„Kiedy ogon merda psem”

Był kiedyś film opisujący wzajemne relacje partnerów politycznych, w którym partner teoretycznie słabszy i całkowicie zależny od drugiego partnera, narzuca swoją wolę całkowicie drugiej stronie. Film to film, a komentatorzy polityczni z głównego nurtu mediów wciąż mają problem z otwartą diagnozą… prawdziwej przyczyny obecnej wojny. Piszę o mediach głównego nurtu, do których oczywiście należy „New York Times”.
Krytyka postępowania prezydenta Trumpa przez redakcję „New York Timesa” nie powinna nikogo dziwić. Ten koncern medialny od dawna krytykuje zachowanie obecnego prezydenta. Dlatego nie krytyka samego zachowania prezydenta Trumpa powinna tu budzić uwagę, ale jej kontekst. Pada bowiem oskarżenie, choć w bardzo subtelny sposób, wobec premiera Izraela, że to jego podżeganie, jego nieograniczony wpływ na postrzeganie świata przez obecnego lokatora Białego Domu, doprowadziło do obecnej katastrofy.
Oskarżenie, że Trump zlekceważył ekspertyzy CIA i innych poważnych agencji wywiadowczych, stawia pytanie o hierarchię ważności w relacjach prezydenta ze źródłami informacji. „New York Times” nie przedstawia jednak oceny dotychczasowych działań jedynych osób w obecnej administracji, które oficjalnie realizują „linię Trumpa” w stosunkach zewnętrznych, czy to z Putinem, czy, obecnie, za pośrednictwem Islamabadu, z Teheranem. – Jarreda Kushnera i Steve Witkoff’a. Redakcja „New York Timesa” jednak o tym nie pisze, choć jest zmuszona podzielić się z czytelnikami prawdą o kulisach decyzji Trumpa.
***
Obchodziliśmy właśnie czwartą rocznicę „trzydniowej operacji specjalnej”. Zarówno polskie, jak i europejskie media głównego nurtu z satysfakcją wyliczają straty finansowe i materialne Rosji. O stratach wizerunkowych mówi się rzadziej, ponieważ zachowanie Rosjan, ich sposób prowadzenia wojny i traktowanie ludności cywilnej nikogo nie dziwią. Otwarcie mówi się o „barbarzyństwie” bombardowania infrastruktury energetycznej i cywilnej. Ostrzał szpitali czy miejsc ewakuacji ludności cywilnej zawsze budzi oburzenie i pogardę. Jak jednak relacjonuje się identyczne zachowanie Ameryki? Czy polscy politycy i dziennikarze wyrażają podobne oburzenie morderczym atakiem na szkołę dla dziewcząt w Teheranie? Czy ktokolwiek z polskiej „elity” odważy się zapytać o bombardowanie szpitali w Strefie Gazy lub Libanie? Czy ktokolwiek zakwestionuje prawne aspekty otwartej agresji? Czy ktokolwiek zwróci uwagę na amerykańskie „argumenty”, rodem ze stalinowskich podręczników propagandowych?
To smutna prawda, nie mamy wiarygodnych sojuszników. NATO to mit; z naszej perspektywy, wobec ewentualnej agresji Rosji nie daje odpowiednich gwarancji bezpieczeństwa. Wszyscy o tym wiedzą i zrozumiałe jest zabieganie o względy USA. Płacimy miliardy dolarów za te „przysługi”, więc to nie do końca jest bezinteresowna przysługa! Ale bliski sojusz nie może ograniczać wolności słowa w demokratycznym państwie! Tymczasem lojalność wobec Ameryki ma być teraz politycznym “wyznaniem wiary” wobec Trumpa.
Krytyka Trumpa dzisiaj to zbrodnia przeciwko państwu! Tak właśnie każe nam pos-trzegać nasze relacje z Waszyngtonem sam ambasador USA Tom Rose, grożąc pańs-twu polskiemu niejasnymi konsekwencjami za wypowiedzi marszałka Sejmu. Poseł Mentzen doskonale skomentował tę sprawę. Owszem, kariera polityczna starego komunisty z PRL w polityce suwerennej Rzeczypospolitej jest dowodem polskiej głupoty, ale to nasz kraj i nasza głupota, a groźby ambasadora Rose’a przypominają zachowanie… byłych ambasadorów Rosji czy ZSRR. Poniżej dla Panstwa próbka „polskiego wydania” oficjalnie dozwolonej krytyki DJT. Zatem może pojawić się jakaś dziennikarska krytyka Trumpa, ale oficjalnym kręgom politycznym od krytyki wara!
***
"NYT" punktuje Trumpa za atak na Iran. Wskazali cztery strategiczne straty USA”
PAP/EPA
Bilans ataku na Iran jest dla USA jednoznacznie negatywny. Lekkomyślna decyzja Donalda Trumpa – podjęta wbrew ocenom CIA – przyniosła USA cztery poważne straty strategiczne, podważając ich pozycję militarną, wiarygodność sojuszniczą i autorytet moralny na arenie międzynarodowej – ocenia rada redakcyjna dziennika "The New York Times".
(…) "W ciągu sześciu tygodni, które upłynęły od tamtej pory, lekkomyślny charakter tej wojny stał się jeszcze bardziej oczywisty. Pogardzał on starannym planowaniem militarnym i działał pod wpływem intuicji oraz pobożnych życzeń. Po tym, jak premier Izraela Benjamin Netanjahu przewidział Trumpowi, że ataki zainspirują powstanie ludowe w Iranie, dyrektor CIA odparł, że ta koncepcja jest 'farsą'. Trump mimo to podjął działania" – napisali autorzy.
"Był tak pewny siebie, że nie przygotował żadnego planu reakcji na oczywiste kontrposunięcie dostępne Iranowi: spowodowanie wzrostu cen ropy poprzez zablokowanie cieśniny Ormuz. (…)”
USA poważnie utraciły autorytet moralny
Redakcja wymienia cztery główne konsekwencje konfliktu dla interesów USA: zamknięcie cieśniny Ormuz, uszczuplenie arsenału amerykańskiego wojska, osłabienie sojuszy oraz spadek autorytetu moralnego USA z uwagi m.in. na otwarte groźby popełnienia zbrodni wojennych. (…)
NYT przyznaje, że działania militarne osłabiły Iran – zdegradowano jego marynarkę wojenną, lotnictwo i systemy obrony powietrznej, a program nuklearny został cofnięty – jednak ocenia, że bilans strategiczny dla Waszyngtonu jest jednoznacznie negatywny.
"Najlepsza nadzieja może teraz brzmieć naiwnie, ale pozostaje prawdziwa. Trump powinien w końcu zdać sobie sprawę z nieudolności swojego impulsywnego, osamo-tnionego podejścia. Powinien zaangażować Kongres i zwrócić się o pomoc do sojuszników Ameryki, aby zminimalizować szkody wywołane przez jego wojnę" – podsumowuje redakcja.
Za: www.dziennik.pl, 13.04.2026







Comment (0)