•   Wednesday, 10 Aug, 2022
  • Contact

Od Edmonton po Iqaluit

Papież w Kanadzie

Wymowna była ceremonia powitania papieża Franciszka, który przyleciał do Kanady. Odbyła się w hangarze lotniska w Edmonton.
Siedzącego na wózku inwalidzkim papieża powitali gubernator generalna Kanady Mary Simon oraz premier Justin Trudeau. Następnie do Franciszka podeszli przedstawiciele rdzennych ludów w tradycyjnych strojach. Zabrzmiały ich śpiewy i bębny.
Na lotnisku nie było żadnych przemówień - jedynie krótka uroczystość. Jej przebieg podkreślił cel wizyty, którą papież nazwał "pielgrzymką pokutną". To etap pojednania z rdzenną ludnością w związku ze sprawą przymusowych szkół dla dzieci z tych ludów, prowadzonych w imieniu rządu w większości przez Kościoły chrześcijańskie, w tym Kościół katolicki.

Szczególnie sugestywny był widok papieża na wózku inwalidzkim, który mimo fizycznych ograniczeń przybył do Kanady i podjął wyzwanie męczącej podróży, by na miejscu zmierzyć się z ranami z przeszłości.
Spotkania z rdzenną ludnością są głównym celem papieskiej wizyty w Kanadzie. Jej intensywny program został też dostosowany do sił 85-letniego Franciszka, który od kilku miesięcy ma poważne problemy z kolanem, uniemożliwiające mu normalne poruszanie.
Franciszek spędził noc w Edmonton. W poniedziałek Papież spotkał się z przedstawicielami ludów tubylczych w Maskwacis. Jest to region oddalony o 100 km od Edmonton, w którym znajdowały się rezerwaty czterech indiańskich plemion z Kanady zachodniej. Przewidziane zostało tam spotkanie z wodzami i starszymi ludów tubylczych. Maskwacis jest zamieszkany przez 7-tysięczną społeczność. W lokalnym języku kri nazwa tego obszaru znaczy "wzgórza niedźwiedzia". Pochodzi z czasów, gdy rosły tam krzaki jagód, które przyciągały niedźwiedzie. Przy wejściu do tamtejszego kościoła papieża przywita grupa starszych Metysów i Inuitów.  Żonę jednego z przywódców tej społeczności pocałował w rękę, co było pierwszym sugestywnym gestem wizyty, którą papież nazwał "pielgrzymką pokutną". To podróż do grup rdzennej ludności, którą w przeszłości spotkały krzywdy z powodu polityki przymusowej asymilacji. Doznały ich także dzieci, wysyłane do szkół, których celem było oderwanie ich od rodzinnych i wspólnotowych tradycji oraz języka.
Następnie papież udał się na prywatną modlitwę na pobliski cmentarz.
Kolejnym punktem wizyty na terenach rdzennej ludności będzie spotkanie z przywódcami jej wspólnot z całej Kanady. To do nich Franciszek wygłosi pierwsze przemówienie podczas tej pielgrzymki.
„Pokornie błagam o przebaczenie za zło popełnione przez tak wielu chrześcijan przeciwko rdzennej ludności” – powiedział Franciszek tysiącom rdzennych mieszkańców, w tym wielu ocalałych, którzy zgromadzili się w poniedziałek w Maskwacis w Albercie.
„Tutaj z tego miejsca, związanego z bolesnymi wspomnieniami, chciałbym rozpocząć coś, co uważam za pielgrzymkę. Pielgrzymkę pokutną” – powiedział, przemawiając z terenu dawnej Ermineskin Indian Residential School, jednej z największych w Kanadzie.
Z aplauzem zebranych Papież wielokrotnie błagał o przebaczenie za działania z przeszłości, popierane przez wielu członków Kościoła, które stworzyły „katastrofalny błąd” i „godne ubolewania zło” szkół rezydenckich.
Powiedział, że wspomnienia dzieci, które nigdy nie wróciły ze szkół z internatem, pozostawiły go z poczuciem „smutku, oburzenia i wstydu”.
Powiedział, że polityka asymilacji zmarginalizowała ludność rdzenną, pozbawiła ich języka i kultury oraz nieodwracalnie wpłynęła na relacje między rodzicami a ich dziećmi oraz dziadkami a ich wnukami.
Papież Franciszek przeprosił ocalałych ze szkół rezydenckich za sposób, w jaki członkowie Kościoła katolickiego współpracowali w niszczeniu kulturowym rdzennych mieszkańców.
Po długo oczekiwanych przeprosinach papieża, wódz Wilton Littlechild – były komisarz TRC – dał papieżowi tradycyjne nakrycie głowy tubylców. Uśmiech rozpromienił się na twarzy papieża, gdy został umieszczony na jego głowie.
Wcześniej Littlechild powiedział, że ma nadzieję, że wizyta papieża będzie odzwierciedleniem prawdziwego uzdrowienia i nadziei dla rdzennych mieszkańców Kanady.
Po powrocie do Edmonton Papież odwiedzi parafię Najświętszego Serca, która od ponad 30 lat jest głównym ośrodkiem duszpasterstwa ludów tubylczych w tym mieście. Frenie Marty, który w imieniu starszyzny narodów tubylczych powitał Franciszka w tym kościele podkreśla, że fizyczna obecność Ojca Świętego jest bardzo ważna dla pierwotnych mieszkańców Kanady. Jest ona poniekąd ważniejsza niż słowa – dodał przedstawiciel miejscowych Indian.
Świątynia zbudowana dla rdzennej ludności w 1913 roku jest jedną z najstarszych w mieście. To pierwsza w Kanadzie parafia Metysów i Inuitów, a wiara katolicka jest tam wyznawana w kontekście ich kultury. Z czasem kościół stał się miejscem kultu dla wielu imigrantów i uchodźców z całego świata.
Pobłogosławił też figurę świętej Katarzyny Tekakwitha (1656-1680). To pierwsza Indianka kanadyjska, która została świętą Kościoła katolickiego. Beatyfikował ją w 1980 roku Jan Paweł II, a kanonizował 10 lat temu Benedykt XVI.
 
 Wtorek z papieżem w Edmonton

Tysiące zgromadziły się na stadionie w Edmonton na mszę z papieżem Franciszkiem.
Drugiego dnia tygodniowej trasy po Kanadzie papież odprawił mszę na stadionie Commonwealth Stadium w Edmonton.
Przy akompaniamencie wiwatów tłumów i dudnieniu indiańskich bębniarzy i śpiewaków papież Franciszek przybył we wtorek na stadion Commonwealth Stadium w Edmonton, gdzie czekało na niego tysiące wiernych katolików, papież przewodniczył publicznej mszy na świeżym powietrzu. We Mszy św. uczestniczyło ponad 65 000 osób.
Papież pomachał tłumowi, gdy powoli jechał w Papamobile po torze wokół płyty boiska, zatrzymał się kilka razy, aby pobłogosławić dzieci, które zostały mu przedstawione.
Msza, która miała trwać około godziny, rozpoczęła się procesją duchownych wchodzących na ołtarz. Procesja symbolizowała ludzi w podróży razem, nawiązując do hasła „Walking Together” uaktywnionego podczas wizyty papieskiej.
Papież wygłosił homilię, a przesłanie wygłosił abp. Richard Smith.
Pierwsze czytanie powierzono rdzennej Indiance ze wspólnoty Enocha, Pam Kootnay.
Organizatorzy mówią o rozmachu spotkania, komunię świętą na stacjach rozmieszczonych na całym stadionie rozdawało 460 księży i 56 diakonów. To ogromne przedsięwzięcie, ale udalo się to przeprowadzić w około 10 do 12 minut.  
26 lipca to święto św. Anny, babci Jezusa. Według organizatorów jest to dzień szczególnego szacunku dla rdzennych katolików.  Franciszek powtórzył swoje apele do młodszych pokoleń, by pielęgnowały swoich starszych i uczyły się od nich, co jest zwyczajem wciąż czczonym w społecznościach tubylczych, ale zanikającym w wielu społeczeństwach zachodnich.
 „W każdym calu chodzi o nich, tak jak o nas” - powiedział do zebranych Phil Fontaine  podczas przemówienia przed przybyciem papieża, odnosząc się do szacunku, jaki rdzenni mieszkańcy mają dla swoich starszych. Fontaine jest byłym przywódcą Narodowego Zgromadzenia Pierwszych Narodów, byłym pensjonariuszem szkoły z internatem i członkiem delegacji Indian i Metysów, która spotkała się z papieżem w Watykanie na początku tego roku i zaprosiła go do przyjazdu do Kanady.
Później tego samego dnia papież udał się do Lac Ste. Anne, na północny zachód od Edmonton i wziął udział w corocznej pielgrzymce wspólnoty. Coroczna pielgrzymka do Lac Ste. Anne odbywa się od ponad wieku – choć została wstrzymana z powodu COVID-19 – i od dawna ma znaczenie dla rdzennych chrześcijan. Oczekuje się, że Papież spędzi w tym miejscu około godziny pierwszego dnia czterodniowej tradycyjnej pielgrzymki. Oczekuje się, że udział Franciszka rozpocznie się około godziny 17:00.  
Franciszek rozpoczął swoją tygodniową wizytę w Kanadzie wystąpieniem publicznym w Maskwacis w Alta. w poniedziałek, gdzie przepraszał za przymusową asymilację rdzennych indiańskich dzieci w szkołach rezydencyjnych. Papież powiedział, że jego przeprosiny są tylko pierwszym krokiem do zadośćuczynienia rdzennej ludności w Kanadzie i że należy przeprowadzić poważne dochodzenie w sprawie faktów dotyczących tego, co wydarzyło się w przeszłości. „Pokornie błagam o przebaczenie za zło popełnione przez tak wielu chrześcijan przeciwko rdzennym ludom” – powiedział Franciszek w pobliżu miejsca, w którym znajdowała się dawna indyjska szkoła rezydencyjna Ermineskin.
Jego słowa wykraczały poza jego wcześniejsze przeprosiny za „godne ubolewania” akty misjonarzy, a zamiast tego wziął odpowiedzialność za instytucjonalną współpracę Kościoła z „katastroficzną” polityką asymilacji, która według Kanadyjskiej Komisji Prawdy i Pojednania stanowiła „ludobójstwo kulturowe”. Mszę papieska w Edmonton i inne wydarzenia historycznej wizyty papieża z rdzenną ludnością w Kanadzie można oglądać i słuchać w CBC, gdzie przeprowadzane są bezpośrednie transmisje.
 Ponad 150 000 rdzennych dzieci w Kanadzie zostało zmuszonych do uczęszczania do finansowanych przez państwo szkół od XIX wieku do lat 70. XX wieku, aby odizolować je od wpływu ich domów i kultury. W środę papież Franciszek wyruszy z Alberty do Quebec City, a póżniej uda się do Iqaluit.

