•   Wednesday, 10 Jun, 2026
  • Contact

"Dyplomatołki z KO, czyli unijny blamaż"

Jeśli wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Kaja Kallas ogłasza nominacje 33 ambasadorów Unii Europejskiej oraz siedmiu zastępców szefów misji (…)i na liście tej nie ma ani jednego przedstawiciela Polski, to premier Donald Tusk i wicepremier Radosław Sikorski powinni się głęboko zastanowić, co zrobili źle, albo czego nie zrobili, żeby uniknąć tego blamażu.
Gdyby do podobnej sytuacji doszło za czasów poprzedniego, konserwatywnego rządu Mateusza Morawieckiego, z ust obu wspomnianych dżentelmenów i wielu innych polityków Koalicji Obywatelskiej zapewne usłyszelibyśmy szydercze komentarze o "dyplomatołkach z PiS", o nędznych kadrach Zjednoczonej Prawicy, o ludziach, którzy nie mają żadnego doświadczenia w sprawach zagranicznych, nie znają języków. I dlatego nie tylko "demolują" i "kompromitują" polską służbę dyplomatyczną, lecz również - rzecz jasna - nie są zapraszani na europejskie salony. Bo przecież dyplomatołków nie wysyła się na unijne placówki.
Może nadszedł czas, aby przyznać, że obecnie rządzący w Warszawie obóz polityczny na dyplomacji nie zna się wcale lepiej i nie jest na tym polu skuteczniejszy niż PiS. A powtarzanie obraźliwych frazesów o "dyplomatołkach" służy jedynie przykrywaniu własnej niekompetencji i indolencji. A niewykluczone, że też zwykłego lenistwa.
Może zamiast produkować setki niewiele znaczących tweetów, może zamiast promowania własnych książek i wywiadów-rzek, może zamiast jałowego poklepywania się po plecach na szczytach i konferencjach, warto było, drodzy Panowie, poświęcić kilka minut rozmowy z Ursulą von der Leyen, Kają Kallas, ale także z Friedrichem Merzem czy Emmanuelem Macronem, by im podszepnąć, że mamy oto dobrego kandydata na takie czy inne stanowisko w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych (ESDZ). Chyba nie ma potrzeby, aby tłumaczyć, że w przypadku pozycji rzeczywiście kluczowych takich spraw nie załatwia się za pomocą not (wysłanych i odfajkowanych) czy na poziomie wiceministrów.
Tym samym pozwolę sobie zadać otwarte pytanie premierowi Tuskowi i wicepremierowi Sikorskiemu: skoro kadry Koalicji Obywatelskiej są tak profesjonalne, tak doświadczone, tak wyśmienicie znają języki obce, to czy mieli Panowie przygotowaną stosowną listę kandydatów na ambasadorów UE? Czy o owych kandydaturach rozmawialiście osobiście z Kają Kallas? A jeśli tak, to dlaczego nie udało się przeforsować ani jednej, mimo że przecież macie Panowie tak fantastyczne "wejścia" w Brukseli?
W ESDZ rozpychają się Niemcy, Francuzi, Włosi, Hiszpanie i Portugalczycy, ze zrozumiałych względów, ostro walczą o stanowiska w Ameryce Łacińskiej. I je dostają: Hiszpanka Belén Martínez Carbonell trafi do Meksyku, gdzie zastąpi Portugalczyka Francisca André, który z kolei obejmie delegację w Brasílii. Londyn przypadł w udziale Finowi, Pekin - Holendrowi, Moskwa - Szwedce, do New Delhi wybiera się Francuz. Włosi otrzymali dwie prestiżowe ambasady: w Japonii i Katarze. Żadne z tych miejsc nie było poza zasięgiem polskiego kandydata (może oprócz Federacji Rosyjskiej, gdzie najpewniej pojawiłby się problem z agrément).
Kłopot w tym, że trzeba chcieć. Oraz umieć. Najwyraźniej Donald Tusk i Radosław Sikorski nie umieją.

Marek Magierowski, wp.pl, 7 czerwca 2026

***

Warszawa w okowach doktryny - “Ukraine First!”

Obecny kryzys we wzajemnych stosunkach Polski i Ukrainy nie powinien zaskakiwać! UPA  była zawsze gloryfikowana! To tylko typowo polska postawa pseudo-elit, pod wpływem obcych wpływów i rodzimych kompleksów, przez lata tłumiła i blokowała prawdę o zwrocie niepodległej Ukrainy w stronę tradycji nacjonalizmu, opartego na tradycji wierności nazistowskiej Rzeszy podczas II wojny światowej. Bo “walczyli z Sowietami!” - A Wołyń? Ah, to “grzebanie w historii”!!!
Rosnący kult UPA i Bandery był widoczny gołym okiem, jednak od Lecha Kaczyńskiego po Andrzeja Dudę, politycy od lat przejawiali postawę: - „Ukraina ponad wszystko”. Panowie Paweł Kowal czy Jacek Czaputowicz robili, co mogli, by sprzedać Polakom ideologię-doktrynę postrzegania Ukrainy jako strategicznego sojusznika Polski. Każdy, kto temu się sprzeciwiał lub wskazywał na otwartą gloryfikację nazistowskiej przeszłości i zaprzeczanie zbrodni UPA, był natychmiast nazywany marionetką Putina. Dziś, gdy brunatna fala zalewa nie tylko zawsze nacjonalistyczną Ukrainę Zachodnią, ale i wdziera się na Ukrainę właściwą, słyszymy głosy grozy (zwłaszcza z PiS!).
Pan Premier Tusk nie ma innego wyjścia, jak zażądać od Kijowa jakiejś formy odwołania dekretu o “Bohaterach UPA”! Nie ma wyboru, ponieważ jego własna polityka pozycjonowania się jako pośrednika w relacjach Zachodu z Kijowem została brutalnie przerwana przez wykluczenie „EUropejskiego” rządu Tusk-Sikorski z rozmów w Londynie. Kanclerz Merz po fakcie zadzwonił kurtuazyjnie do Tuska. Ale Zełenski nie. Po co? I tak Polska zrobi, co Kijów zechce! Tusk mówi: - „Polska nie wykorzysta kwestii członkostwa UE dla Ukrainy jak politycznego leverage”? A dlaczego niby nie? To klasyczna Realpolitik, Panie Premierze!
A może nie trzeba nawet tego ‘Unijnego’ leverage?  Może tylko lotnisko w Jesionkach dałoby się "tymczasowo" poddać bardzo potrzebnemu remontowi?! Ot, taka polityczna gra w “czerwono-czarno-brunatne”!

WW-W

PS. Dziś w „WW Historia” prezentujemy Państwu analityczny głos z polskich kręgów wojskowych, zamieszczony na łamach poważnego portalu wojskowego – defen-ce24.pl. Wnikliwej lektury.

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: