Mogliśmy tworzyć z Ukraińcami jedno państwo. Dlaczego nie wyszło? Jakub Jędrzejski omawia kontekst zawarcia ugody hadziackiej.

16 września 1658 roku przedstawiciele Rzeczpospolitej oraz Kozaczyzny zawarli porozumienie znane z historiografii pod nazwą unii hadziackiej. Zakładała ona zakończenie konfliktu państwa polsko-litewskiego z Kozakami i przebudowę go w Rzeczpospolitą Trojga Narodów. Do Korony Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego miało dołączyć na równych prawach Księstwo Ruskie. Niestety projekt zakończył się niepowodzeniem. Jakie lekcje dla współczesnych relacji Polski z Ukrainą płyną z polsko-kozackiego porozumienia?
Ruska szlachta – obywatele drugiej kategorii?
Zanim przejdziemy do meritum, warto odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy w 1658 roku rzeczywiście próbowano stworzyć Rzeczpospolitą Trojga Narodów jako zupełnie nowy byt państwowy? Choć unia lubelska mówiła o dwóch narodach – polskim i litewskim – w praktyce w granicach Rzeczypospolitej znalazł się również ogromny obszar zamieszkany przez Rusinów.
Inkorporacja Wołynia, Kijowszczyzny i innych ziem ruskich nie oznaczała ich prostego, czy wręcz kolonialnego wchłonięcia przez Koronę. Tamtejsza szlachta zachowała odrębność prawną, językową i religijną, a ruskie elity zaczęły uczestniczyć w polskim życiu politycznym, ciesząc się często jeszcze szerszymi przywilejami niż szlachta z reszty części Korony.
Szlachta ruska zagwarantowała sobie chociażby wyłączenie jej majątków z egzekucji dóbr (czyli zwrotu królewszczyzn po śmierci właściciela). Ponadto ruscy magnaci mogli zachować tytuły książęce, które były pozostałościami po czasach Księstw Ruskich.
Ruska szlachta, a następnie magnateria, bardzo szybko odnalazła się na politycznej scenie Rzeczpospolitej. Przedstawiciele tamtejszych rodów pokroju Wiśniowieckich, Tysz- kiewiczów czy Ostrogskich rychło zaczęli dochodzić do najważniejszych urzędów i tytułów w państwie. Równo sto lat po zawarciu unii lubelskiej przedstawiciel starego ruskiego rodu – Michał Korybut Wiśniowiecki – zostanie nawet królem Rzeczpospolitej.
Mimo postępującej polonizacji szlachta ruska bardzo pilnowała tego, aby respektowano jej odrębność. W pierwszych dekadach XVII w. przedstawiciele elit Wołynia, Barcławszczyczny i Kijowszczyzny regularnie wysyłali na Sejm pisma przypominające królowi o poszanowaniu języka ruskiego w oficjalnej dokumentacji. Pod wpływem działalności Ostrogskich Rusini stworzyli również własną odmianę sarmatyzmu, która nawiązywała do czasów średniowiecznej Rusi.
Dlatego też ukraińska badaczka Natalia Jakowenko napisała przed laty, że włączenie w granice Korony Wołynia, Kijowszczyzny i Bracławszczyzny stanowiło spotkanie „Rusi z Rusią”, ponieważ potomkowie elit dawnego państwa ruskiego znowu tworzyli jedność, z tym że w ramach Rzeczpospolitej polsko-litewskiej.
Można więc mówić o tym, że Rzeczpospolita w praktyce rzeczywiście była państwem trialistycznym. Formalnie jednak składała się – jak wspomniałem wyżej – z dwóch członów.
Ten model integracji miał jednak pewne mankamenty. Postępująca polonizacja części elit, napięcia na tle religijnym między katolikami a prawosławnymi po ogłoszeniu unii brzeskiej w 1596 roku oraz rosnący konflikt między Kozaczyzną a władzami Rzeczypospolitej sprawiały, że część społeczeństwa ziem ukrainnych nie czuła się elementem tego systemu.
Unia brzeska, która miała zjednoczyć prawosławie z katolicyzmem w praktyce mocno zaogniła sytuację na ziemiach ruskich. Odtąd hierarchia prawosławna, która nie dołączyła do unii została zdelegalizowana.
Katolicy i unici, którzy na ziemiach ukrainnych stanowili mniejszość mieli więc swych duchownych w przeciwieństwie do prawosławnych, których była zdecydowana większość. W 1632 roku hierarchię prawosławną ponownie zalegalizował Władysław IV, jednak tarcia religijne były wówczas już zbyt głębokie.
Od momentu wprowadzenia unii brzeskiej według Wiktora Brechunenki w społeczeństwie ruskim pojawiły się dwa modele. Pierwszy to model spolonizowanego i katolickiego Rusina „gente Ruthenus, natione Poloniae” (z pochodzenia Rusin, z obywatelstwa/kultury Polak), a drugi to model prawosławnego Rusina, którego bardziej łączyła religia, a nie stan, do jakiego przynależał. I to właśnie prawosławna część ruskiej społeczności miała poważnie zachwiać stosunkami na ziemiach ruskich w czasie powstania Chmielnickiego.
Szczególnie istotny okazał się problem kozacki. Kozaczyzna zaporoska wykrystalizowała się w krainie zwanej Zaporożem (nad dolnym biegiem Dniepru) na przełomie XV i XVI wieku. Na początku była to przypadkowa zbieranina myśliwych, bartników i kłusowników z naddnieprzańskich miast.
Pod wpływem regularnych walk z Tatarami i działalności ukrainnych starostów, takich jak Przecław Lanckoroński czy Ostafij Daszkiewicz, którzy bardzo często wynajmowali Kozaków do swych prywatnych armii, Zapo- rożcy stali się poważną siłą militarną. W latach 90. XVI w. stworzyli oni na Zaporożu pierwszą stałą siedzibę nazwaną Siczą.
Od 1572 roku Państwo próbowało kontrolować Kozaków poprzez rejestr, który stanowił imienny spis Zaporożców wziętych na służbę państwową. Rejestr był jednocześnie jedyną dopuszczalną formą kozakowania w Rzeczypospolitej.
Jego ograniczony rozmiar pozostawiał jednak poza systemem ogromną liczbę Kozaków, która nielegalnie przebywała na Siczy – z punktu widzenia prawa byli oni przestępcami. W praktyce jednak Rzeczpospolita pozwalała im brać udział w różnych prowadzonych przez nią wojnach. Problem polegał natomiast na tym, kiedy tę ogromną masę wyćwiczonych w boju żołnierzy rozpuszczano do domu.
Od lat 20. XVII wieku Kozacy, wzniecając powstania przeciwko Rzeczpospolitej, do postulatów społecznych i politycznych coraz częściej dołączali żądania dotyczące obrony prawosławia.
W 1638 roku po stłumieniu powstania Ostranicy i Huni, które było ostatnim wielkim powstaniem kozackim przed powstaniem Chmielnickiego, Rzeczpospolita postanowiła autorytarnie rozwiązać problem.
Rejestr bardzo mocno ograniczono, Kozakom rejestrowym narzucono szlacheckich zwierzchników, którzy często w nieuzasadniony sposób dręczyli swych podwładnych, natomiast Kozacy spoza rejestru (tzw. wypiszczycy), którzy od drugiej dekady XVII w. cieszyli się pewnymi drobnymi przywilejami w królewszczyznach (wypiszczycy mieszkający w majątkach należących do króla nie mogli być sądzeni przez starostów) mieli być „w chłopy obróconym pospólstwem”.
Rzeczpospolita odbierała im wszystkie przywileje i zrównywała w prawach z chłopami. Władze zamiast załagodzić, jeszcze bardziej zaogniły sytuację.
Ponadto w latach 1638-1648 żywioł polski, coraz bardziej obecny na Ukrainie, bardzo często rugował drobną, prawosławną szlachtę ruską (która w przeciwieństwie do swych magnackich sąsiadów nie poddała się procesowi polonizacji) ze swych majątków, co rodziło w niej chęć zemsty.
Magnaci nierzadko odbierali swoim sąsiadom ich dobra za pomocą zajazdów czy w wyniku długich procesów sądowych. To właśnie wtedy prawosławni Rusini zobaczyli w Kozakach sprzymierzeńców przeciwko katolickim i obcym dla nich „Lachom”.
Powstanie Chmielnickiego i jego konsekwencje
Napięcia narastające na ziemiach ruskich w latach 1638–1648 doprowadziły w końcu do wybuchu kolejnego powstania kozackiego. Na jego czele stanął Bohdan Chmielnicki, zaś bezpośrednim impulsem były plany Władysława IV, który chciał wykorzystać Kozaków do wojny z Turcją.
Chmielnicki od młodych lat związany był z rejestrowym Wojskiem Zaporoskim, gdzie doszedł do wysokiego stanowiska pisarza. Po 1638 roku został on jednak zdegradowany do roli setnika. Ponadto Chmielnicki doznał osobistej krzywdy od szlachcica Daniela Czaplińskiego, który odebrał mu majątek. Kozak był wtajemniczony w plany wojny tureckiej Władysława IV, co skrzętnie wykorzystał po ucieczce na Sicz.
Król obiecywał Zaporożcom, w zamian za udział w wojnie z Turcją, przywrócenie przywilejów ograniczonych w 1638 roku, tj. rozszerzenie rejestru o kolejne kilka tysięcy ludzi, powrót Kozaków do najwyższych urzędów w wojsku rejestrowym i wyjęcie spod jurysdykcji starościńskiej.
Król ponadto gwarantował Kozakom autonomię w granicach od Zaporoża po Białą Cerkiew (choć nie zostało to nigdy ostatecznie potwierdzone). Plany monarchy zostały zablokowane przez sejm. Rozczarowani Zaporożcy wiosną 1648 roku wystąpili przeciwko Rzeczypospolitej i szybko odnieśli serię spektakularnych zwycięstw.
W wyniku kolejnych walk i ugody zborowskiej z 1649 roku Kozacy uzyskali kontrolę nad województwami kijowskim, brac- ławskim i czernihowskim. Na tych terenach zaczęły powstawać struktury kozackiego państwa, gdzie wstępu nie miały wojska koronne, Żydzi i jezuici.
Kozacy wprowadzili własną administrację, bili własną monetę, a na czele Hetmanatu, bo tak nazwano to quasi-państwo, stanął sam hetman wojska zaporoskiego Bohdan Chmielnicki. Była to więc zasadnicza zmiana w sto- sunku do wcześniejszych powstań.
Kozacy przestali domagać się jedynie zwiększenia rejestru, rozszerzenia swoich przywilejów czy obrony prawosławia. Chmielnicki zaczął budować własny organizm polityczny, który miał być niezależny od Rzeczypospolitej. (…)
Ciąg dalszy w nastepnym numerze.
Poniżej, dla klarownego odczytu prezentowanej powyżej, pierwszej części całego tekstu, ‘polityczna’ konkluzja Autora tekstu [WW-W].
Przez pięć lat wojny rosyjsko-ukraińskiej nasze stosunki z Kijowem przypominały istną sinusoidę – od wielkiego wzmożenia i miłości do Ukrainy w latach 2022-2023, do ochłodzenia, wspólnych oskarżeń i nierzadko jawnej wręcz wrogości okazywanej Polsce przez ukraińskich polityków.
Jedyna nauka, jaka płynie z ugody hadziackiej i tego co działo się przez ostatnie 368 lat jest taka, że rosyjskie zagrożenie to za mało, aby zbudować głębszy sojusz polsko-ukraiński, jak chcieli tego niektórzy polscy publicyści.
(…) Rosja może być katalizatorem do współpracy między naszymi państwami, ale – jak się okazuje – jej ekspansyjna polityka nie powoduje, że elity polskie i ukraińskie zaczynają myśleć o wzajemnych stosunkach w kategoriach strategicznego, długotrwałego sojuszu.
Dopóki Ukraina będzie powracać do kultu UPA i oddawać cześć osobom odpowiedzialnym za ludobójstwo Polaków, a zarazem prowadzić otwarcie konfrontacyjną politykę wobec Polski, dopóty będzie skutecznie zrażać do siebie kolejne środowiska polityczne nad Wisłą.
Z kolei Polska jeśli nadal będzie traktować Ukrainę jak słabszego młodszego kuzyna, a w dialogu z Kijowem prezentować serwilizm zamiast asertywności, o trwałym sojuszu nie może być mowy, ponieważ skończy się on kolejnym Hadziaczem.
Bez przepracowania tych problemów przez oba państwa relacje polsko-ukraińskie będą wciąż pozostawać zakładnikiem wzajemnych pretensji, sporów i historycznych zaszłości. Nie zmieni tego nawet wspólne zagrożenie ze strony Rosji.
Jakub Jędrzejski
Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Jana Kochanowskigo w Kielcach. Redaktor fanpage’a Rzeczpospolita Obojga Narodów oraz dawny współpracownik portali Histmag.orgoraz Historykon.pl. Autor trzyczęściowego e-booka „Hetmani i dowódcy I Rzeczpospolitej”. Interesuje się historią XVI–XVIII w., ze szczególnym uwzględnieniem historii Kozaczyzny i obszaru państw dawnej Rzeczpospolitej. Zwolennik idei Międzymorza.
Za: www.klubjagiellonski.pl, 16 09.2026






Comment (0)