Wyganianie z raju

Guernsey

Równie piękną panoramę można ujrzeć z jego wykańczanego właśnie biura na wschodniej stronie tej niewielkiej, anglojęzycznej wysepki, leżącej niedaleko francuskiej Normandii. Ale Hands, najbardziej znany londyński finansista inwestujący w spółki niepubliczne, nie porzucił kraju swego urodzenia tylko dla nadmorskich krajobrazów.
Znalazł się on na Guernsey, brytyjskim terytorium zależnym, które nie jest częścią Zjednoczonego Królestwa, ze względu na tutejszy przyjazny system podatkowy – 20 procent od dochodu i, co bardzo ważne dla tych, którzy kupują i sprzedają różne aktywa, zero podatków od zysków kapitałowych.
Pytanie brzmi, jak długo będzie mu się to udawało?
Ze względu na jego apetyt na wielkie transakcje i towarzyszący im rozgłos, 49-letni Hands stał się symbolem lat boomu w londyńskim City – podobnie jak Stephen A. Schwarzman, prezes Blackstone Group, uosabiał czasy boomu na Wall Street. Nie jest on wcale pierwszym bogatym Brytyjczykiem, który wykorzystuje lukę prawną pozwalającą zmienić miejsce zamieszkania dla celów podatkowych, ale zachować paszport, o ile nie spędza się więcej niż 90 dni na ziemi brytyjskiej.
Ale ta stara sztuczka polegająca na przenosinach na jedną z wysp leżących na Kanale La Manche, do Monako, lub na Kajmany, by wymienić tylko kilka takich miejsc, przy zachowaniu biznesowych, społecznych i kulturowych więzi w Wielkiej Brytanii, nie jest już tak prosta jak niegdyś. Władze brytyjskie podjęły walkę z tą praktyką.
Kontrola jest coraz silniejsza, ponieważ zwiększa się uwrażliwienie na uchylanie się od płacenia podatków. Przenosiny do raju podatkowego są wprawdzie wciąż rzadkie wśród ludzi bogatych, ale jest to wierzchołek góry lodowej dużo powszechniejszego procederu przerzucania za granicę znacznych sum pieniędzy, często bez powiadamiania o tym stosownych władz.
Trudno tu o ustalenie dokładnych liczb, ale według OECD, bogaci ludzie z całego świata trzymają w rajach podatkowych około 6 bilionów dolarów, co oznacza coroczną utratę miliardów dolarów niezapłaconych podatków.
Praktyka szwajcarskiego banku UBS polegająca na chronieniu amerykańskich majątków przechowywanych w rajach podat- kowych jest przedmiotem śledztwa prowadzonego przez władze Stanów Zjednoczonych. Perspektywa podniesienia podatków w USA rodzi też pytanie, jak zamożni Amerykanie zareagują, gdy poprosi się ich, by płacili rządowi więcej.
Ku zaskoczeniu wielu, brytyjski sąd orzekł zeszłej jesieni, że Robert Gaines-Cooper, emerytowany biznesmen, który od 1975 roku mieszka na Seszelach, jest wciąż mieszkańcem Wielkiej Brytanii i winien jest podatki od swego dochodu za większość okresu, przez który przebywał za granicą. Mimo że prawnicy Gainesa-Coopera twierdzili, że spędzał on w Wielkiej Brytanii mniej niż 90 dni w roku, sąd wskazał na jego regularne wizyty na wyścigach w Ascot, flotę rolls-royce’ów, którą trzymał w Anglii, a także na to, że w kraju tym mieszkali jego syn i żona. Postanowienie to, choć wciąż podlega apelacji, wywołało zbiorowy przestrach w społeczności podatkowych uchodźców.
– Pan Hands z pewnością będzie musiał odpowiedzieć na kilka pytań – uważa Peter Vaines, prawnik reprezentujący Gainesa-Co- opera.  – W urzędzie podatkowym powiedzą: "Sądzimy, że tak naprawdę pan nie wyjechał". Jestem tego pewien. Jego doradcy będą mieli mnóstwo roboty.
Hands, który posiada majątek wartości 336 milionów dolarów, odmówił komentarza w tej sprawie. Ale jego prawnicy mają nadzieję wykazać, że środki jego firmy Terra Firma Capital Partners są zarządzane na Guernsey i tam też podejmowane są wszystkie najważniejsze decyzje inwestycyjne, a Hands publicznie przyrzekł nie pojawiać się w Wielkiej Brytanii w najbliższej przyszłości.
Skoro tak, trzeba stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że jest on mieszkańcem Guernsey, która pod względem obronnym zależna jest od Wielkiej Brytanii, choć ma własne władze podatkowe i budżet.
Nie wszyscy są tego pewni. Eksperci podatkowi wskazują, że jego żona, która jest właścicielką ich wiejskiej rezydencji w Kent, prowadzi biznes hotelarski mający siedzibę w Wielkiej Brytanii. Troje z jego czworga dzieci wciąż uczy się w brytyjskich szkołach, a większość zatrudnionych w Terra Firma, około 60 osób, pracuje w jej londyńskim biurze.
– Moim zdaniem to jest "jazda na gapę" – mówi Richard Murphy, założyciel Tax Justice Network i doradca rządu brytyjskiego w kwestii stosowanych metod unikania podatków. – Guy Hands chce zarabiać na brytyjskiej gospodarce, korzystając ze struktur i gwarancji, które zapewniamy, ale nie chce za to płacić.
Niedawne podniesienie w Wielkiej Brytanii najwyższej stawki podatkowej do 50 procent wywołało falę krytyki w kręgach finansowych oraz zapowiedzi zwijania interesu i przenoszenia go gdzie indziej. – Wszelkie dalsze podwyżki podatków sprawią, że i ja się wyniosę – mówi finansista Jon Moulton, który także ma dom na Guernsey, ale nie zmienił jeszcze swego oficjalnego miejsca zamieszkania. – Mieszkałem tu, kiedy podatki wynosiły 90 procent. To było zabójcze.
Hands przeniósł się na Guernsey w marcu, kiedy jeszcze zmagał się z katastrofalnymi skutkami kupna na kredyt firmy muzycznej EMI i przed ogłoszeniem podwyżki podatków. Według Moultona, Hands często narzekał na kapryśność brytyjskiego system podatkowego, a ta decyzja na pewno przeważyła szalę. Ale pomimo szumnych zapowiedzi, niewielu podjęło ten krok.
Peter Hargreaves, współzałożyciel Hargreaves Lansdown, firmy świadczącej usługi finansowe z siedzibą w Bristolu, jest rozeźlony rosnącymi podatkami. – W pewnym momencie ludzie przestaną płacić podatki, które trwonione są na nierobów – mówi. Ale na razie płaci. – Jestem patriotą. Wiele mnie łączy z Wielką Brytanią.
Agenci nieruchomości i prawnicy mówią, że jest bardzo duże zainteresowanie przenosinami na Guernsey, a wśród 60 000 mieszkańców już jest wielu uchodźców podatko- wych, choć nieliczni są tak znani, jak Hands.
Ze swymi starymi domkami z kamienia stojącymi nad uroczymi zatokami i nadzwyczajnym doświadczeniem finansowym (wys- pa ma podobno bilion dolarów w depozytach), Guernsey to po części Martha’s Vineyard, a po części Singapur – dyskretna enklawa podatkowa położona o zaledwie 35 minut lotu od lotniska Gatwick w Londynie.
Guernsey otrzymało wprawdzie w tym roku dobrą ocenę od przywódców G20 jako terytorium stosunkowo otwarte i odpowiednio regulowane przepisami, ale eksperci podatkowi twierdzą, że wyspa przyciąga miliardy dolarów pochodzące z uchylania się od płacenia podatków. Temu zarzutowi władze Guernsey energicznie zaprzeczają. – Jesteśmy obszarem o niskich podatkach, a nie rajem podatkowym – podkreśla Lyndon Trott, który jest premierem Guernsey, a wcześniej działał na rynkach walutowych. Trott uważa decyzję Handsa o osiedleniu się tutaj za wsparcie dla modelu Guernsey: swoboda, prostota i finansowe wyrafinowanie. – Myślę, że to brak blichtru przyciąga tu ludzi takich jak Guy Hands – mówi podczas przerwy w meczu plażowej piłki nożnej toczonym niedaleko domu Handsa.
Guernsey z pewnością nie pławi się w blasku jak Monako. Klubów nocnych jest tu niewiele, a ograniczenie prędkości na drogach do 35 mil na godzinę trzyma w ryzach porsche i bentleye, których pełno jest na tutejszych wąskich drogach. Trott mówi, że podnoszenie podatków w Wielkiej Brytanii sprzyja Guernsey, ale przyznaje, że globalny kryzys tutaj też jest odczuwalny - wyspa liczy się z pierwszym od ponad 30 lat deficytem. – Gdybyśmy podnieśli nasze podatki do zaledwie 23 procent, ten deficyt by zniknął – mówi nieco z żalem. – Ale Guernsey by tego nie zaakceptowała – stawka podatkowa jest święta.

Landon Thomas Jr.
 

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: