Annus Horribillis 2020 – Rok Pandemii 

“May the father of all mercies scatter light, and not darkness,

upon our paths, and make us in all our several vocations useful here,

and in His own due time and way everlastingly happy.”

 

George Washington (1790)

Annus Horribillis 2020 – Rok Pandemii

Kończę mijający rok Noworocznymi Życzeniami z innej epoki, kiedy istniała jeszcze wiara w niewzruszone punkty odniesienia, a podstawą oceny ludzkiego życia była użyteczność wobec wspólnoty. 

Dziś już sam język powyższych życzeń byłyby odebrany jako, po pierwsze: anachroniczny, a po drugie: obraźliwy na tak wielu poziomach, że jakakolwiek nawet próba przeredagowania tekstu w polityczno poprawnej formie jest niemożliwa.

W mijającym roku 2020 Pandemia Covid-19 wstrząsnęła naszą cywilizacją. Nie stanowiąc przyczyny kryzysu gospodarczego czy politycznego, ujawniła jednakże rozmaite nurty i procesy drążące współczesną kulturę i cywilizację (używając niemieckiego rozgraniczenia tych pojęć, tożsamych w angielskim). Poddajemy się pod presją zagrożenia wirusem elektronicznym formom komunikacji i nadzoru, ograniczeniom swobody poruszania, izolacji, likwidacji wszelkich barier chroniących naszą prywatność ze zrozumieniem potrzeby chwili. Ale poddajemy się im także bez refleksji, bez debaty, a to już stanowi symptom naszej kondycji cywilizacyjnej.   

•••

Wszelkie daty, rozgraniczające epoki, są umowne. Procesy dziejowe trwają dekadami, cywilizacyjne imperia wznoszą się gwałtownie i trwają pozornie wiecznie, a sygnały ich powolnego upadku są długo niezauważalne dla współczesnych. Rzymskie monety czasów Romulusa Augustulusa sławiły „Wieczną“ Romę, choć z jej potęgi pozostały już wówczas strzępy. I nie chodziło tylko o zewnętrzne jej oznaki, lecz o stan ducha potomków Katonów, Cezara Augusta czy Trajana.

Każdy „Rzym“ upada wtedy, kiedy wypala się twórcza zdolność żywiołu, wola parcia ku realizacji celów, wiara w misję. Ta ‚misja‘ motywowała budowniczych katedr, Kolumba, Magellana, Michała Anioła, Mozarta i Bacha. Jej służyli Cecil Rhodes i Rockefeller. Asertywność ustępuje miejsca intelektualnemu zagubieniu, pewność zwątpieniu, oryginalność zastępuje (czasem może mistrzowską) powtarzalność. Tak diagnozował stan zmierzchu – „der untergang“ – “Zachodu” prawie równo sto lat temu (1918/1922) przenikliwy pisarz niemiecki, Oswald Spengler, kreśląc wzór wzrostu i upadku wielkich cywilizacji. Brytyjski historyk AJP Taylor wskazywał na wielorodność ustępującą miejsca standaryzacji i uniformizacji społeczeństw jako znak stagnacji i wchodzenia w fazę schyłkową wielkich formacji. Spełnienie wizji Aldousa Huxley’a, przerażającą w swej logicznej perfekcji naukowego zarządzania społeczeństwem, obserwujemy dziś wokół nas.

Analitycy zajmujący się wpływem rewolucji informatycznej na współczesny rozwój społeczeństw używają pojęcia „wielkiej dyspersji – rozproszenia“ np. w relacjach producenta z konsumentem, a także w komunikacji społecznej. „Zamykanie“ nas i kierowanie coraz większych obszarów naszej aktywności w przestrzeń internetu.

Tegoroczne amerykańskie (ale i polskie) wybory prezydenckie potwierdziły jedynie oczywisty fakt. Debata publiczna, jak autentyczna wymiana argumentów, nie istnieje. Nie ma partnerów, jest tylko identyfikacja: „Friend or Foe“! Nie ma żadnej mitycznej wspólnoty, są pozbawieni godności, wrogowie ‚prawdy‘ lub ‚postępu‘. Ruch „Black lives matter“ ukazał ukrytą pod hasłem – zasadnego! – moralnego oburzenia na rasizm, linię rewolucyjnej konfrontacji neomarksizmu ze skorodowaną demokracją kapitalizmu. Kamala Harris i Amy Coney Barrett to dwie twarze współczesnej Ameryki, skazanej na konflikt. Samo stawianie pytań o możliwość ‚civil war‘ w Ameryce AD 2020 jest alarmującą oceną sytuacji. Rozwój sytuacji nad Potomakiem śledzą zaś z oddali – po raz pierwszy w swych dziejach – globalnie asertywne Chiny, które wychodzą z Pandemii Covid-19 mocniejsze niż kiedykolwiek.

•••

Rok 2020 miał być rokiem imponujących obchodów Stulecia Bitwy Warszawskiej. Miał być okazją do dumnej demonstracji naszej woli przetrwania, zdolności narodowej mobilizacji, triumfu Stalowej Siły Woli. Tymczasem pandemia zmarginalizowała obchody, odebrała im szansę na międzynarodowy wydźwięk. Ukazała też słabość ekipy, która mając 5 lat na spokojne planowanie, nie stworzyła nic godnego uwagi. Rocznica 500-lecia Grunwaldu pozostawiła potomnym Pomnik Grunwaldzki w Krakowie, pod zaborem! Na setną rocznicę najważniejszej batalii Odrodzonej RP nie stworzono w zasadzie nic. Nie ma zapowiadanego Łuku Triumfalnego, nie ma nawet godnego pomnika w Stolicy. Może i lepiej, patrząc na dominację przerażającego kiczu ostatnich lat.

Mijający rok 2020 będzie natomiast datą oznaczającą upadek hierarchii Kościoła Katolickiego w Polsce. Efekt skandalu homo-pedofilskiego drążyć będzie fundamenty gmachu, który zdawał się wyłaniać nienaruszalny z dziejowych zmagań z totalitaryzmami. Znaki zapytania o postawę zarządców Watykanu wobec przestępstw pedofilskich dotykają wręcz postaci Jana Pawła II. Czy Papież-pielgrzym żył otoczony kłamstwem? Czy wśród łoskotu „spadających aureol“ podniesie się głos zdolny do odnowy, do przeprowadzenia ludu Bożego przez polską odnogę „Morza Purpurowej Sodomy“? Gdzie są liderzy owego Pokolenia Jana Pawła? Czy znajdzie się w polskim Kościele „Cromwell“, który powie skompromitowanym i bezczynnym hierarchom – „Odejdźcie!“?

Czy mijający rok oznaczać będzie także upadek tradycyjnego Kościoła Katolickiego w świecie, znaczony symbolicznie papieską encykliką „Fratelli Tutti“, lub rok schizmy, zapoczątkowany podjęciem „drogi synodalnej“ przez Kościół Niemiecki? Gdzie podział się dziś ten ogromny optymizm i duma z wiary, z czasów imponujących Światowych Dni Młodzieży? Rok 2020 zostawia nas z wieloma pytaniami – „Quo vadimus?“

WMW