Hedoniści, materialiści, egoiści…

„Siedzą na leżaczkach młodzi, piękni, zadbani, dobrze ubrani, z wypieszczonymi, ale sprawiającymi wrażenie niedbałych fryzurami, rozluźnieni, popijają organiczną kawę. Jedna trzecia rozmawia i jednocześnie pisze coś na swoich smartfonach. Nie przerywając konwersacji z osobą przy stoliku. Robią sobie zdjęcia – telefonami, żeby móc od razu wrzucić na Facebooka”.
Przedstawiciele pokolenia Milenium to ludzie urodzeni od 1980 do 2000 roku. Przez badaczy bywa nazywane także jako: Digital Natives (cyfrowi autochtoni), Pokolenie i-poda, Pokolenie I-phone’a, Pokolenie Klapek czy Pokolenie Dlaczego. Najbardziej dosadnie określiła je Joel Stein w amerykańskim tygodniku „Time”. Stwierdziła, że wchodzący w dorosłe życie ludzie należą do Pokolenia „Ja Ja Ja”. Są roszczeniowi? „Ich główny cel: spełniać się w życiu”.wykres mlodzi
To pokolenie, którego boją się pracodawcy, na które bata nie potrafią znaleźć menedżerowie średniego szczebla. E-generację, której głównym medium jest internet, a głównym celem: spełniać się w życiu. Nie próbuje niczego obalać ani wysadzać prezesów z foteli, ale w niebuntowniczy sposób wymusza zmianę. W mniejszych i większych miastach.
Co czwarty uczeń ostatniej klasy szkoły średniej uważa, że jego rówieśnicy to stracone pokolenie. Tak źle młodzi ludzie nie myśleli o sobie od lat.
Wyniki badania zakończonego pod koniec ubiegłego roku nie nastrajają optymizmem. Pokazują, że choć sytuacja materialna młodych nigdy nie była tak dobra, nastolatki dawno nie czuli się równie źle. Coraz mniej wierzą we własne siły, są coraz mniej zaangażowani w życie publiczne i w coraz ciemniejszych barwach widzą własną przyszłość. 51 proc. chłopców i 74 proc. dziewcząt czuje się zagrożonych bezrobociem. 33 proc. badanych jako odpowiedź na problemy ze znalezieniem satysfakcjonującej pracy wskazuje emigrację.
Jeden z przedstawicieli pokolenia Milenium potwierdza ten punkt widzenia i przyznaje: Nie jesteś w stanie robić rzeczy wielkich i fajnych, stać się dobrym pracownikiem, jeżeli nienawidzisz szefa i codziennie masz wrażenie, jakbyś wkładał sobie włączoną lutownicę w tyłek.
„Toną w długach, doświadczają ogromnego stresu, a większość z nich nigdy nie osiągnie ekonomicznego poziomu takiego, jaki mają ich rodzice” – pisali dziennikarze Newsweeka. Z tezą zgodzili się też sami bohaterowie materiału, którzy skarżyli się, że nigdy nie kupią takiego domu, jaki mają rodzice, nigdy też nie dojdą tak daleko w hierarchii zawodowej. Młodzi Amerykanie bezlitośnie wskazali też przyczynę ich problemów. Ich zdaniem winę za obecną sytuację ponoszą… właśnie ich rodzice. Chciwi i krótkowzroczni, którzy przez lata płynęli na fali ekonomicznego boomu, który doprowadził USA na skraj przepaści.
„Pedagogiczna porażka rodziców”
Krytycznie o młodych ludziach wypowiadają się ich rodzice. Przyznają się też do pedagogicznej porażki. Jedna z rozmówczyń tygodnika – Ewa, szefowa działu promocji we wrocławskim wydawnictwie przyznaje, że zepsuła córkę. Nie w tym sensie, że jest pazernym, myślącym tylko o sobie gówniarzem. Nie jest. Ale przeze mnie stała się syta, wygodna i pozbawiona ambicji – mówi kobieta. Kiedy po raz pierwszy spojrzała na córkę tak krytycznym okiem? Gdy kilka miesięcy temu wysłała córce linka o wakacyjnym stypendium na amerykańskim uniwersytecie. Dziewczyna zerknęła i powiedziała, że nie ma czasu wypełniać kwestio- nariuszy i pisać listów motywacyjnych. Ale gdybyśmy jej wykupili taki kurs, pojechałaby z ochotą – przyznaje kobieta.
Rodzice przenieśli niezrealizowane pragnienia na dzieci
Socjologowie tłumaczą, że przedstawiciele Pokolenia Milenium wpadli w pułapkę tak zwanej odroczonej konsumpcji. Tłumaczą, że dzisiejszych 20-latków dorastali w czasach, w których były i małe fiaty, i coca-cola z butelki. Zasmakowali w tych luksusach i chcieli konsumować więcej, ale nie mogli. „Kiedy przyszła demokracja i kapitalizm, przenieśli te niezrealizowane pragnienia na dzieci”.
Bezradne pokolenie
Dzie­ci dzi­siej­szej ge­ne­ra­cji le­piej radzą sobie ze smart­fo­na­mi niż pły­wa­niem, wią­za­niem sznu­ró­wek, czy choć­by ko­rzy­sta­niem z ze­gar­ka – to wnio­sek z an­kie­ty prze­pro­wa­dzo­nej wśród 2000 ro­dzi­ców dzie­ci w wieku od 2 do 16 lat w Wiel­kiej Bry­ta­nii.
Jedna trze­cia dzie­ci w wielu od 2 do 4 lat ma swój ta­blet i spę­dza dzien­nie śred­nio 2 go­dzi­ny i 35 minut uży­wa­jąc go. Może to ne­ga­tyw­nie wpły­wać na ich wzrok, sen oraz funk­cjo­no­wa­nie w szko­le. Dzie­ci w wieku za­le­d­wie 2 lat, zanim po­sią­dą pod­sta­wo­we umie­jęt­no­ści ży­cio­we, uczą się ko­rzy­sta­nia z ta­ble­tów i smart­fo­nów.
We­dług badań, ponad po­ło­wa dzie­ci w wieku od 2 do 10 lat czuje się pew­niej w ob­słu­dze ta­ble­tów niż w nauce pły­wa­nia, ko­rzy­sta­nia z ze­gar­ka i wią­za­nia butów. Więk­szość ma­łych dzie­ci przy­zna­ła rów­nież, że le­piej idzie jej ko­rzy­sta­nie ze smart­fo­nu niż czy­ta­nie. Dzie­ci, zanim po­sią­dą pod­sta­wo­we umie­jęt­no­ści ży­cio­we, uczą się ko­rzy­sta­nia z urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych.
Lon­dyń­scy spe­cja­li­ści optycz­ni Len­sto­re spy­ta­li ro­dzi­ców, które z ak­tyw­no­ści ich dzie­ci po­tra­fią wy­ko­nać w spo­sób pewny.
Oto od­po­wie­dzi:
jazda na rowerze – 60%
obsługa tabletu – 59%
obsługa smartfonu – 57%
czytanie – 57%
wiązanie sznurowadeł – 53%
pływanie – 52%
korzystanie z zegarka – 49%
We­dług ra­por­tu, jedna trze­cia dzie­ci po­ni­żej 4. roku życia po­sia­da wła­sny ta­blet, a 10 proc. re­gu­lar­nie używa te­le­fo­nu ko­mór­ko­we­go. Jed­no­cze­śnie mniej niż po­ło­wa an­kie­to­wa­nych ro­dzi­ców dzie­ci w wieku od 5 do 10 lat spraw­dza ich ak­tyw­ność w In­ter­ne­cie.
Spe­cja­li­ści twier­dzą, że wzrok dzie­ci w wieku dwóch lat jest wy­star­cza­ją­co roz­wi­nię­ty, aby ko­rzy­stać z urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych, jed­nak, aby zmi­ni­ma­li­zo­wać szan­se po­gor­sze­nia wzro­ku, ro­dzi­ce po­win­ni pil­no­wać, aby te sesje były krót­kie.
Ponad 30 proc. ro­dzi­ców stwier­dzi­ło, że ko­rzy­sta­nie ich dzie­ci z urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych, wpły­wa szko­dli­wie na ich sen i po­wo­du­je pro­ble­my be­ha­wio­ral­ne. Przy­zna­li też, ak­cep­to­wal­ny czas spę­dza­ny na ko­rzy­sta­niu z urzą­dzeń cy­fro­wych przez ich dzie­ci wy­no­si śred­nio ponad 10 go­dzin dzien­nie, pod­czas gdy dla nich sa­mych ten czas to pra­wie 13 go­dzin dzien­nie.
„W cza­sach, w któ­rych ta­ble­ty, smart­fo­ny i lap­to­py są in­te­gral­ną czę­ścią na­sze­go co­dzien­ne­go życia, nasze dzie­ci do­ra­sta­ją, będąc bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek oby­ty­mi z tech­ni­ką, a tech­no­lo­gia od­gry­wa ważną część w ich nauce i roz­wo­ju. Choć ważne jest, aby ko­rzy­stać z tech­no­lo­gii i włą­czyć ją do pro­gra­mu ucze­nia się dziec­ka, mu­si­my być także świa­do­mi, jak robić to od­po­wie­dzial­nie, będąc pew­nym, że ich wzrok nie jest za­gro­żo­ny, zwłasz­cza we wcze­snym wieku.” – brzmiał wpis na blogu Len­sto­re.

Victoria Woollaston

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.