ps.

 

Przy okazji przypominamy tekst z kwietnia ubiegłego roku

 

ORKA NA UGORZE

 W 1783 r. Polska jako pierwszy kraj na świecie zakazała kar cielesnych w szkołach. No, tak nie do końca, bo ustawy KEN dopuszczają wyjątki, ale w tym kierunku szło. Nie doszło, bo, jak wiecie, Rzeczpospolitą rozebrano.
No i znów można było radośnie tłuc uczniów.
Większość krajów zakazała tej praktyki dopiero w latach 80-tych XX wieku.
Nie żartuję. Austria – 1974, Dania – 1967, Niemcy – 1983, Nowa Zelandia – 1990, ale ze względu na lukę prawną, trwało to aż do 2007, Hiszpania -1985, Wielka Brytania – w szkołach publicznych -1986, ale w prywatnych – 1998. Szkocja w 2000, a Irlandia Północna w 2003.
I to nie bajki, są wyroki sądów oczyszczające nauczycieli. Brytole zrobili to zresztą pod naciskiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
W USAw 18 stanach nadal można bić w szkołach.Wroku szkolnym 2011-12 wpierdziel zaliczyło tam 167 tysięcy uczniów.
W Afryce na ogół można tłuc, a nawet trzeba.
Tak sobie o tym piszę, żeby uświadomić tym, co zapomnieli oraz millenialsom, że świat nie zawsze wyglądał tak, jak teraz, że największą życiową krzywdą jest brak lajków na insta, a nawet dziś wcale nie wygląda on wszędzie ciekawie.
Chłosta, w takiej, czy innej formie była normą. Ot, choćby taki Janko Muzykant, ukradł skrzypeczki, to go stójkowy stłukł, aż chłopaczyna skonał. I nikomu to różnicy nie
zrobiło.
Najważniejsze było posłuszeństwo. I dobre maniery. Jeśli trzeba było dzieciaka katować, by się nie garbił, nie chował rąk do kieszeni i nie odzywał nie pytany – trudno. Biedny wychowawca się spocił.
Od razu mówię, że Was, Drodzy Millenialsi – w takiej wiktoriańskiej Anglii zwyczajnie by zatłuczono. Za sam wyraz pyska.
Ale co tam 100 lat temu.
W latach 80-tych w mojej podstawówce nauczycielki szarpały za włosy, policzkowały, tłukły głową o głowę (np dwóch uczniów gadających w ławce), ciągnęły za ucho przez cały korytarz i tak dalej.
Co się musiało dziać w takich postępowych krajach, jak UK, gdzie prawo na to pozwalało, wolę nie myśleć. Jakoś to jednak City of London nie zniszczyło.
Tak. Świat był inny. Dlatego nie możesz jak głupi wylewać swoich emocji w komentarzach pod artykułami o wydarzeniach sprzed lat. Nie możesz oceniać ich dzisiejszą
miarą.
To, co dziś wydaje Ci się absolutnym bestialstwem, dla Twojego pradziadka było normą. Na przykład 20 pasów na goły tyłek za spóźnienie na obiad.
Pradziadek wyrósł jednak na porządnego człowieka, często na bohatera. Po prostu tak wtedy było.
Postępowa Kanada jest mocno zdecentralizowana. W zasadzie od praktyki tej odchodzono stopniowo od lat 70-tych, ale zakazy w poszczególnych prowincjach to dopiero lata
90-te.
Całkowicie zakazano kar cielesnych w szkołach kanadyjskich dopiero w 2004. Od 1960 r. ludność indiańska ma pełne prawa do obywatelstwa kanadyjskiego. Mówi 53 językami i jest podzielona na 605 grup plemiennych. Zapamiętajcie te dane, bo to ważne. 53 języki. 605 grup plemiennych.
W 1634 wśród Huronów osiedliło się kilkoro Jezuitów. Uważali autochtonów za ''braci''. Jean de Brebeuf napisał nawet śpiewaną do dziś kolędę w ich języku.
Wybudowano kaplicę i szpital. Wkrótce jednak nadeszli Irokezi. Wcześniej wyśmiewali koncepcję Raju, bo co to za Raj, w którym nie można skalpować.
Zakonników oskalpowano, polewano wrzątkiem, a serce de Brebeufa zjedzono.
Co ciekawe, po tym wydarzeniu nastąpiła lawina nawróceń. Huronowie schrystianizowali się błyskawicznie.
Niemniej konflikty z innymi plemionami ciągnęły się aż do XX wieku.
Mamy mnóstwo opisów indiańskich okrucieństw, przy których Rzeź Wołyńska blednie.
Są tam pieczone na rożnach, na oczach rodziców, niemowlęta, wyłupywane oczy, obcinane kończyny, zbiorowe gwałty, odzieranie ze skóry i kanibalizm.
A także niewolnictwo. I to nie takie tam, znane z westernów, że sobie jakieś plemię białego dzieciaka, czy kobietę porwało i trzymało. Mówimy o niewolnictwie zinstytucjonalizowanym, masowym, takim, jak np w starożytnym Rzymie. Oraz zorganizowanym handlu.
Wniektórych rejonach nawet 1/4 populacji była niewolnikami. Niewolnictwo było dziedziczone, potomek niewolnika był niewolnikiem.
Niektóre plemiona w Kolumbii Brytyjskiej kontynuowały segregację i ostracyzm potomków niewolników aż do lat 70-tych XX wieku. Zapamiętajcie to: Kolumbia Brytyjska, lata 70-te.
Wojny z Indianami w Kanadzie były zjawiskiem marginalnym, ale w sąsiednich Stanach Zjednoczonych, jak wiecie z westernów i literatury – nagminnym.
I znów – to nie są legendy, ani opowieści z głębi czasu, tylko najnormalniej w świecie na przełomie wieków, kiedy powstawały już pierwsze samochody, a Prus pisał ''Lalkę'', od Indianina można było całkiem realnie zarobić w łeb tomahawkiem albo kulkę czy strzałę.
Zagnani do rezerwatów, degenerowali się. Powszechny był alkoholizm. Żyli w nędzy, co skłaniało do kradzieży. Ta sama nędza powodowała fatalny stan zdrowia.
Wymierali.
Biali też nie byli święci. I nie są do dziś. Wszyscy znamy wyczyny nie tylko kolonizatorów, ale choćby bolszewików, czy naszych sąsiadów z Ukrainy, albo Niemiec.
Celowo nie wspominam o Tasmanii, czy Kongo, bo chcę uświadomić, że biali Europejczycy wcale nie traktowali siebie nawzajem jakoś znacząco lepiej, niż robili to z podbijanymi ludami na innych kontynentach.
Więc ci Indianie, byli po prostu ludźmi. Ani gorszymi, ani lepszymi. Takimi samymi. Nie ma co ich oczerniać, ale tak samo nie ma powodów wybielać i budować jakiejś
legendy. Jak wszyscy na świecie dopuszczali się różności. Problem z nimi polegał na tym, że zatrzymali się w epoce kamienia.
Nie, to nie dowcip, ani obelga. To fakt.
Jakieś 10 tysięcy lat różnicy. Nie znali koła, ani nawet udomowionej trzody chlewnej. Mieli psy. Psa udomowiono 15 tysięcy lat temu, a na przykład kozę – 9 tysięcy, a krowę - 6. No, to macie różnicę. Kamienne narzędzia, psy, te sprawy. I indyki.
A teraz przełóżcie to na różnice kulturowe i mentalność.
''W 1867 cztery kolonie wchodzące w skład Brytyjskiej Ameryki Północnej uchwaliły Konfederację Kanady i powołały do życia nowe państwo – Kanadę. Ludzi mieli 3,5 miliona.
''Jedno z najsłabiej zaludnionych państw świata (..), ponad 90% ludności skupia się w pasie szer. 300 km, wzdłuż południowej granicy kraju, (..) obszary północne i północnowschodnie prawie bezludne.
''Do połowy XX wieku transport do Kanady oraz w obrębie jej terytorium był w znaczący sposób regulowany przez rytm pór roku, a także ograniczenia związane z surowymi
zimami, w czasie których zamarzały kanadyjskie rzeki, a podróże przez ocean stawały się ryzykowne. '' I brakowało ludzi. Zwłaszcza wykształconych.
Do tego państwo kanadyjskie było i jeststworem całkowicie sztucznym.
W roku 1965 rządowa Komisja Królewska ds. Dwujęzyczności i Dwukulturowości opracowała oficjalną politykę dotyczącą dwujęzyczności, a także ustanowiła „Anglików” i „Francuzów” dwiema „rasami (grupami ) założycielskimi”.
Metysi wzniecali powstanie w Manitobie dwa razy. Kanada nabyła ich razem z ziemią od Kompanii Zatoki Hudsona.
Walki z Indianami toczyły się równolegle.

W takich warunkach państwo kanadyjskie zdecydowało się wprowadzić system powszechnej edukacji.
Po pierwsze, bo potrzebowało ludzi z wykształceniem. Po drugie, by z różnych i skonfliktowanych grup stworzyć naród. Taki w miarę spójny, mówiący jednym językiem, chrześcijański, poczuwający się do jakiejś wspólnoty innej, niż handel skórkami bobrowymi i tarcicą.
Wprowadzono obowiązek szkolny, czy jak kto woli – przymus. Taki sam, jak mamy dziś w Europie.
Z tym, że na olbrzymich, bezludnych obszarach. Na których mieszkało oprócz Francuzów i Anglików, oraz innych Europejczyków – 605 plemion, z 53 językami.
No, to teraz może zaczyna niektórym świtać, skąd i dlaczego wziął się ów niesławny ostatnio za sprawą mediów system szkół z internatem.
Ponieważ, jak wspomniałem – brakowało kadr, a tym bardziej takich, co chcieliby jechać na jakieś odległe od cywilizacji pustkowia zamieszkałe przez ludzi z epoki
kamiennej, skorzystano z już istniejącej infrastruktury – sieci szkół założonych przez misjonarzy. Do tego wybudowano trochę nowych, a ich prowadzenie również powierzono duchownym.
Wprowadzono obowiązek szkolny. Czyli to samo, co dziś w Polsce.
Tak, czasami dzieci odbierano rodzicom siłą, rękoma Policji Konnej. Zapewniam, że dziś też, jeśli uporczywie nie będziesz posyłał dziecka do szkoły, to prawdopodobnie Ci je odbiorą.
W wielu krajach, jak zapewne wiecie z mediów, potrafią je odebrać za byle bzdurę, np zbyt mały entuzjazm do tęczy. Dziś, w XXI wieku w Europie.
Może pomyślcie o tym, zanim zaczniecie przeżywać niczym żyrafa lot balonem, fakt, iż sto lat temu w Kanadzie na siłę zwożono do szkół małych łowców bizonów.
Realnie ten obowiązek trwał do 1948, a skutecznie był egzekwowany w latach 1920-48.
Po tej dacie, wbijcie to sobie do głów – nikt nikogo nie porywał. A przynajmniej nie w majestacie prawa.
Po prostu stworzono system swoistych nagród w postaci bonów na żarcie, i innych takich.
Więc rodzice oddawali dzieci na naukę DOBROWOLNIE.
Inna rzecz, to sieroty – tych nie brakowało. I takie zgarniało się z ulic, czy od opiekunów bezprawnych, choć według samych Indian – zapewne ich prawo obyczajowe stanowiło inaczej.
Jak wyglądało to od strony rządu?
Aw latach 20-stych zaczął za bezcen, albo i za darmo przejmować ową sieć szkół misyjnych, bo kościoły miały problemy ze sprostaniem finansowo koniecznym naprawom,
remontom, oraz nałożonym na nie obowiązkom, w tym liczbie uczniów.
Poprzejmował i tak zostawił. Kadrę zyskał i zapomniał. Finansowanie było nadal niewystarczające i takie pozostało aż do końca systemu w latach 90-tych.
Ale rząd oficjalnie sprawował nadzór i to on ponosi odpowiedzialność prawną za wszystko, co tam się działo.
A co się działo, pomijając to, czym ekscytują się media, czyli przypadki wykorzystywania seksualnego i skrajnie brutalnego traktowania?
A, na przykład – szalała gruźlica.
Szczepionkę przeciw niej opracowano w 1921. Co znaczy, że 40 lat szkoły funkcjonowały w świecie, w którym ani szczepionki, ani lekarstwa
nie znano. Mało tego – pierwsze leki powstały w 1946. Adzieci przybywały z rezerwatów często, jeśli nie zwykle – już zarażone.
A teraz uświadomcie sobie, że to nie XXI wiek i nie covid. Nikt na kanadyjskie zadupia nie dostarczał szczepionek ani leków samolotami, na wyścigi, żeby broń Boże, jakieś
dziecko nie zmarło. Umierały dzieci Indian, tak samo, jak dzieci Białych. Dorośli też.
W ogóle dzieci wtedy umierały często, także w Europie.
Oczywiście, gruźlica nie była jedynym zabójcą. Zabijały, podobnie jak wszędzie na świecie: grypa, zapalenie płuc, zapalenie opon mózgowych, wypadniecie z okna, pożar, utonięcie. Niektóre dzieci straciły życie podczas ucieczek – zamarzły, utonęły, zmarły z wycieńczenia.

 Dodatkowo – odległości od szpitali. Znów – to nie dziś, że helikopter, szpital co dwa metry, karetka.
Dzieciak zachorzał, to i zmarł, bo przecież nikt go nie będzie wlókł do szpitala przez pół kontynentu na kocu pomiędzy kijami przytroczonymi do konia.
Chowano je na cmentarzach obok szkół. Bo niby gdzie? Co miano z nimi zrobić? Przypominam: odległości. Niektóre szkoły leżały setki i tysiące kilometrów od osad plemienia.
Ówczesne środki transportu, klimat, stan dróg. Koszta, ludzie do tego potrzebni. Konserwacja ciał. NIEREALNE.
W dodatku – często nie znano pochodzenia dzieci. Bo sierota. Bo ktoś nie zapisał. Bo ponad 50 języków.
Albo rodzice według wiedzy szkoły – już nie żyli. Tak, bo śmiertelność w rezerwatach była porażająca. Nadal jest. Indianie masowo marli na te same choroby, oraz za przyczyną alkoholu, wypadków, przemocy. Być może pobyt w szkole niejednemu dziecku ocalił życie. I niejedno straciło je po opuszczeniu szkoły, z przyczyn podanych powyżej.
Nie wierzycie?
Kiedy Kanada przystąpiła do II wojny światowej, wielu Indian zgłosiło się do wojska. Połowa z nich się nie nadawała. Z powodu STANU ZDROWIA.
Dzieci, chowano i zapewne stawiano drewniany krzyż, bo niedofinansowane szkoły nie miały środków na nagrobki i tablice. Kogoś to dziwi?
Dziś te groby są często nieoznakowane, zapomniane.
Znów – co w tym dziwnego? Minęły lata, właściciele gruntu się zmieniali.
Dziś w Polsce – jeśli nie uiszczasz opłat, to po prostu możesz grób stracić. Po 20 latach można w nim pochować kogoś innego.
Co dziwnego w tym, że krzyże zbutwiały, kamienne tablice zarosły, albo skruszały? I jakie to przestępstwo, że robi się z tego aferę?
Ale jest coś fajnego – grunty najpierw przejął rząd, a potem sami Indianie.
I uwaga – oni wtedy jakoś nie interesowali się tymi pochówkami. Nie zadbali o groby. A przecież pamięć była świeża, co nie? ''Mamo, tato, o tu – tu- Małego Bizona pochowali''.
Albo: ''Panowie, tam jest stary cmentarz''. No, jakoś nic. Trawa dalej mogiły porastała.
A w rezerwacie płynęła whisky.
''Nie najlepsze wyniki działalności tego typu szkół wywołały w końcu reakcje Kościoła katolickiego, czego rezultatem stało się opublikowanie w 1959 r. przez oblatów raportu pt. Residential Education for IndianAcculturation, który doprowadził w dziesięć lat później do rozdziału dotychczasowego partnerstwa w edukacji młodzieży indiańskiej Kościołów i rządu federalnego, a w sumie powolnego zsekularyzownia szkolnictwa indiańskich dzieci, wraz ze zmniejszeniem liczby tych szkół, oraz po 1972 r. powolnego przechodzenia szkół pod opiekę rządów prowincyjnych.
Jednak niewiele poprawiło to sytuację samych przymusowo uczonych tam dzieci ''
A, to już perełka.Wynika z niej - UWAGA – że to Kościół katolicki alarmował i przyczynił się do demontażu systemu. Tak, ten Kościół, z którego teraz robi się w mediach oprawcę. Wynika też, że pod opieką państwa, wcale nie było lepiej. Ale państwo w mediach jakoś mniej w roli oprawcy występuje.
"1972: Wyprzedzając koniec szkół rezydencjalnych, Departament Spraw Indiańskich nakazuje zniszczenie wszystkich akt personalnych Indian, wliczając w to akty własności.
W wyniku tego, własność ziemi oraz genealogia niezliczonych rodzin indiańskich zostaje zniszczona, podważając roszczenia do indiańskiej ziemi."
No, własność, własnością, ale akta poszły z dymem. To bardzo ciekawe, bo teraz o niechęć udostępnienia akt, ich niszczenie i zaniedbania w ich prowadzeniu – oskarża się
Kościół.
"Większość indiańskich szkół rezydencjalnych została zamknięta lub przekazana do zarządzania przez lokalne rady. Nie mniej jednak, wiele aktów wykorzystywania i zbrodni przeciwko dzieciom ma nadal miejsce, z rąk indiańskiego personelu."
A to złotko! Indianie sami swoje dzieci krzywdzili.
A ja się pytam, ile z tych dzieci, w ramach tradycji (przypominam – Kolumbia Brytyjska, lata 70) uważano za niewolników, bądź ich potomków?
W szkołach stosowano kary cielesne.
Media rozrywają szaty. Odsyłam do początku posta. To była norma. Zgodna z prawem.
Do tego dodajmy fakt, że mnóstwo osób tam pracujących nie miało odpowiednich kompetencji. Bo skąd? Bycie zakonnicą nikogo pedagogiem, ani supernianią nie czyni.
A na jedną siostrę potrafiło przypadać 100 małych Indian. Prosto z epoki kamienia łupanego, mówiących w 54 językach.
Dzieci, które wychowywano wcześniej po indiańsku, czyli stawiając na maksymalną niezależność.
Nie znające dyscypliny i nie rozumiejące jej. Nie chcące siedzieć w ławce i być cicho.
Autentycznie DZIKIE.
I obyte z przemocą, widokiem oprawianej zwierzyny, za to nie obyte z higieną, czy sztućcami.
I potrafiące krzywdzić siebie nawzajem. W szkołach dochodziło do seksualnego wykorzystywania. Owszem, tak wskazują wyniki śledztwa i wspomnienia byłych uczniów.
Nie pisze się jednak w ogóle o tym, że często to starsi uczniowie wykorzystywali młodszych, albo chłopcy gwałcili koleżanki.
To niepoprawne politycznie.
Poza tym – skala. Ja jakoś niedowierzam. Bo, podobnie jak z grobami – jak to? Kolejne roczniki opuszczają szkolne mury i nikt nie mówi: ''Mamo, Tato, strasznie mnie tam
krzywdzili''? Żadnych pozwów, procesów? Wszyscy doświadczali tego typu przemocy i siedzieli cicho? A, dobra. Może i tak.
''Napaść seksualna i wykorzystywanie seksualne dzieci to główne wyzwania, przed którymi stoją tubylcze społeczności w Kanadzie.
Statystyki pokazują, że rdzenni Kanadyjczycy są bardziej narażeni na napaść seksualną lub ofiary wykorzystywania seksualnego dzieci.
Aborygeni są jednym segmentem kanadyjskiej populacji o stosunkowo wysokim wskaźniku urodzeń. Niestety, wiele dzieci w rodzimych rezerwatach żyje w ubóstwie pod niewłaściwym nadzorem dorosłych. Wskaźniki nadużywania alkoholu i narkotyków w społecznościach tubylczych są wyższe niż w innych częściach Kanady, co przyczynia się zarówno do względnego ubóstwa, jak i braku nadzoru dorosłych. Złe warunki życia i brak odpowiedniego nadzoru dorosłych powodują wysokie wskaźniki napaści na tle seksualnym na rodzimych rezerwatach. .Aboriginal and Native Indian Sexual Assault in Canada (sexassault. ca) ''
Współczesne dziennikarstwo to gówno.
Praktycznie w każdym dostępnym artykule na ten temat występują rażące błędy i przekłamania, które można zweryfikować w 5 minut.Ale dla dziennikarzy umiejętność korzystania z google to widocznie zbyt wiele, wikipedia zaś stanowi odległą galaktykę.
Najczęściej powtarza się brednia o prowadzeniu tych szkół przez Kościół aż do lat 90-tych. Nie!!! Od końca lat 60-tych prowadziło je państwo.
Druga brednia to ''masowe groby''. Masowe groby, to znaczy zbiorowe mogiły, macie, durnie, w Katyniu. Gdzie do jednego
doła wrzucano wielu, wielu ludzi. To, o czym mówicie, to np 700 mogił. Oddzielnych. I nie ''dzieci'', bo chowano tam też okolicznych parafian,a niektóre cmentarze są starsze
od szkół. Nie dokonano ekshumacji i cholera wie, kto tam leży.
Mogę tak długo. Postuluję, by w redakcjach przeprowadzić testy IQ, mam podstawy przypuszczać, że zatrudnia się tam niepełnosprawnych umysłowo, bez żadnej kontroli pozwalając im upubliczniać informacje. Zwykle zresztą jeden przepisuje od drugiego, jak na kretynów przystało.
Jak się wzbudza nienawiść? A np. takimi słowami – ''dzieci chowano zwyczajnie, w ziemi, jak psy'' .
A gdzie, przepraszam miano je chować?W wodzie? W niebie? Co znaczy ''jak psy''? Z obrożami, smyczami, kagańcami? Coś takiego mogła napisać tylko osoba chora z nienawiści do Kościoła. Ale czytelnik czyta i emocje się rozpalają.
Albo: ''dzieci wykradziono z domów''. Że co? Nocą, po kryjomu? Bezprawnie?
Albo: ''W latach 60. zorientowano się, że szkoły te przynoszą więcej szkody niż pożytku.
Tzn. że nie tylko nie edukują młodych pokoleń, ale że dochodzi za ich drzwiami do niewyobrażalnej krzywdy. Zaczęto je wygaszać, a przy tym odbierać Kościołowi. '' - po
pierwsze: kościołom. Różnym. Po drugie, nie ''zorientowano się'', tylko Kościół alarmował!
''A dzieci nie tylko nie dostawały niezbędnego leczenia, ale niektóre wręcz celowo infekowano, by móc "regulować populację". Te ośrodki były przepełnione, więc im więcej
dzieci zmarło, tym mniej pracy miał personel szkolny, który w nich pracował. Najczęściej w ciężkich warunkach, bez żadnego wsparcia i pomocy - bo te szkoły nie podlegały jakiejkolwiek kontroli. '' - insynuacje. Żadnych dowodów na celowe zarażanie. A brak kontroli – tę powinien sprawować rząd.
Albo: ''Kościół nigdy nie przeprosił'' Tak? ;;Kanadyjską Ludność Rodzimą wielokrotnie i uroczyście przepraszano za nadużycia oraz wyrządzone krzywdy. Uczyniły to oddzielnie zarówno Kościoły protestanckie, jak i biskupi rzymskokatoliccy, w roku 1991 kanadyjscy oblaci i kilkakrotnie papież Jan Paweł II (w latach 1984,1994 i 2002)'' Aha... ''że wielu z zabitych zmarło na choroby, w tym gruźlicę, '' - no, to już grubszy kaliber.
Kiedy przestałem się śmiać, dotarło do mnie, że insynuuje się zabijanie. Celowe. Ale debilizm tego zdania i tak poraża.
Szacuje się, że w 88 szkołach przez 120 lat zmarło około 4 tys dzieci z uczących się 150 tys.
I to ma być sensacja? Ktoś porównał ze śmiertelnością wśród dzieci w Kanadzie w ogóle w analogicznym okresie?
A w rezerwatach?
A, gdzie tam, który dziennikarz by takie rzeczy robił. Ważne, że można w Kościół uderzyć.
A teraz płoną w Kanadzie kościoły. Nie budynki rządowe. Nie parlament. Nie kliniki aborcyjne i nie sklepy z alkoholem.
Ten post nie ma na celu kogokolwiek wybielać i relatywizować winy.
Tam gdzie doszło do przestępstw i nadużyć, bezwzględnie trzeba to ukarać.
Tam, gdzie wymagane jest śledztwo, trzeba je do końca przeprowadzić.
Tam, gdzie trzeba, dokonać ekshumacji.
A po wyrokach sądowych – komentować.
Protestuję jedynie przeciwko powielaniu nierzetelnych bredni, szerzeniu nienawiści, bezmyślnym, emocjonalnym komentarzom i wydawaniu wyroków na podstawie nagłówków
tworzonych przez półgłówków.
W oderwaniu od realiów epoki.
I w ogóle realiów.

Akors

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: