Dlaczego Polska udaje, że jest energetycznym biedakiem, choć ma zasoby jak Arabia Saudyjska?

Trwa i eskaluje wojna w Zatoce Perskiej, wojna toczona głównie o kontrolę nad jej ropą naftową. To wynka z najnowszych enuncjacji Prezydenta Trumpa! Niezwykle ważne jest zatem w obecnych czasach, aby polscy obywatele byli świadomi wagi tego tematu: kwestii dostępu do zasobów i kontroli nad nimi – zwłaszcza nad naszymi własnymi zasobami energetycznymi.
Chciałbym podzielić się z Państwem ciekawym tekstem Macieja Świrskiego, opublikowanym na stronie internetowej „Wszystko- conajwazniejsze.pl”. Kwestia energii, jej źródeł i ceny od dawna dominuje w poważnych debatach między naukowcami a politykami. Wykorzystanie energii kształtowało historię ludzkości i nadal to czyni, w coraz bardziej decydujący sposób. Energia i dostęp do jej źródeł determinują bogactwo, wolność i przyszły rozwój. W serii tekstów poświęconych przyszłości energetycznej Polski, pan Maciej Świrski stawia fundamentalne pytanie: dlaczego kraj posiadający własne, bogate zasoby i złoża ma być krajem ubogim energetycznie, skazanym ostatecznie na cywilizacyjne zacofanie? Gorąco polecam lekturę.
W. Werner-Wojnarowicz
Dlaczego Polska udaje, że jest energetycznym biedakiem, choć ma zasoby jak Arabia Saudyjska?
(…) Jest u Kiplinga obraz słonia, który przez lata stał przykuty ciężkim łańcuchem do pala. Gdy pewnego razu karnak potrzebował dodatkowego łańcucha dla schwytanych dzikich słoni, odpiął go, w jego miejsce przywiązał sznurek i powiedział: „Pamiętaj, że jesteś bardzo mocno przywiązany!”. Słoń stał. Mógł odejść w każdej chwili.
Ta przypowieść ma swój odpowiednik w polityce państw. Polska posiada jeden z największych zasobów energetycznych na świecie – i jednocześnie importuje energię od krajów, które mają jej wielokrotnie mniej.
Energię z różnych źródeł – ropy, gazu, węgla – porównuje się przy pomocy wspólnych jednostek. Jedną z nich jest petadżul (PJ), czyli bilion dżuli: jednostka na tyle duża, że pozwala zestawiać ze sobą zasoby całych państw. Polska ma blisko 65 miliardów ton zasobów węgla kamiennego i 23 miliardy ton węgla brunatnego, z których tylko ułamek stanowi dziś rezerwy przemysłowe. Granica mię- dzy zasobem a rezerwą jest jednak funkcją technologii, nie geologii – zmienia się wraz z modelem wydobycia. W przeliczeniu daje to łącznie około 1,8 miliona petadżuli energii. Arabia Saudyjska, państwo uważane za synonim bogactwa energetycznego, dysponuje zasobami ropy i gazu o łącznej skali około dwóch milionów petadżuli. To ten sam rząd wielkości. Można dyskutować o kosztach wydobycia, transporcie czy zastosowaniach – ale skala jest faktem fizycznym i dyskusji nie podlega.
Z tego wynika rzecz zasadnicza: Polska posiada zasób energetyczny klasy globalnej, którego wystarczy na setki lat. Państwo dyspo- nujące takim zasobem przestaje być państwem ryzyka – o ile potrafi przekształcić go w zdolność produkcyjną. Rating, koszt kapitału, siła w negocjacjach – wszystko to wynika z jednego prostego faktu: pod polską ziemią leży energia, której nie trzeba od nikogo kupować.
Pojawia się kontrargument, że wydobycie jest zbyt drogie. Rzeczywiście, koszt wydobycia w Polsce wynosi dziś 900–1100 złotych za tonę ekwiwalentu węgla, a w niektórych kopalniach więcej. Tymczasem w Chinach – mimo porównywalnych, a niekiedy większych głębokości – koszt zamyka się w przedziale 30–60 dolarów za tonę. Trzy-, cztero- krotna różnica. Te same głębokości, ta sama skała, ten sam surowiec. Różnica nie leży w ziemi. Leży w tym, co człowiek z tą ziemią robi.
Australia i Kanada wydobywają węgiel odkrywkowo – tam koszty wyjaśnia geologia. Chiny pracują na głębokościach, z którymi polskie górnictwo jest dobrze obeznane. Różnica polega na tym, że Chińczycy nie modernizowali kopalni. Oni ją wymyślili od nowa. Ściana wydobywcza jest sterowana z powie-rzchni, czujniki mierzą naprężenia górotworu w czasie rzeczywistym, a cyfrowe modelowanie 3D planuje fedrowanie na tygodnie do przodu. Już w ponad tysiącu kopalń AI w połączeniu z Internetem i sieciami 5G pozwala na predykcyjne wykrywanie zagrożeń i optymalne planowanie. Dzięki temu systemowi dramatycznie rośnie też wydajność – w najlepszych inteligentnych kopalniach (takich jak Xiaobaodang czy Dahaize) jeden pracownik produkuje kilka–kilkanaście razy więcej węgla niż w tradycyjnym modelu opartym na sile roboczej, a obsada jednej ściany wydobywczej spada nawet o 60–80%. To nie jest modernizacja w ramach znanego modelu – to całkowicie inna logika wytwórcza, która przy- padkiem wytwarza ten sam surowiec.
Polska ma coś, czego wiele krajów nie posiada jednocześnie: zasoby i kompetencje inżynierskie. Może zaadaptować model chiński, dostosować go do własnych warunków geologicznych i przejść od górnictwa opartego na pracy fizycznej do górnictwa opartego na technologii. To w dużej mierze decyzja organizacyjna, nie wyłącznie geologiczna. Warunki regulacyjne, koszty pracy i standardy bezpieczeństwa są inne, więc kopiowanie wprost nie wchodzi w grę – ale głębokość sama w sobie nie jest barierą, którą chiński przykład pozwala traktować jako daną raz na zawsze.
Kiedy zmienia się model, zmienia się ekonomia. W tradycyjnym systemie kopalnia jest kosztem. W systemie inteligentnym automatyzacja i robotyzacja obniża koszty pracy, modelowanie redukuje straty, a dane geologiczne – które każda kopalnia generuje w ogromnych ilościach – stają się osobnym produktem. Zagregowana wiedza o strukturze górotworu ma zastosowania daleko wykraczające poza górnictwo: budowa tuneli i infrastruktury podziemnej, energetyka geotermalna, planowanie przestrzenne, sektor obronny. Kopalnia, z której wyciąga się wiedzę o strukturze geologicznej, jest czymś zupełnie innym niż kopal- nia, z której wyciąga się tylko węgiel.
Zmiana modelu wydobycia pociąga za so-bą zmianę natury samego surowca. Węgiel, który się zgazowuje, przestaje być tylko paliwem do spalenia – staje się punktem wyjścia dla całego łańcucha przemysłowego. Z gazu syntezowego da się wyprowadzić metan do energetyki gazowej i amoniak do produkcji nawozów. Da się z niego uzyskać etylen, a więc otworzyć drogę do chemii polimerowej. Wodór otrzymany tą drogą zasila transport ciężki i hutnictwo; paliwa syntetyczne – transport, lotnictwo i żeglugę; kwas mrówkowy trafia do przetwórstwa i ogniw paliwowych. Każdy z tych produktów to osobna gałąź gospodarki, którą dziś Polska finansuje importem. Dwutlenek węgla, który powstaje w tym cyklu, można wychwytywać i włączać z powrotem w obieg przemysłowy. Jeden proces wyjściowy, a z niego kilkanaście branż – i to jest właściwe znaczenie słowa „platforma” w odniesieniu do technologii.
Dochodzi jeszcze jeden element, którego Arabia Saudyjska nie posiada. Węgiel brunatny, z którego można produkować huminę – substancję, która poprawia strukturę gleby, stabilizuje jej mikrobiologię i zwiększa zdolność do zatrzymywania wody. W warunkach narastających susz to jest bezpieczeństwo żyw- nościowe. Państwo, które kontroluje energię i żywność jednocześnie, nie potrzebuje niczyjej zgody na suwerenność.
A teraz liczby: w 2024 roku Polska zapłaciła za import surowców energetycznych 112 miliardów złotych. Największym odbiorcą tych płatności była Arabia Saudyjska – kraj, który na światowej liście łącznych zasobów energetycznych stoi jedną pozycję wyżej od Polski. Drugim – Norwegia, której zasoby są siedemnaście razy mniejsze od zasobów Polski. Za dwadzieścia lat członkostwa w UE Polska otrzymała z budżetu unijnego ponad 162 miliardy euro netto. W tym samym czasie wydała na import energii ponad dwukrotnie więcej. Koszt modernizacji kopalń i budowy platformy zgazowania wyniósłby mniej niż jeden rok tego importu. I Polska byłaby samodzielna energetycznie.
Argument, że „Europa nie pozwoli”, w tym kontekście mówi więcej o mówiącym niż o Europie. Presja regulacyjna jest realna – system ETS, pakiet Fit for 55, kary za emisje. Ale zmiana modelu wydobycia i wykorzystania węgla jest odpowiedzią na tę presję, nie jej ignorowaniem. Państwo, które przychodzi do Brukseli z zamkniętą technologią przetwórstwa węgla i zerową emisją netto, nie łamie reguł gry – ono zmienia warunki, na których ta gra się toczy. Polska dysponuje zasobem energetycznym tej samej klasy co Arabia Saudyjska. Ma potencjał inżynieryjno-technologiczny, by wydobywać go jak Chiny. Ma dodatkowy atut w postaci bezpieczeństwa żywnościowego. A mimo to funkcjonuje tak, jakby była krajem ograniczeń.
Blokada nie leży w ziemi, w technologii ani w Brukseli. Leży w centrum decyzyjnym państwa, które przez trzydzieści lat nie potrafiło potraktować własnego zasobu jako podstawy strategii przemysłowej. Kolejne rządy wolały zamykać kopalnie niż je przekształcać, importować energię niż ją wytwarzać, i tłumaczyć wyborcom, że inaczej się nie da – bo tak powiedziano w Berlinie albo w Brukseli.
Łańcuch dawno zdjęto. Został sznurek. Ale co rano ktoś staje przed słoniem i mówi: „Pamiętaj, że jesteś bardzo mocno przywiązany”. I słoń stoi – bo nikt w tym państwie nie podjął decyzji, żeby odszedł.
Maciej Świrski
Założyciel Reduty Dobrego Imienia. B. członek zarządu PAP (2006-2009) i przewodniczący rady nadzorczej PAP (2017-2022). W latach 2022-2025 przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Za: wszystkoconajwazniejsze.pl, 6.04.2026






Comment (0)