Nie należę do ludzi siedzących większość życia w jednym miejscu. Zjechałem pół świata i całą Kanadę od Atlantyku do Pacyfiku. Mieszkałem w Polsce w wielu miastach, mieszkałem w Niemczech w Ulm, mieszkałem w Kanadzie w Mississauga i w Calgary. Poznałem Ontario jak mało kto, na różnych wyprawach myśliwskich i nie tylko, zobaczyłem większość miast i miasteczek Kanady, nocowałem w wielu z nich ale nigdy nie byłem w Welland.
Jak pisałem w poprzednim odcinku, nie wiedziałem nawet, że takie miasteczko istnieje. I oto w sierpniu tego roku pojechałem tam po raz pierwszy. Pojechałem tam razem z Maćkiem Czaplińskim, znanym agentem Real Estate szukając domu do zamieszkania. Czemu akurat tam? Dlatego, że ceny domów w Mississauga i bliskich jej okolicach przerosły moje możliwości i zapowiadało się, że resztę życia spędzę w apartamencie. Szukałem najpierw sam, zaczynając od Waterdown, koło Hamilton, potem w samym Hamilton i dalej w Stoney Creek. Najtańsze domy były w Hamilton. Nawet 250 tysięcy. Wyglądało to jak bajka, ja jednak znałem trochę to miasto i po sprawdzeniu adresów zabrałem rodzinę na wycieczkę w te tanie dzielnice. Zrobiłem to, bo nie chcieli mi uwierzyć, że tam się nie da mieszkać. No i miałem rację. Fabryczna dzielnica w pobliżu stalowni. Rozwalające się rudery, te wystawione na sprzedaż nieco podszykowane. Ogromny śmietnik przed zamieszkałymi jeszcze małymi domkami, towarzystwo dookoła wyglądające jak to się kiedyś mówiło w Polsce: „pięć lat bez wyroku”. Tak, więc rodzinie przeszła ochota na tanie domy w Hamilton i zaczęliśmy szukać w St. Catarines i Niagara Falls. Wybraliśmy kilka ze stron internetowych, które miały obiecującą cenę i z fotografii wyglądały na to, co lubimy. Coś mnie jednak tknęło. Zadzwoniłem do Maćka Czaplińskiego, który ogłaszał się w Radio 7. Powiedziałem mu, czego szukam, podałem swoje wyniki poszukiwań. Maciek je przyjął, ale podał mi parę dni później również kilka swoich propozycji. Były niewiele droższe od moich. Umówiliśmy się na wyjazd w sierpniową niedzielę roku 2019. Podjechaliśmy najpierw do domów przez nas wybranych. Malutkie to było, ciasne, w kilku wilgoć wychodziła w piwnicy ze ścian. Pokoiki malutkie, kuchnia ciasna, jedynie nasz pies mógłby być tam szczęśliwy, bo ogródki były ogrodzone i dość przestrzenne. Potem podjechaliśmy do domów wybranych przez Maćka. Pierwszy był trzy-sypialniowy bungalow z wykończonym basementem pod całym domem. Zakochaliśmy się w nim od pierwszego wejrzenia i mimo, że drugi dom też był fajny i z garażem, nie był jednak tak przestrzenny i nie miał takiej duszy. Kupiliśmy ten pierwszy dom. Dzięki Maciek. To było właśnie w Welland. Wiedziałem już wtedy, że mieszka tu od roku mój kolega z Mississauga, Grzegorz, więc nie jechaliśmy w zupełnie obce miejsce, ale gdy już się przeprowadziliśmy, o czym napiszę później, to zastosowałem swój stary sposób z Calgary by zobaczyć ilu rodaków tu mieszka. Ten sposób to odnalezienie kościoła, w którym odbywają si e msze po polsku. W Welland też taki kościół znalazłem, o czym w następnym odcinku.

Marek Mańkowski