•   Wednesday, 14 Jan, 2026
  • Contact

Lukrecja - słodki korzeń o gorzkiej mocy

Mówią, że pierwsze odkryły ją kozy. Na suchych, spękanych ziemiach Bliskiego Wschodu, tam gdzie słońce potrafi wypalić nawet cień, zwierzęta uparcie rozgrzebywały ziemię kopytami, szukając korzenia, który pachniał słodyczą i ziemią. Pasterze patrzyli z niedowierzaniem - po jego zjedzeniu stado było spokojniejsze, odporniejsze na choroby i dłużej wytrzymywało bez wody. Tak zaczęła się historia Lukrecji (Glycyrrhiza glabra).
Korzeń ten szybko trafił do ludzkich dłoni. Egipcjanie suszyli go i parzyli jako święty napój mai-sus, wierząc, że chłodzi rozpalone ciało i koi gardło.
Podczas badań grobowca Tutanchamona odnaleziono suszone rośliny lecznicze, w tym korzeń lukrecji - na drogę w zaświaty, by nawet po śmierci nie zabrakło mu lekarstwa.
Grecy nazwali ją glykys rhiza - słodkim korzeniem - i dawali mówcom, poetom oraz śpiewakom, by chronić ich głosy.
W średniowieczu lukrecja zamieszkała w klasztornych ogrodach. Mnisi wierzyli, że równoważy humory, odpędza melancholię i „gasi ogień” w żołądku.
Zielarki podawały ją dzieciom na kaszel, starcom na ból brzucha, a wędrowcom na zmęczenie. Korzeń gotowany powoli w glinianym garnku stawał się gęstym, ciemnym wywarem — słodkim, ale z gorzkim posmakiem, jakby roślina ostrzegała, że nie znosi nadużyć.
W medycynie ludowej lukrecja była prawdziwą rośliną–opiekunką. Odwar z korzenia pito przy zapaleniu oskrzeli i chrypce. Stosowano ją przy wrzodach żołądka i zgadze. Uważano, że „czyści krew” i wzmacnia siły po długiej chorobie, a żucie korzenia miało gasić pragnienie podczas długich wędrówek (co wykorzystywali m.in. rzymscy legioniści).
Dziś lukrecja wróciła do łask - zarówno w medycynie naturalnej, jak i akademickiej. Znajdziemy ją w syropach i pastylkach na kaszel i ból gardła, w preparatach ochraniających żołądek i dwunastnicę. W fitoterapii jest środkiem wspomagającym przy stresie, a także zmęczeniu nadnerczy.
W kosmetyce jako ekstrakt rozjaśniający skórę, łagodzący podrażnienia i działający przeciwzapalnie, a w przemyśle spożywczym - jako aromat i składnik słodyczy (słynne czarne cukierki lukrecjowe).
Sekretem lukrecjowej mocy jest jej skład - prawdziwe laboratorium natury. Korzeń zawiera m.in.: glicyryzynę – związek nawet 50 razy słodszy od cukru, o działaniu przeciwzapalnym i wykrztuśnym; flawonoidy (likwirytyna, izolikwirytygenina) – antyoksydacyjne i ochronne; saponiny – wspomagające odkrztuszanie; kumaryny, olejki ete- ryczne, polisacharydy działające osłaniająco na śluzówki.
Lukrecja bywa nazywana ziołem pojednawczym – nie tylko sama leczy, ale i wzmacnia działanie innych roślin. W mieszankach poprawia smak naparów oraz kieruje ich działanie głębiej w organizm. Z tego powodu często łączona jest z prawoślazem, rumiankiem, tymiankiem czy melisą.

Ale choć cenna, nie jest całkiem niewinna. Powiadano bowiem, iż korzeń ten słodki jest tylko z wierzchu, a w głębi ma siłę wielką i nieprzebłaganą. Kto zbyt często po niego sięgał, temu krew burzyć mógł i ciało wodą obciążać. Przeto mądrzy zielarze uczyli: „Lukrecja krótko dana - lekarstwem, długo - ciężarem”. Długotrwałe lub nadmierne stosowanie może prowadzić do podwyższenia ciśnienia krwi, może powodować zatrzymywanie sodu i wody w organizmie, nie jest zalecana przy nadciśnieniu, chorobach serca i nerek. Przeciwwskazana jest w ciąży, może także wchodzić w interakcje z lekami (np. moczopędnymi, nasercowymi). Dlatego współczesna fitoterapia powtarza starą zasadę: „Wszystko jest trucizną i nic nią nie jest, to dawka czyni truciznę”.
Jak stosować lukrecję bezpiecznie? Najlepiej wybierać macerat na zimno zamiast odwaru; łączyć lukrecję z innymi ziołami (prawoślaz, rumianek, melisa); stosować ją jako składnik mieszanki, nie jedyne zioło. Nie pić codziennie dłużej niż 14 dni, najlepiej stosować co drugi dzień i zawsze w małej ilości. Po kuracji zrobić  minimum 2–4 tygodnie przerwy.
Lukrecja to roślina o podwójnej naturze — słodka w smaku, stanowcza w działaniu. Przetrwała tysiąclecia jako towarzyszka faraonów, mnichów i wędrowców, by dziś znów znaleźć miejsce w apteczkach, laboratoriach i… cukierniach. Wciąż pozostaje trochę tajemnicą. Jest jak stara opowieść opowiadana przy ogniu: słodka na początku, poważna w środku i kończąca się przestrogą. Uczy, że natura potrafi leczyć łagodnie, ale nigdy bezwarunkowo. Trzeba ją znać, słuchać i szanować.
I może dlatego ten ciemny korzeń przetrwał tysiąclecia - nie jako cudowny lek, lecz jako przypomnienie, że największa moc roślin kryje się w równowadze.

Ilona Girzewska
Certyfikowany Zielarz Fitoterapeuta
Tel: 416-882-0987  •  FB: Ziołowe opowieści  •  Podcast: radio7toronto.com

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: