Kiribati to grupa wysp w Mikronezji, która otacza równik, a do 1995 r. Międzynarodową linię daty. 33 atole Kiribati o łącznej powierzchni zaledwie 811 km² są rozproszone na powierzchni 3,5 miliona km².
Kiribati to zdecydowanie nie kolejne Tahiti, Hawaje itp., gdzie można się zrelaksować i nie martwić. Ma niewielu gości, którzy muszą być przygotowani na „zgrubne”. To powiedziawszy, nie ma wielu krajów, w których ludzie są bardziej przyjaźni.
Południowa Tarawa jest jednym z najgęściej zaludnionych, najbardziej dotkniętych biedą miejsc na świecie. Inne wyspy mają znacznie mniej ludzi, ale dotarcie do nich może być trudne, a warunki są jeszcze bardziej prymitywne. Większość turystów, zwłaszcza z USA, jedzie na Kiritimati (Wyspa Bożego Narodzenia). Zwrócono na nią uwagę 1 stycznia 2000 r. Jako pierwszą lokalizację na świecie, która doświadczyła nowego tysiąclecia. Warunki są nieco lepsze niż w pozostałej części Kiribati.
Kiribati była zamieszkana przez 2000 lat przed kontaktem z Europą. Pod brytyjskim panowaniem kolonialnym było znane jako Wyspy Gilberta i było administrowane wraz z sąsiednią grupą Ellice Islands (obecnie niezależny naród polinezyjski Tuvalu). Kiribati otrzymało od Wielkiej Brytanii samodzielne rządy w 1971 r. i całkowitą niepodległość w 1979 r. USA zrzekły się wszelkich roszczeń do rzadko zamieszkanych grup Phoenix i Line Island w traktacie o przyjaźni z Kiribati z 1979 r. Obecność wraków okrętów z bitew II wojny światowej o Tarawę Południową sprawia, że ​​nurkowanie do wraków jest powszechną aktywnością turystyczną.
Wyspy Phoenix i Line były zwykle utrzymywane po wschodniej stronie Międzynarodowej Linii Daty i znajdują się w innych strefach czasowych niż grupa Gilbert Islands, ale 1 stycznia 1995 r. Kiribati ogłosiło, że całe jej terytorium znajduje się w tym samym dniu kalendarzowym, skutecznie przedłużając linię daty dalej na wschód, aby to uwzględnić. To sprawia, że ​​Wyspy Liniowe są najdalej „wyprzedzając” jakiekolwiek terytorium na planecie.
Kiribati jest jednym z najniżej położonych państw świata, najwyższy punkt państwa wznosi się na wysokość 81 m nad poziom oceanu.
Prognozy dotyczące zmian klimatu głoszą, że do 2050 roku Kiribati zostanie zalane przez wody Oceanu Spokojnego.
Polska
Wyobraźcie sobie, że będąc w Polsce, możecie obchodzić Boże Narodzenie kilkanaście godzin wcześniej niż inni Polacy i w dodatku pływać w ciepłych wodach oceanu. Do tego można przenosić się w czasie.
Poland, to mała wioska w zachodniej części wyspy Kiritimati (Wyspa Bożego Narodzenia), należącej do państwa Kiribati. Jest największą wyspą na Pacyfiku, należącą do tego państwa. Jednocześnie jest to największa wyspa koralowa na świecie. Położona bardzo blisko równika w strefie klimatu równikowego łagodzonego przez wiejące tam passaty. Uważana jest za raj na ziemi. Średnia roczna temperatura waha się w granicach od 27 do 31 stopni. Pora deszczowa trwa od listopada do marca, w pozostałych okresach często rejon ten nawiedzają susze. To raj gdzie niebo styka się z wodą a pomiędzy nimi błyszczy biały piasek. Błękitna krystaliczna woda oceanu. Wyspa ta jest wybitnie nizinna , najwyższy szczyt sięga jedynie 4 m. n.p.m. Specyficzne ukształtowanie lagun sprawia, że możemy podziwiać niebywałe rafy koralowe oraz okazy flory morskiej niespotykane w innych rejonach . Kiritimati jest porośnięta częściowo przez lasy tropikalne, które są mieszkaniem dla 74 gatunków ptaków, z tego 11 zagrożonych całkowitym wyginięciem
To tajemnicze miejsce, o blisko nam brzmiącej nazwie znajduje się w pobliżu Międzynarodowej linii zmiany daty, umownie biegnącej wzdłuż południka 180 stopni. Mieszkańcy Poland, choć chyba nie Polacy, a raczej obywatele Kiribati, jako pierwsi świętują Boże Narodzenie. To tam obchodzi się Nowy Rok, zanim na sąsiednich Hawajach zacznie się 31 grudnia.
Podróż w czasie
Podróż z Polski do Poland jest niestety skomplikowana i oczywiście nie jest tania. Jak dotychczas nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych. Polecieć można np. z Niemiec przez Hawaje lub Fidżi . Loty z tych miast odbywają się dwa razy w tygodniu. Niestety pobyt na Kiribati wymaga wizy. Polacy mogą ją zdobyć w placówkach w Brukseli lub Londynie. Warto pamiętać, że nie można wykupić jej na granicy. Na miejscu można zamieszkać w tradycyjnym domku na brzegu morza. Biura podróży organizują wyprawy dla miłośników nurkowania lub wędkarstwa, połączone z bezkrwawym polowaniem na ptaki. Podróż taką najlepiej odbyć pomiędzy kwietniem a październikiem. Jest tam wtedy gorąco, ale na szczęście ochłody dodaje przyjemny północny wiatr. To niezapomniana wyprawa, kolejna podróż w czasie w tym miejscu. Wieś Poland to miejsce gdzie mało jest samochodów, brak wysokich budynków, rzadko można znaleźć łódź z silnikiem spalinowym.

Droga do wioski biegnie przez wyschnięte słone jezioro, jest wyboista i zalewana w trakcie przypływów. Domki przykryte strzechą, budowane na palach, rozrzucone są pomiędzy palmami. Pale mają chronić mieszkańców w przypadku wysokiej wody. Nie ma ścian, są tylko maty, które spuszcza się tylko gdy dokucza słońce. W domach brak tradycyjnych dla nas pomieszczeń. Jedna część chatki w nocy jest sypialnią, w dzień po złożeniu posłań stanowi

salon. Posiłki gotowane są w wykopanych w ziemi paleniskach, jada się siedząc na ziemi na rozłożonych matach. Z elektryczności korzysta się tylko od szóstej wieczorem do szóstej rano. Ze światem zewnętrznym można kontaktować się jedynie drogą radiową. To właśnie jest piękne. Ludzie żyją tam z dala od pogoni za pieniądzem, są pogodni, życzliwi nie tylko dla przyjezdnych, ale przede wszystkim dla siebie. Wizyta tam, to podróż do przeszłości, do czasów, gdy również w Polsce ludzie spotykali się wieczorami z sąsiadami, razem świętowali. Miło, choćby na chwilę wrócić do takiego świata.
Kuchnia Kiribati opiera się głównie na świeżych lokalnych owocach i warzywach, takich jak kokos, słodki ziemniak, korzeń taro, oraz na owocach morza i lokalnym drobiu. Popularnym, miejscowym alkoholem, ale tylko dla ludzi o mocnych żołądkach, jest sour teddy – zepsuty sok z kokosa. Wszystkich tych smakołyków można skosztować w domach mieszkańców, którzy są bardzo gościnni i życzliwi.
Ten raj został odkryty przez Jamesa Cooka, a w jednej z jego podróży uczestniczyło dwóch gdańszczan. Jednak to nie oni “przeszczepili” tu Poland. Zrobił to ktoś zupełnie inny.
Dopiero gdy na wyspę przybył na jednym ze statków Stanisław Pełczyński, sprawy przybrały inny bieg. Ten mechanik okrętowy, wiedział jak pomóc tubylcom. Założył nową plantację i osadę, a także nauczył jej mieszkańców, efektywnego nawadniania drzew. W podzięce za zasługi naszego rodaka wioska otrzymała nazwę “Poland”, a zatokę nad która leży, nazwano zatoką św. Stanisława.
Niedawno powstał tam również kościół pod wezwaniem św. Stanisława­.