Jak zawieszenie broni może doprowadzić do katastrofy

Nie będzie końca wojny z Iranem. Rozmowy w Islamabadzie potwierdziły, iż obie strony są nie tylko dalekie od porozumienia, ale zdeterminowane do kontynuacji wojny. Zdaniem ekspertów, awantura w jaką naiwnie dał się wciągnąć Donald Trump skutkuje poważnymi konsekwencjami dla pozycji i globalnej siły USA. Jak uczy historia, żadna kampania powietrzna nie skutkuje obaleniem reżymu, a taki był - poczatkowo i oficjalnie - cel operacji Trumpa. Co dalej? Piszę, ‘cel Trumpa’, bo celem polityki premiera Izraela, Netanyahu od dekad jest zniszczenie wszystkich sąsiadów , aby umożliwić mu realizację projektu “ Wielkiego Izraela” i hegemonii w całym regionie. Iran był ostatnią i najważniejszą pozycją na liście "krajów do obalenia" jaką swego czasu upublicznił gen. Clark, były dowódca NATO. Dziś widać to wyraźnie, kiedy poza niszczeniem Iranu, Izrael dokonuje inwazji Libanu i Syrii, docelowo tworząc warunki do inkorporacji tak zwanych  “stref bez-pieczeństwa”.
Poniżej przedstawiam Państwu obszerne fragmenty krótkiej, historycznej analizy polityki USA wobec Iraku (i Iranu) z portalu Foreign Affairs. Wnioski z irackiej katastrofy dla obecnych perspektyw pokoju w regionie są dosyć ponure. Obaj historycy koncentrują się na amerykańskiej niezdolności do rozwiązań kompromisowych, oraz brakiem generalnej strategii, co skutkuje politycznym chaosem, nie mowiąc o ludzkiej tragedii. Czy podobnie zakończy się obecne zwarcie? O tym, że Donald Trump wszedł we własną "trzydniową operację" bez pojęcia o jej strategicznych uwarunkowaniach, nikt już nawet nie dyskutuje. Wszedł, bo najwyraźniej "musiał"!
Przy okazji, w tekście zwraca uwagę pomijanie roli Izraela w konflikcie z Irakiem. A wszak właśnie wtedy premier Netanyahu obiecywał, ba - gwarantowal na forum ONZ - iż jezeli usuniety zostanie Saddam Hussain, to cały region stanie się oaza spokoju i stabilności. Dziś wezwania  ludnosci Iranu do rewolty przypominaja te kierowane do Irakijczyków, którzy załacili krwawo za naiwna wiarę w pomoc Ameryki. Irańczycy, nawet ci opozycyjni wobec reżymu, usłyszeli już jednak od Donalda Trumpa zapowiedź zniszczenia ich całej cywilizacji, więc złudzeń mieć nie powinni. Zapraszam do lektury tego ciekawego tekstu.

W. Werner-Wojnarowicz

Jak zawieszenie broni może doprowadzić do katastrofy

Lekcje z pierwszej wojny w Zatoce Perskiej dotyczące tego, co robić – a czego nie – w Iranie.
Ledwie Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły wspólną wojnę z Iranem, obserwatorzy zaczęli przywoływać znaną historyczną analogię: ta bliskowschodnia interwencja była echem pamiętnej inwazji USA na Irak w 2003 roku. Podobnie jak w 2003 roku, Waszyngton rozpoczął wojnę z wyboru przeciwko długoletniemu przeciwnikowi w Zatoce Perskiej, mając jawny cel obalenia jego reżimu. Ale na razie, przynajmniej, na tym paralela się kończy. Do czasu zawieszenia broni ogłoszonego 7 kwietnia, Stany Zjednoczone ograniczały swoje działania przeciwko Iranowi głównie do przestrzeni powietrznej i morskiej. Prezydent Donald Trump najwyraźniej zrozumiał, że zakrojona na szeroką skalę inwazja lądowa – nie wspominając o pełnoprawnej okupacji wojskowej – doprowadziłaby do kolejnego niekończącego się uwikłania za granicą i politycznego zawirowania w kraju. Jeśli z niepowodzeń Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie można wyciągnąć jakieś wnioski, decydenci polityczni powinni sięgnąć pamięcią dalej, do kolejnej wojny w Iraku: operacji „Pustynna Burza”, prowadzonej przez USA kampanii z początku 1991 roku, mającej na celu wyzwolenie Kuwejtu spod okupacji irackiej. Wówczas Stany Zjednoczone odniosły jedno z naj- bardziej decydujących zwycięstw militarnych w historii nowożytnej, tylko po to, by wpaść w pułapkę, którą same stworzyły na dekadę. Waszyngton zniszczył armię prezydenta Iraku Saddama Husajna, ale pozostawił jego reżim u władzy. Prezydent USA George H.W. Bush zachęcał do rebelii, ale nie udzielił jej wsparcia. Bush i jego następca, Bill Clinton, żądali od Iraku likwidacji programu nuklearnego, ale odmówili pojednania z Bagdadem – nawet je-śli kraj ten spełnił żądania Waszyngtonu.
Problemem nie był wynik wojny, lecz brak zbieżności polityki ze strategią. W latach 1991–2003 żaden prezydent USA nie chciał pogodzić się z reżimem Saddama Husajna, ale nie miał też realnego planu jego obalenia. Rezultatem było 12 lat tlącego się konfliktu, w którym siły amerykańskie przejęły rolę policji regionalnej. Brutalne wysiłki Waszyngtonu mające na celu powstrzymanie Iraku zraziły zarówno sojuszników, jak i przeciwników w latach 90., stopniowo osłabiając międzynarodowe poparcie dla samej polityki powstrzymywania. W kraju impas wywołał narastającą presję międzypartyjną na zmianę reżimu w Bagdadzie, co ostatecznie doprowadziło do feralnej decyzji prezydenta George’a W. Busha o inwazji i okupacji Iraku w 2003 roku.
Stany Zjednoczone ryzykują konfrontację z podobnym scenariuszem w Iranie. Amerykańscy urzędnicy całkowicie wycofali się z rozmów o obaleniu Republiki Islamskiej, co jest retorycznym zwrotem akcji sformalizowanym warunkami nowego zawieszenia broni. Dalsze negocjacje niezbędne do rzeczywistego zakończenia wojny prawdopodobnie doprowadzą do politycznego porozumienia, które pozostawi reżim u władzy. (…) Próby powstrzymania Iranu, podobnie jak Stany Zjednoczone w latach 90. XX wieku w Iraku, nieuchronnie doprowadzą do powtarzających się konfrontacji, które sparaliżują siły amerykańskie i zaszkodzą gospodarce międzynarodowej, pod- ważając nikłe poparcie międzynarodowe dla polityki USA w regionie. Zamiast tego Waszyngton powinien zaoferować Teheranowi drogę do normalizacji dyplomatycznej i gospodarczej w zamian za spełnienie jasno określonych żądań, w tym rezygnacji z broni ma- sowego rażenia, ograniczenia programu rakietowego i zaprzestania wspierania terrorystycznych sojuszników.
Krytycznym błędem, jaki popełnili Bush i Clinton w latach 90., było to, że nie pogodzili się z reżimem Saddama Husajna, nawet po tym, jak spełnił on amerykańskie żądania. Jeśli Stany Zjednoczone mają uniknąć powtórzenia błędów z przeszłości, ich największym wyzwaniem będzie nie wykorzystanie siły militarnej, ale nauczenie się życia z porozu- mieniem, które pozostawi reżim irański u władzy.
(…) Bush posunął się nawet do wezwania narodu irackiego do „wzięcia spraw w swoje ręce i zmuszenia Saddama Husajna, dyktatora, do ustąpienia”. Jak się okazało, Irakijczycy rzeczywiście zbuntowali się, wierząc w poparcie Stanów Zjednoczonych. Począwszy od marca 1991 roku, powstania ludowe ogarnęły przeważnie szyickie południe i kurdyjską północ. Jednak siły amerykańskie stały z boku, gdy resztki sił bezpieczeństwa Saddama dokonały masakry od 30 000 do 60 000 szyitów i około 20 000 Kurdów. Pod narastającą presją krajową i międzynarodową, by pomóc Kurdom, Bush zainicjował serię improwizowanych działań, w tym ustanowienie strefy zakazu lotów nad północną przestrzenią powietrzną Iraku w kwietniu 1991 roku. Chociaż pierwotnie pomyślana jako środek tymczasowy, mający zapewnić osłonę personelowi USA dostarczającemu pomoc humanitarną Kurdom, strefa zakazu lotów miała pozostać na stałe i została następnie rozszerzona na południowy Irak w sierpniu 1992 roku. Utrzymując bezterminową kontrolę nad iracką przestrzenią powietrzną, Stany Zjednoczone przyjęły na sie- bie odpowiedzialność za powstrzymanie Saddama Husajna bez jego obalenia – podejście to wymagało ciągłego egzekwowania, okresowej eskalacji i stałej obecności wojskowej w regionie. To, co zaczęło się jako próba uniknięcia głębszego zaangażowania USA w Iraku, zamiast tego je utrwaliło.

(…)
Rosnąca obecność zbrojna USA w regionie stworzyła osobny zestaw problemów. Być może najbardziej znana była reakcja islamistów, która doprowadziła przywódcę Al-Kaidy Osamę bin Ladena do ogłoszenia dżihadu przeciwko Stanom Zjednoczonym w 1996 roku. (…) Niemniej jednak administracja Clintona w dalszym ciągu trzymała się fantazji o zmianie reżimu na odległość, bez wzglę-du na koszty.

(…)
Stany Zjednoczone stoją teraz przed podo-bnym wyborem w Iranie. Niezależnie od przebiegu negocjacji w nadchodzących tygod- niach, obecna wojna najprawdopodobniej zakończy się osłabieniem, ale nienaruszonym Islamskiej Republiki. (…) administracja Trumpa musi zrobić to, czego nie zrobiliby prezydenci w latach 90.: znaleźć sposób na współżycie z obecnym rządem przeciwnika, jakkolwiek nikczemnym by on nie był.
Trump musi być gotowy przyjąć „tak” z Teheranu. Umowa, która ostatecznie zakończy wojnę, prawdopodobnie będzie przypominać logikę porozumienia z 1991 roku: w zamian za złagodzenie sankcji Iran zgodziłby się na likwidację swojego programu nuklearnego, ograniczenie rozwoju broni i zaprzestanie wspie- rania państw-sług, a także na ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz. Trump będzie musiał jasno dać do zrozumienia Amerykanom i sojusznikom, że jeśli Iran spełni jego żądania, Waszyngton będzie pracował nad budowaniem zaufania i zaoferuje Teheranowi drogę do normalizacji. Politycznie byłoby to z pewnością trudne do sprzedania. W latach 90. Bush i Clinton wpakowali się w polityczny kozi róg. „Gdybym nie był ograniczany przez prasę, chwyciłbym za telefon i zadzwonił do tego sukinsyna” – powiedział Clinton szczerze brytyjskiemu premierowi Tony’emu Blairowi w 1998 roku. „Ale to bardzo trudna decyzja w Ameryce. Nie mogę tego zrobić”. Trump będzie musiał zainwestować kapitał polityczny i dyplomatyczny, aby przekonać tych w kraju i za granicą, którzy zadowolą się jedynie zmianą reżimu. Jeśli w nieprzewidywalności Trumpa jest jakaś pozytywna strona, to jest nią jego niezwykła skłonność do zajmowania niepopularnych stanowisk, gdy uzna je za konieczne. Daje mu to przewagę w omijaniu ograniczeń politycznych, które uniemożliwiły Bushowi i Clintonowi wynegocjowanie dyplomatycznego zejścia z Saddamem. Którąkolwiek drogą wybiorą, Stany Zjednoczone staną w obliczu poważnych wyzwań. Nawet u szczytu swojej potęgi po zakończeniu zimnej wojny Waszyngton nie zdołał przełożyć decydującej wojny z Irakiem na długotrwały pokój i stabilizację w regionie. Być może najważniejszą różnicą między rokiem 1991 a dniem dzisiejszym jest to, że Stany Zjednoczone nie cieszą się już statusem jedynego supermocarstwa na świecie. Długotrwała kampania na rzecz powstrzymania Iranu po tej wojnie obnażyłaby granice potęgi Stanów Zjednoczonych w epoce coraz bardziej definiowanej przez zdolność przyjaciół i wrogów do jej kwestionowania. Aby uniknąć powtórzenia katastrof, jakie nastąpiły po błędnej polityce wobec Iraku, Trump musi być gotowy zro- bić to, na co nie mogli sobie pozwolić przywódcy w latach 90.: przyjąć odpowiedź „tak” nawet od najbardziej niesympatycznego wroga.

Daniel Chardell
Samuel Helfont

DANIEL CHARDELL jest Postdoctoral Fellow w Clements Center for National Security na Uniwersity of Texas w Austin.
SAMUEL HELFONT jest profesorem nadzwyczajnym w programie Naval War College w Szkole Podyplomowej Marynarki Wojennej i członkiem wizytującym w Instytucie Hoovera. Jest autorem książki “Irak przeciwko światu: Saddam, Ameryka i porządek postzimnowojenny.”
https://www.foreignaffairs.com/iran/how-cease-fire-can-lead-disaster?, April 9, 2026

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: