•   Wednesday, 05 Aug, 2026
  • Contact

Analfabeci czy raczej postpiśmienni?

Nie do końca się z tym zgadzam, ale zgodziliśmy się co do złowrogiej prawdy. Prawie nikt już nie czyta prawdziwych książek. Nie jesteśmy analfabetami. Jesteśmy postpiśmienni. Taka jest teza przerażającego artykułu w „The Atlantic” autorstwa Rose Horowitch, etatowej dziennikarki.
Udokumentowała to, co intuicyjnie czujemy. Mniej niż połowa dorosłych przeczytała jakąkolwiek książkę w 2022 roku; tylko 38 procent czyta beletrystykę. Codzienne czytanie dla przyjemności spadło do 16 procent w 2023 roku z 28 procent w 2004 roku. Jestem pewien, że teraz jest znacznie gorzej. Czuję to każdego dnia. Pozwalam, by mijały dni i tygodnie, zanim nagle uświadamiam sobie: nie karmię swojego mózgu; Po prostu konsumuję. Wszyscy to robimy.
Wśród młodych ludzi jest o wiele gorzej. Pokolenie Z po prostu nie interesuje się czytaniem, wmawiając sobie, że to przestarzała technologia, podczas gdy oni są młodzi i chętnie korzystają z nowości. W rezultacie łatwo dostrzegam ogromną lukę w zrozumieniu, która pojawia się w rozmowie z osobą z pokolenia Z. Historia? Niewiele wiedzy. Literatura? Zapomnij o tym. Odniesienia kulturowe? To jakaś pomyłka.
W dużej mierze sprowadza się to do utraty czasu na czytanie i zastąpienia go absolutnie bezmyślnymi śmieciami w mediach społecznościowych. To pokolenie lockdownu z powodu pandemii COVID-19, dzieci zmuszane przez dorosłych do dziwnej izolacji i uzależnienia od technologii cyfrowych. Odebrano im lata kształtowania się i to widać.
Nie muszę przytaczać dowodów empirycznych na to, że staromodne czytanie umiera lub wymiera, bo wszyscy o tym wiemy. Ale co to dla nas oznacza?
Horowitch cytuje Benjamina Franklina, mówiąc o tym, jak ważne było czytanie dla rewolucji amerykańskiej. W starożytnym świecie tylko nieliczni mogli słuchać przemówień mężów stanu i filozofów, ale dzięki książkom i gazetom dostęp do nich ma każdy.
„Te biblioteki usprawniły komunikację Amerykanów i sprawiły, że zwykli rzemieślnicy i rolnicy stali się równie inteligentni, jak większość dżentelmenów z innych krajów” – napisał w swojej autobiografii. W ten sposób „Zdrowy rozsądek” Thomasa Paine’a stał się bestsellerem i umocnił narodową determinację, by obalić brytyjskie panowanie.

Byłem jednym z pierwszych innowatorów w udostępnianiu obszernych tekstów online. Był rok 1995, wynaleziono przeglądarkę internetową, a wraz z nią możliwość bezpłatnej dystrybucji książek do miliardów ludzi. Wykorzystałem każdą okazję i opanowałem ówczesne narzędzia, aby udostępnić co najmniej 1000 książek w kilku formatach. To doświadczenie napełniło mnie nadzieją.

A potem pojawił się Projekt Gutenberg. Oto droga do powszechnego czytania i pisania, pomyślałem. Każdy może mieć dostęp do wszystkich klasyków, wszystkich najważniejszych dzieł, które zbudowały cywilizację, na swoich urządzeniach, nie płacąc za nie ani grosza. Koniec z czekaniem na dostawę, koniec z budowaniem regałów w domu, koniec z noszeniem książek z jednego domu do drugiego.
Marzenie się spełniło: powszechna dystrybucja wszystkich wspaniałych pomysłów za darmo dla każdego. Wierzyłem, że zmierzamy ku powszechnemu czytaniu i pisaniu, jakiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy.
Co więcej, nowe technologie oszczędzały nam wszystkim mnóstwo czasu. Bazy danych wykonywały obliczenia, które kiedyś trwały kilka dni i minut. Listy można było wysyłać natychmiast, bez czekania na pocztę. Ludzie mogli komunikować się na ogromne odległości bez poczty, przesyłając dokumenty i filmy, przyspieszając tempo wszystkiego.
Wszystkie te innowacje stworzyły więcej cennego zasobu niezbędnego do głębokiego czytania, czyli czasu. Mieliśmy nowe, obfite zasoby czasu, jak nigdy dotąd, a dostęp do wspaniałych książek nigdy nie był bardziej demokratyczny i niedrogi. Potem pojawiły się czytniki elektroniczne, aby wszystko to jeszcze bardziej ułatwić.
Wszystko było przygotowane na renesans czytania i pisania.

A potem coś poszło strasznie nie tak. Urządzenia oszczędzające czas nie wygenerowały go więcej, ale jedynie skróciły czas koncentracji. Chcieliśmy wszystkiego natychmiast, podczas gdy czytanie wymaga cierpliwości, koncentracji i skupienia. Skupienie było ostatnią rzeczą, jaką stworzyła rewolucja technologiczna.
Innymi słowy, wszystkie nowe technologie przyniosły odwrotny skutek, niż się spodziewaliśmy. Przeprogramowały ludzki umysł na natychmiastową gratyfikację i stopniowo wyparły wszystko, co wymagało niezakłóconego skupienia. Uzależniliśmy się od wyrzutu dopaminy, który towarzyszył najświeższym wiadomościom, szybkiemu dostępowi i nieustannym dreszczykom emocji.
Błędem, jaki popełniłem, było założenie, że stare zwyczaje zostaną zachowane, nawet gdy nowe technologie uczynią je bardziej dostępnymi. Nie brałem pod uwagę możliwości, że nowe technologie rozniosą starą kulturę w nicość i zastąpią ją bełkotem i nonsensami.
Z perspektywy czasu, powinienem był się tego spodziewać, biorąc pod uwagę to, co stało się z telewizją. Wcześniej przewidywano, że będzie ona wypełniona wykładami w stylu uniwersyteckim i koncertami symfonicznymi. Ta prognoza została obalona po zaledwie kilku latach programowania.
Latami pisałem eseje, w których błagałem ludzi, by skorzystali z dostępu do literatury, ale stopniowo zacząłem zdawać sobie sprawę, że wszystkie moje kazania były raczej bezużyteczne. Toczyłem ciężką walkę, ponieważ nowe technologie nie tylko uczyniły książki bardziej dostępnymi, ale także stworzyły milion alternatyw dla książek, które są bardziej angażujące.
Czytanie i pisanie było wypierane. Po co czytać książkę, skoro można po prostu obejrzeć i udostępnić mem? Czułem to każdego dnia, publikując coraz więcej. Nie były czytane; były wypierane przez bzdury.
Moja praca nad umieszczaniem tekstów w internecie trwała 15 lat, od 1995 do 2010 ro-ku. I oto jesteśmy, 16 lat później, a ja jestem w większości rozczarowany rezultatami. Na-wyk „szukania czegoś” stał się jedynie poszukiwaniem pierwszych odpowiedzi lub pozwoleniem sztucznej inteligencji na generowanie ich za ciebie, zamiast faktycznego badania oryginalnych źródeł czegokolwiek.
Nie chcę się zbytnio w to zagłębiać, ale pozwólcie, że powiem to, co czuję. Młode pokolenie zdaje się nie wiedzieć prawie nic o niczym, co ma znaczenie. Jeśli więc wyjdę na starego piernika przeklinającego nawyki młodych, niech tak będzie.
Szeroko rozpowszechniona ignorancja doprowadziła do szokującego ubytku słownictwa – dobrego sprawdzianu każdej cywilizacji – i podstawowej erudycji. To tak obraźliwe, że ostatnio prawie nie mogę słuchać podcastów. Nawyki językowe większości osób poniżej 40. roku życia są szokująco złe i obraźliwe.

Horowitch przedstawiła pomocne spojrzenie na argumenty za czytaniem prawdziwych książek, a nie odrzucaniem ich jako po prostu staromodnych. Jestem przekonany do każdego argumentu, który tu przedstawiła.
Czytanie jest nienaturalne, napisała, tak jak doskonałe zdrowie. Ale tak jak ćwiczenia fizyczne są dla naszego ciała, tak czytanie jest dla umysłu. Przeprogramowuje mózg, umożliwiając mu skupienie uwagi, logiczne/abstrakcyjne myślenie, refleksję i złożoną ana- lizę. Umożliwia liniowe rozumowanie, koncentrację wewnętrzną i syntezę. Różnice między analfabetami a osobami umiejącymi czy- tać i pisać pokazują korzyści w zakresie logiki sylogistycznej i oderwania od rzeczywistości.
Mózgi „doskonalą to, co praktykują”, podczas gdy zastępowanie książek krótkimi filmami powoduje zanik koncentracji, wyobraźni i funkcji wykonawczych.
Czytanie sprzyja głębszemu zaangażowaniu w przeciwieństwie do biernej konsumpcji. Dzieje się tak, ponieważ książki wymagają aktywnej pracy (wyobraźni, wnioskowania, utrwalania idei w tekście), nagradzając wglądem i przyjemnością. Filmy są bardziej pasywne/bogate w informacje, ale przytłaczają, jeśli nie rozwijają refleksji; ludzie mniej rozumieją na ekranach. Czytanie buduje „wytrzymałość” i wiedzę kontekstową.
Pisanie i czytanie były ważną zmianą w historii, ponieważ oddzielały idee od mówców, umożliwiały bezstronną analizę i tworzyły trwałe zapisy w filozofii, nauce, historii i każdej innej dyscyplinie. Wspierały świadome obywatelstwo (np. wizję czytającej publiczności według Ojców Założycieli). Rozpowszechnienie umiejętności czytania i pisania promowało racjonalny, oparty na dowodach dyskurs.
Horowitch argumentowała, że ​​postpiśmienność faworyzuje emocjonalne, powtarzalne, oparte na epitetach, sprzeczne style nad niuansami. Wzmacnia ona chaotyczną irracjonalność, uproszczoną treść i rodzaj nihilizmu, który jest domyślną postawą zdezor- ganizowanego mózgu.
Wszystko to, pisała, pogarsza się wraz ze sztuczną inteligencją. Zaburza ona proces myślenia (wymyślanie idei, dostrzeganie błędów, zdobywanie spostrzeżeń). Zalewa nas przeciętnym tekstem, wymagając większej rozwagi, gdy umiejętności słabną. Nadmierne poleganie na niej grozi utratą niezależnego myślenia.

Co z tym zrobić? Czytaj dzieciom. Znajdź czas wieczorami i weekendami, aby wyłączyć wszystko poza książką. Oprzyj się pokusie sięgania po telefon w każdym słabym momen- cie rozmowy. Nie pozwól, aby technologia zastąpiła twój mózg. Zamiast tego, trenuj swój mózg. Nowe narzędzia pojawiają się online, aby czytanie było jeszcze bardziej satysfakcjonujące. Zobacz na przykład Storyaliz.
Czy można odzyskać prawdziwą umiejętność czytania i pisania? Nie jestem pewien, ponieważ nigdy wcześniej tego nie doświadczyliśmy. Kulturowy wpływ postpiśmiennictwa jest absolutnie przytłaczający. Każdy z nas może coś zrobić w swoim życiu.

Jeffrey A. Tucker
Jeffrey A. Tucker jest założycielem i prezesem Brownstone Institute oraz autorem tysięcy artykułów w prasie naukowej i popularnej, a także 10 książek w pięciu językach, ostatnio „Liberty or Lockdown”. Jest również redaktorem „The Best of Ludwig von Mises”. Prowadzi codzienną kolumnę ekonomiczną dla „The Epoch Times” i szeroko wypowiada się na tematy ekonomii, technologii, filozofii społecznej i kultury. Można się z nim skontaktować pod adresem tucker@brownstone.org

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: