin, mówimy Lenin, w domyśle – partia”. Bo najważniejsza jest lojalność wobec partyjnych wodzów nagradzana miejscami na listach wyborczych. (…)
Stosowane dziś metody sprawowania władzy nakazują rządzenie poprzez konflikty i podziały. (…)  Spory, nienawiść, niezdolność do merytorycznej dyskusji, konflikty – nawet w rodzinach – są na porządku dziennym. (…)

Tymczasem podstawową cechą sprawnej władzy ustawodawczej powinna być zdolność do ewolucji wraz ze zmianami społecznymi i gospodarczymi oraz do angażowania i uaktywniania środowisk pracowniczych, twórczych tak, by brały one odpowiedzialność za współrządzenie.  

Władza wykonawcza to rząd, ale przede wszystkim ogromna struktura urzędniczo-biurokratyczna. (…) O niesprawności władzy wykonawczej w Polsce najdobitniej świadczą dwa przykłady. Jeden to wykształcenie, kwalifikacje i osiągnięcia polityków, z których większość ma wykształcenie humanistyczne i nigdy nie prowadziła działalności na własny rachunek oraz nie ponosiła odpowiedzialności za podejmowane decyzje. (…)  

Siłą państw Europy Zachodniej są instytucje publiczne i kadra profesjonalnych urzędników o wysokich kwalifikacjach, odpowie- dzialnych i sprawnie kontrolowanych. U nas nisko wynagradzany urzędnik jest coraz bardziej obojętnym wykonawcą poleceń. Praca nie daje mu satysfakcji, perspektywy awansu są mizerne, nic nie motywuje go do sprawnego wykonywania obowiązków, podejmowania odważnych decyzji, unikania szkód z powodu zaniechania.

Niestety, perspektywy są ponure. (…)  Centralizację władzy uzasadnia tylko jedno – model państwa, gdzie władza wykonawcza chce poprzez rozdawnictwo środków finansowych uzyskać poparcie określonych grup społecznych. Czyni z tych grup „klientelę wy- borczą”.  

(…) Bez przekazania części uprawnień i kompetencji obecnej władzy wykonawczej strukturom samorządowym, bez utworzenia profesjonalnych mechanizmów kontroli podejmowanych decyzji i wydatkowanych środków Polska pogrążać się będzie w wew- nętrznych konfliktach, tracić szansę rozwojową. (…)

„Równość, wolność, własność – to prawa najpotrzebniejsze człowiekowi”. Tak pisał Stanisław Staszic. Ja mogę tylko dodać – to prawa najpotrzebniejsze narodowi. Zwłaszcza w kontekście pytania „Czyja Polska?”.  

Wywalczenie sobie przez Polaków „własności” to warunek konieczny trwania i rozwoju narodu oraz państwa. Trzeba stanowczo powiedzieć, że pierwszą rundę pojedynku o „własność” przegraliśmy. Po odzyskaniu niepodległości, na początku lat 90. na skutek obłędnej doktryny gospodarczej i rabunkowej prywatyzacji zlikwidowano bądź oddano kapitałowi zagranicznemu za bezcen ogromną część majątku narodowego. Dokumentację tych zjawisk przedstawiają w swych książkach prof. Witold Kieżun i Ryszard Ślązak.

Nie przeprowadzono równocześnie reprywatyzacji, co do dziś skutkuje anarchią i korupcją w stosunku do wielu nieruchomości, szczególnie w dużych miastach.

Staliśmy się społeczeństwem czerpiącym dochody głównie z pracy, a nie z kapitału. To efekt likwidacji instytutów i zaplecza naukowo-technicznego oraz braku polityki przemysłowej, która by wspierała rodzimą wy- nalazczość nagradzającą za patenty i technologie. By powstała polska klasa średnia, która osiąga dochody z pracy przewyższające wydatki na konsumpcję i przeznaczająca oszczędności na inwestowanie w akcje, obligacje i nieruchomości, potrzebna jest strategia gospodarcza budowy nowoczesnych działów przemysłu, informatyki i instytucji finansowych. (…)

Po 30 latach od pytania Jana Olszewskiego wydaje się, że marzenia i ideały premiera oraz jego współpracowników nawet w części nie zostały zrealizowane. Dominuje partyjno-biurokratyczny model sprawowania władzy szukający poparcia i uwiarygodnienia w za- granicznych strukturach politycznych oraz finansowych. W stosunku do rodaków w kraju prowadzona jest polityka przekupywania, uzależniania, przyzwyczajania do jałmużny, zamiast nagradzania za aktywność, inwencję i pracowitość. Nie bez przyczyny energiczni, wykształceni, młodzi Polacy emigrują, a struktura i perspektywy demograficzne narodu nastrajają pesymistycznie. Władza ustawodawcza realizuje cele polityczne nakreś- lone przez rząd kierujący się częściej sondażami niż strategią popartą rzetelną analizą. Sądownictwo wciąż nie spełnia społecznych oczekiwań, a media, podobnie jak politycy, toczą własną wojnę informacyjną.

Gdzieś w środku ktoś żyje, uczy się, pracuje lub korzysta z zasłużonej emerytury. Coś ma, do czegoś dąży, coś próbuje uratować. Zastanawiam się, ilu z tych Polaków na pytanie „Czyja Polska?” odpowiedziałoby: moja, nasza.

Dlatego właśnie dziś, po 30 latach trzeba powrócić do myślenia o przełomie polegającym na przebudowie ustroju państwa i włączeniu obywateli do realnego współrządzenia, a także realnej współodpowiedzialności za przyszłość.

dr. Dariusz Maciej Grabowski
Doradca ekonomiczny premiera
Jana Olszewskiego.

 

 

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: