Czy jesteś zły?

Sadysta nie zawsze ma twarz psychopatycznego mordercy. Skłonności do okrucieństwa drzemią w większości z nas…

Zabawmy się w skojarzenia. Ktoś wypowiada słowo: „sadysta”. Jaka będzie twoja odpowiedź? Hannibal Lecter? Markiz de Sade?

Tymczasem – zamiast przywoływać autentyczne lub fikcyjne osoby, które “wsławiły się” wyjątkowym okrucieństwem lub praktykowaniem seksualnych dewiacji – równie dobrze możesz wskazać kolegę z firmy siedzącego dwa biurka dalej. Zwłaszcza, jeśli w porze lunchu z upodobaniem rozłupuje on czaszki bohaterów gier wideo.

Ludzie, którzy znajdują przyjemność w zadawaniu innym chociażby umiarkowanego bólu, żyją wśród nas. Przykłady? Złośliwe nastolatki, które będą prześladować koleżankę z klasy tak długo, aż targnie się ona na swoje życie. Albo wykładowca, który ze złowrogim uśmieszkiem na ustach znęca się nad udręczonym studentem, wiercącym się niespokojnie na swoim krześle.

Profesor psychologii Delroy L. Paulhus z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej nazywa takie osoby “codziennymi sadystami”.

Sadyzm nasz powszedni

– To cały wachlarz postaw – mówi. – “Codziennym sadystą” może być zawodnik drużyny, której kibicujesz – ot, chociażby ho- keista – który podczas meczu masakruje gracza drużyny przeciwnej przy głośnym aplauzie wstającej z krzeseł, szczytującej publiczności. Radość demonstrowana przez tych ludzi to też “codzienny sadyzm”. Przejawem “codziennego sadyzmu” jest także zemsta (w odczuciu mściciela, jak najbardziej sprawiedliwa) czy schadenfreude – satysfakcja czerpana z cudzego nieszczęścia.

A jednak zaakceptowanie faktu, że na swojej drodze regularnie napotykamy sadystów, budzi w nas niepokój – uważa Scott O. Lilienfield, profesor psychologii z Uniwersytetu Emory, zajmujący się w swojej pracy  naukowej zaburzeniami osobowości. – Wolimy trwać w przekonaniu, że sadyści to odrębna grupa społeczeństwa – mówi.

Sadyzm pozostaje zaburzeniem wciąż w dużej mierze niepoznanym, ponieważ wszelkie naukowe eksperymenty, które trzeba by przeprowadzić w ramach stosownych badań, budzą wątpliwości natury moralnej i etycznej. “Rekrutowanie” uczestników takich badań to kolejny problem.

Definicja okrucieństwa

We wrześniowym numerze czasopisma “Psychological Science” prof. Paulhus i jego współpracownicy zamieścili kwestionariusz i opis eksperymentów, które miałyby zidentyfikować “szarych osobników” przejawiających skłonności do rozkoszowania się cierpieniem osób trzecich.

Na początku naukowcy zaprosili 71 studentów psychologii do udziału w eksperymencie przygotowawczym. Studentom powiedziano, że badanie, w którym będą uczestniczyć, ma pomóc w poznaniu mechanizmów osobowości odpowiadających za “gotowość do pracy w trudnych warunkach”. Następnie studentów poproszono o wskazanie jednego zawodu-zadania, którego byliby skłonni się podjąć. Uczestnicy dokonywali wyboru spośród następujących czynności: zabijanie insektów (praca wyszkolonego eksterminatora szkodników), asystowanie ekstermi- natorowi szkodników, czyszczenie toalet (sprzątacz, sprzątaczka), czasowe przebywanie w lodowatej wodzie (dowolna praca wymagająca znoszenia niskich temperatur).

Niemal 53 procent uczestników eksperymentu wybrało zajęcie eksterminatora szkodników lub jego pomocnika (34 procent wskazało na czyszczenie toalet, a 13 procent było gotowych sprawdzić swoją odporność na ekstremalnie niskie temperatury). W każdej grupie obie płcie reprezentowane były mniej więcej w takim samym stopniu.

Studentom, którzy wybrali zawód “eksterminatora”, wręczono następnie po trzy kubeczki, w których znajdowały się żywe kulanki pospolite. Każdej trójce insektów nadano imiona – Muffin, Ike i Tootsie – by tym samym “uczłowieczyć” je w oczach ich przyszłych zabójców. Każdy z “eksterminatorów” miał za zadanie wrzucić insekty do specjalnie zmodyfikowanego młynka do kawy, zamknąć wieczko, nacisnąć przycisk – i unicestwić szkodnika (czytelników uspokajamy: młynki były wyposażone w specjalny mechanizm, dzięki któremu każdy robak ocalał, chociaż po naciśnięciu przycisku słychać było chrzęszczący odgłos miażdżenia zawartości młynka).

Część “eksterminatorów” odmówiła dalszego wykonywania zadania po “zlikwidowaniu” jednej lub dwóch kulanek. Byli jednak i tacy, którzy po “zgładzeniu” całej trójki poprosili o dostarczenie im kolejnych ofiar.

Po zakończeniu tej procedury uczestnicy eksperymentu wypełniali kwestionariusz, oceniając odczucia, jakie wywoływały w nich wykonywane “zadania”. “Eksterminatorzy”, którzy sumiennie zlikwidowali wszystkie wręczone im insekty, uzyskali najwięcej punktów, co oznaczało, że ich satysfakcja znacznie przewyższała satysfakcję odczuwaną przez tych studentów, którzy nie ukończyli zadania albo wybrali asystowanie “eksterminatorom”.

“Mroczna triada”

Kolejny eksperyment, jakiemu poddano studentów, miał sprawdzić, jak daleko jest w stanie posunąć się osoba chcąca zadać cierpienie niewinnej ofierze.

Jeszcze w 2002 r. Paulhus i jego współpracownicy stworzyli pojęcie “mrocznej triady”: zespołu cech obejmującego narcyzm, psychopatię i makiawelizm (w psychologii polegający na braku uczuć wyższych i instrumentalnym traktowaniu innych). Co ciekawe, cechy te często spotykane są u osób, które bynajmniej nie odsiadują wyroków więzienia ani nie uczestniczą w żadnej terapii.

– Dokonaliśmy po prostu opisu tych cech osobowości, które osoby postronne opisują zazwyczaj jako nieznośne czy nieprzyjemne zachowania – wyjaśnia prof. Paulus, który za cel postawił sobie zbadanie, czy “codzienny sadyzm” powinno dodać się do “mrocznej triady”, tym samym przekształcając ją w “tetradę”. – Psychopata nie dba o to, czy krzywdzi drugiego człowieka, dążąc do celu. Ale sadysta będzie aktywnie szukał sposobności do wyrządzania krzywdy innym – i przedłużał zadawanie cierpienia dla własnej przyjemności.

Z badań wynika również, że sadyści zadają cierpienie nawet wtedy, jeśli nie zostali do tego w żaden sposób sprowokowani; także kiedy muszą poświęcić na to czas i siły. Ich jedyną nagrodą jest przyjemność płynąca z wyrządzania krzywdy. Prof. Paulhus chciał sprawdzić, czy za pomocą odpowiedniego zestawu pytań w kwestionariuszu można przewidzieć, którzy uczestnicy eksperymentu skłonią się ku zachowaniom mającym znamiona sadyzmu.

71 studentów psychologii poproszono tym razem o subiektywną ocenę sformułowań dotyczących cech składających się na “mroczną triadę”. W kwestionariuszu znalazły się zdania w rodzaju: “Czerpię radość z wyrządzania przykrości innym”, “Lubię śmiać się przegranym prosto w twarz” czy “W wyścigach samochodowych najfajniejsze są kraksy”.

Następnie uczestnicy eksperymentu grali w prostą grę komputerową, rywalizując z fikcyjnym (o czym, rzecz jasna, nie wiedzieli) graczem rzekomo znajdującym się w drugim pomieszczeniu. W przypadku wygranej mieli prawo “ukarać” przeciwnika sygnałem dźwiękowym o wybranej mocy, w skali od  0 do 10 (…). Połowa z nich musiała jednak wstrzymać się z wymierzeniem kary – wcześniej dostawała bowiem do wykonania zadanie polegające na liczeniu liter w pozbawionym sensu tekście.

Gdzie bije źródło zła?

W trakcie eksperymentu okazało się, że osoby, które wypełniły kwestionariusz w sposób wskazujący na wysokie predyspozycje do sadyzmu, wykonywały to dziwaczne zadanie chętniej i szybciej, byleby tylko móc wywołać dyskomfort u nie istniejącego pokonanego gracza. Osoby zaklasyfikowane jako “narcystyczne” lub “makiaweliczne” nie przejawiały takich chęci.

Zdaniem prof. Paulhusa, eksperyment ten pokazuje, że “codzienny sadyzm” charakteryzuje zespół wyraźnie dających się odróżnić cech. Jednocześnie zauważa on ciekawe zjawisko: – Wróćmy do naszego hokeisty poturbowanego przez agresywnego zawodnika. Kiedy jest on znoszony na noszach, ale daje widzom znak ręką, że wszystko z nim w porządku, publiczność bije mu brawo i wznosi radosne okrzyki. Oznacza to, że nie są oni zupełnie pozbawieni empatii. – Zdaniem profesora, o tym, czy ktoś jest “codziennym sadystą”, nie stanowi wyłącznie suma cech świadczących o skłonnościach do okrucieństwa.

Prof. Lilienfeld przyznaje, że takich osób w społeczeństwie nie brakuje – ale też zaznacza, że dowiedzenie powszechności zachowań, które można opisać jako “umiarkowany stopień okrucieństwa”, nie jest równoznaczne z udzieleniem odpowiedzi na pytanie, które od dawna nurtuje naukowców. – Wciąż nie wiemy, co sprawia, że pewne osoby są po prostu chronicznie złośliwe wobec innych.

Jan Hoffman