Wojna z Iranem to zwycięstwo Chin

"Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!?" – to słynne pytanie z „Wesela” Wyspiańskiego jest w naszych czasach bardzo aktualne.

Dla naszych Szanownych Czytelniczek i Czytelników zamieszczam poniżej fragmenty najnowszej publikacji, pobranej z portalu Foreign Affairs, analizującej skutki wojny Donalda Trumpa z Iranem, z perspektywy glo- balnej (i regionalnej) rywalizacji chińsko-amerykańskiej. Niezależnie od wyniku negocjacji w Islamabadzie, wojna ta nie będzie osobistym triumfem Trumpa ani geopolitycznym sukcesem dla Ameryki (a czy dla Izraela, to czas pokaże). Natomiast już jawi się jako poważne osłabienie pozycji USA jako globalnego hegemona. Wygląda jednak na to, że głębokie zaniepokojenie, wyrażane przez doświadczonych analityków, politologów i doświadczonych dyplomatów, nie miało i nie ma  absolutnie żadnego wpływu na lobby wojenne, które zdaje się sprawować całkowitą kontrolę nad Białym Domem. Ciekawy materiał. Przyjemnej lektury.

W. Werner-Wojnarowicz

Wojna z Iranem to zwycięstwo Chin

Na spotkaniu z Xi w przyszłym miesiącu Trump będzie w defensywie.
Prezydent Donald Trump miał spotkać się ze swoim chińskim odpowiednikiem, Xi Jinpingiem, pod koniec marca, aby ustabilizować najważniejsze na świecie stosunki dwustronne. Jednak w obliczu płonącego Bliskie-go Wschodu, gwałtownego wzrostu cen energii i powrotu ciał amerykańskich żołnierzy do Stanów Zjednoczonych, Trump doszedł do wniosku, że wyjazd do Pekinu na prestiżowe spotkanie nie będzie dobrym pomysłem. 16 marca przełożył podróż na maj. Fakt, że nie przewidział tego zderzenia kryzysów, gdy pierwotnie zapowiadał szczyt – zaledwie osiem dni przed rozpoczęciem wojny z Iranem – obnaża niezdolność administracji do stawienia czoła licznym globalnym wyzwaniom, nawet tym, które sama stworzyła.
Administracja Trumpa wymieniała szereg celów wojny w Iranie, w tym zmianę reżimu i zniszczenie programu nuklearnego tego kraju. Niektórzy zwolennicy Trumpa argumentowali nawet, że bombardowanie Iranu pomoże Stanom Zjednoczonym w rywalizacji z Chinami. Matt Pottinger, który pełnił funkcję zastępcy doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w pierwszej kadencji Trumpa, stwierdził w wywiadzie dla Bloomberga, że ​​wojna z Iranem stanowi wyzwanie dla chińskiej „osi chaosu”, do której należą również Iran, Korea Północna i Rosja. Z kolei repub-likański senator i lojalny wobec Trumpa Lind- sey Graham powiedział w marcowym wywiadzie dla Fox News, że amerykańskie interwencje wojskowe w bogatych w ropę naf- tową Iranie i Wenezueli, które są przyjazne Pekinowi, były „koszmarem Chin”.
Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Pomimo polegania na imporcie energii przez Cieśninę Ormuz, Chiny zabezpieczyły się przed rychłymi przerwami w dostawach. Z powodu utknięcia armii USA na Bliskim Wschodzie, Chiny mają większą swobodę działania w Azji Wschodniej. W obliczu nieprzewidywalnych zachowań Trumpa i łamania prawa międzynarodowego Chiny mogą prezentować się jako odpowiedzialny mediator. (…).
Kiedy szczyt USA i Chin w końcu się odbędzie, Xi przystąpi do rozmów z istotną siłą nacisku. Podczas gdy Stany Zjednoczone roztrwoniły cenny kapitał wojskowy i polityczny na Bliskim Wschodzie, Chiny przygotowywały się do uzyskania tego, czego chcą przy stole negocjacyjnym. Niezdecydowany Trump mógłby wymienić cenne aktywa USA na krótkoterminowe korzyści handlowe, a nierówna umowa z największym rywalem Stanów Zjednoczonych mogłaby podważyć bezpieczeństwo i dobrobyt USA na całe dekady. (…)
Wojna Trumpa w Iranie odbyła się kosztem amerykańskiego parasola bezpieczeństwa w regionie Indo-Pacyfiku, co stanowiło okazję dla Pekinu. Stany Zjednoczone przetransportowały sprzęt z Azji Wschodniej na Bliski Wschód, w tym USS Abraham Lincoln, jeden z zaledwie pięciu amerykańskich lotniskowców na świecie będących w czynnej służbie, oraz potężne systemy obrony przeciwrakietowej. Wiele z tych baterii zostało przejętych z Korei Południowej, która przez lata zmagała się z agresywną presją ekonomiczną ze strony Chin w odwecie za gościnę amerykańskich systemów przeciwrakietowych, które miały trwale chronić kraj przed atakiem partnera Chin, Korei Północnej. Odzyskanie tych aktywów przez Stany Zjednoczone pomimo sprze- ciwu Seulu pokazało, jak mało Waszyngton przejmował się poświęceniami sojuszników – a jego gotowość do przekierowania kluczowych zasobów wysłała sygnał wszystkim partnerom USA w Azji, że region ten nie jest priorytetem. Nawet jeśli Stany Zjednoczone przeniosą kluczowe zasoby z powrotem na Indo-Pacyfik zaraz po zakończeniu wojny, to i tak ustanowiły precedens, że mogą one zos-tać wycofane w dowolnym momencie, a ar-mia amerykańska będzie potrzebowała lat, aby zastąpić amunicję wysłaną przeciwko Iranowi. Podnoszone kwestie amerykańskiej siły przetrwania już osłabiły odstraszanie zarówno wobec Korei Północnej, jak i Chin. (…)
(…) Chociaż Chiny nie mogą konkurować ze Stanami Zjednoczonymi pod względem zdolności produkcyjnych ropy naftowej, ich ogromne zapasy, szacowane obecnie na 1,4 miliarda baryłek, przyćmiewają wyczerpane Strategiczne Rezerwy Ropy Naftowej USA. Dla Chin może to stanowić uzupełnienie ponad sześciomiesięcznego całkowitego kryzysu w Cieśninie Ormuz. Nawet jeśli chińskie dostawy energii miałyby zostać jeszcze bardziej nadwyrężone, kraj ten ma inne możliwości, takie jak zakup większej ilości rosyjskiej ropy. (…).
W Stanach Zjednoczonych wzrost produkcji ropy naftowej może również pomóc w ochronie kraju przed najgorszymi konsek-wencjami globalnego niedoboru energii, ale amerykańscy konsumenci nadal są narażeni na zakłócenia na międzynarodowym rynku ropy naftowej. Ze względu na globalny charakter rynku ropy naftowej, zmniejszenie podaży ropy w dowolnym miejscu na świecie oznacza wzrost cen wszędzie, w tym w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, w przeciwieństwie do chińskich przywódców, administracja Trumpa starała się sabotować krajowe dążenie do przejścia na alternatywne źródła energii, pozostawiając amerykańskie gospodarstwa domowe na łasce wahań cen.
(…) Interwencja wojskowa USA w Iranie, podobnie jak ta w Wenezueli, nie pomoże Stanom Zjednoczonym w rywalizacji z Chinami poprzez izolację Pekinu od tych dwóch rzekomych partnerów. Chiny to najlepszy przyjaciel na każdą okazję. Są niezwykle transakcyjne i nie poświęcą swoich podstawowych interesów, by ratować Teheran czy Caracas. Jeśli celem jest osłabienie Pekinu, operacje USA w Iranie i Wenezueli przynoszą znikomy, jeśli nie zerowy, zwrot z inwestycji, służąc jedynie uszczupleniu zasobów USA, nadszarpnięciu reputacji Stanów Zjednoczonych i wzrostowi cen paliw.
Impulsywny militaryzm Trumpa osłabił wręcz pozycję Stanów Zjednoczonych względem Chin. Doprowadził do irańskich ataków na kraje Zatoki Perskiej, wbijając klin między Waszyngton a niektórych z jego najbliższych partnerów w regionie. Jest mało prawdopodobne, aby rządy te całkowicie porzuciły Stany Zjednoczone w nadchodzących latach. Jednak w miarę jak wiarygodność USA maleje, kraje Zatoki Perskiej będą coraz częściej rozgrywać supermocarstwa przeciwko sobie. Przykładowo Zjednoczone Emiraty Arabskie zacieśniły współpracę z chińską armią od czasu pierwszej kadencji Trumpa, mimo że na ich terytorium znajdują się bazy amerykańskie. Chiny nie muszą zastępować Stanów Zjednoczonych w roli dostawcy bezpieczeństwa, aby skorzystać na pogarszających się relacjach Waszyngtonu ze stolicami państw Zatoki Perskiej. Wystarczy, że Pekin będzie po prostu przewidywalnym partnerem. Gdy tylko ucich- nie kurz w Iranie i krajach Zatoki Perskiej, Pekin prawdopodobnie zaangażuje się w odbudowę zniszczonych portów lub obiektów energetycznych oraz długoterminowe inwestycje w infrastrukturę. Rezultatem będzie prawdopodobnie bardziej transakcyjny Bliski Wschód, mniej zależny od Stanów Zjednoczonych i bardziej skłonny do współpracy z Chinami. Mówiąc prościej, Pekin może osiągnąć to, o co Stany Zjednoczone zabiegają od dawna: znaczący wpływ na Bliskim Wschodzie za rozsądne koszty.
(…) Pomimo hasła Trumpa „Ameryka na pierwszym miejscu”, impulsywna wojna z Iranem była mistrzowskim przykładem stawiania Ameryki na ostatnim miejscu. Z powodu swojej pychy Stany Zjednoczone znala- zły się w kolejnym bagnie bez strategii wyjścia. Administracja Trumpa zamieniła bezpieczeństwo narodowe na krótkotrwały pokaz siły militarnej i teraz żąda od amerykańskiej opinii publicznej zapłaty rachunku. Prawdziwym zwycięzcą tego konfliktu, którego moż-na było uniknąć, nie będzie Waszyngton ani Teheran, lecz Pekin.
Jak trafnie zauważyła Zongyuan Zoe Liu w „Foreign Affairs”, Chiny cenią stabilność i nie chcą przejmować każdej roli, którą Stany Zjednoczone pełniły przez dekady, takiej jak bycie policjantem Bliskiego Wschodu. Mimo to Chiny mogą zyskać więcej niż stracić na tej wojnie. W miarę jak Stany Zjednoczone tracą koncentrację, alienują swoich sojuszników i tworzą luki w globalnym przywództwie, Pekin może poprawić swoją pozycję, po prostu pozostając bardziej przewidywalnym aktorem w coraz bardziej nieprzewidywalnym świecie. Przed przełożonym szczytem Trump-Xi Chiny prawdopodobnie zastawiają pułapkę na administrację Trumpa. Według Bloomberga, Xi może przedstawić zobowiązanie do zakupu 500 samolotów Boeing jako prestiżowe zwycięstwo gospodarcze Trumpa, który pragnie wszystkiego, co może przedstawić jako zwycięstwo. W zamian Xi mógłby wymusić na Trumpie istotne ustępstwa, takie jak złagodzenie ograniczeń w eksporcie zaawansowanych amerykańskich technologii, w tym układów scalonych AI i turbin odrzutowych. Taka umowa byłaby katastrofalna dla Stanów Zjednoczonych. Chiny zyskałyby narzędzia, które pozwolą im stać się bardziej niezależnymi w perspektywie długoterminowej; Stany Zjednoczone zarobiłyby szybki zysk. Chiny mogłyby nawet wycofać się z zamówienia na samoloty, którego realizacja zajęłaby lata.
W miarę jak Stany Zjednoczone przyspieszają swój upadek, Chiny przyspieszają swoją technologiczną samowystarczalność, budują siłę militarną i unowocześniają swoją politykę przemysłową. Ich ostatecznym celem jest tzw. odrodzenie narodowe. Kiedy Trump w końcu wyląduje w Pekinie, będzie reprezentował Stany Zjednoczone z pozycji słabości. Zmierzy się z potężnym odpowiednikiem w osobie Xi, który od lat przygotowuje się na ten właśnie moment nadużycia władzy przez USA. Czas, aby Stany Zjednoczone przestały toczyć wojny, które Chiny chcą, aby toczyły, i zamiast tego skupiły się na swoim największym rywalu: Chinach.

Andrew P. Miller i Michael Clark
www.ForeignAffairs, 17 kwietnia 2026 r.
ANDREW P. MILLER jest starszym pracownikiem naukowym ds. bezpieczeństwa narodowego i polityki międzynarodowej w Centrum Postępu Amerykańskiego. Był zastępcą asystenta sekretarza stanu ds. stosunków izraelsko-palestyńskich w administracji Bidena oraz dyrektorem ds. wojskowych Egiptu i Izraela w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego w administracji Obamy.
MICHAEL CLARK jest adiunktem ds. bezpieczeństwa narodowego i polityki międzynarodowej w Centrum Postępu Amerykańskiego.

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: