Ambasador Rose na dywanik?

“To polscy posłowie mają prawo wyboru swojego marszałka Sejmu. To, że posłowie to głąby i wybrali postkomunistę to jedno, ale to jest nasz postkomunista i żadni Amerykanie nie będą nam mówić, kto ma być marszałkiem polskiego Sejmu.”
" (…) należy się liczyć z Amerykanami, ale trzeba zachowywać się poważnie". Amerykanie nie będą traktowali poważnie kogoś, kto daje sobie wejść na głowę i ingerować w swoje wewnętrzne sprawy.”
Szef Konfederacji, poseł Sławomir Mentzen dla Radia ZET (9/02/26).
Ambasador Rose na dywanik?
Nie, nie, nie. Reagowanie asertywnością na dyplomatyczny afront ze strony ambasadora Thomasa Rose przekracza możliwości tego (czy każadego innego polskiego rządu obecnej doby). Minister Sikorski może udawać „twardego” wobec Trumpa w telewizyjnych debatach w Monachium, ale oczekiwanie stanowczej polskiej reakcji w przypadku wyraźnego dyplomatycznego ‘błędu’ ambasadora to - nawet od zdeklarowanego miłośnika Demokratów, Sikorskiego - to przesada. Dlatego musimy zadowolić się próbami bagatelizowania całego incydentu. Ze swojej strony ambasador Rose udowodnił swoim wywiadem dla red. Bielecki, że uważa się za wysłannika USA w jednej z latynoskich, bananowych republik. Przeprosiny? Wobec kogo?
Arogancja w stylu Trumpa, gdy okazują ją w jego imieniu pomniejsi funkcjonariusze, jest nie tylko przytłaczająca, lecz żałosna. I dlatego odpowiedź pana Mentzena staje się najlepszą, zgodną ze zdrowym rozsądkiem reakcją. Cóż, poczekajmy, zobaczymy, czy pan Rose ogłosi teraz pana Mentzena ‘enemy of the State (Department)”
Leszek Miller o "zgniliźnie amerykańskiej i europejskiej elity"
“Ta sprawa pokazuje zgniliznę nie tylko amerykańskiej, ale także europejskiej elity, bo przecież ona swoimi mackami sięga do krajów europejskich i widać jak politycy, artyści, biznesmeni, niejako zrzeszyli się w jeden przestępczy związek, wykorzystując, co najgorsze, dzieci. To jest coś przerażającego i być może światowa opinia publiczna, jeżeli takowa istnieje, może zażądać głębszych zmian zarówno personalnych jak i w wymiarze sprawiedliwości.
Celny komentarz byłego premiera do afery Epsteina [ww-w]. www.dziennik.pl, 6 luty 2026
Nie zadusić Tomasiaka!
Radość jest naturalna. Olimpijskie medale w skokach narciarskich były ogromnym zaskoczeniem. Zapewne nawet dla nowego trenera kadry A, nie wspominając o Pols-kim Związku Narciarskim. Media nadmuchiwały co prawda olimpijski balonik, ale nasze siermiężne media zawsze tak robią, tylko po to, by potem domagać się jeszcze surowszej oceny i odpowiedzialności zawodnikow i działaczy! – „Obiecywali i co?!”
Medale należy świętować. Ciężar niepokoju i oczekiwań eksplodował teraz pow-szechną społeczną euforią. Jednak ci, którzy mają cokolwiek do powiedzenia na temat przyszłości sportów zimowych w Polsce, powinni być świadomi jego prawdziwego, opłakanego stanu. Nie jesteśmy narodem przygotowanym do poważnej rywalizacji. Medal Tomasiaka nie powinien stać się pretekstem do zamiecenia pod dywan tragicznego upadku dyscyplin takich jak biegi narciarskie, kombinacja norweska czy biathlon. Co stało się z tymi sportami po okresie dominacji Justyny Kowalczyk (czy dawno temu, po Łuszczku i Sikorze)? Czy jest jakaś analiza upadku? Nie zapominajmy, że ten “nadliczbowy” medal w łyżwiarstwie szybkim nie jest tak naprawdę „nasz”. Owszem, inne narody także naturalizowały narciarzy – vide Brazylia! – ale w naszym przypadku nie osiągamy poziomu, który sami niegdyś reprezentowaliśmy.
Mamy trzy medale olimpijskie w skokach! „Mamy!” Choćby jeden z nich można by uznać za naiwne marzenie, zaledwie tydzień temu. Poprzednie sezony pozbawiły bowiem nieomal wszelkiej nadziei nawet najbardziej zagorzałych kibiców. Zatem eksplozja radości jest zrozumiała – polscy kibice byli po prostu smutni, obserwując in- nych, zbierających kolejne medale. Jak Norewgowie czy reprezentacja Italii. Kiedy ostatnio naprawdę o nie rywalizowaliśmy? Niedawne Mistrzostwa Świata w lotach narciarskich tylko potwierdziły obecną nędzę tego sportu, ukochanego przez pokolenie polskich kibiców, pojawiących się przez ostatnie dwie dekady masowo na wszystkich zawodach Pucharu Świata. Skoki narciarskie, niegdyś uważane w Polsce za chwałę sportów zimowych, zdawały się zmierzać ku upadkowi, idąc w ślady wielkich reprezentacji z przeszłości, takich jak Finowie czy Czesi. Smutek Kamila Stocha był w ostatnim czasie aż nadto widoczny. I nagle... na skoczni pojawił się Kacper Tomasiak.
Czy Kacper Tomasiak jest tym mitycznym – dla nas polskim, narciarskim skoczkiem - Feniksem, który odradza się z popiołów chwalebnej przeszłości, wbrew zimnej logice umierającej na naszych oczach w Polsce, dyscypliny sportu? Czy w ostatniej chwili przejmuje sztandar z rąk mistrzowskiego trio: Żyły, Kubackiego i Stocha?
Oby! Miejmy nadzieję. Ale bądźmy ostrożni. Dajmy temu sympatycznemu chłopakowi czas na dorastanie i dojrzewanie, nie tylko w sporcie. Kacper ma dopiero 19 lat (na polskie warunki, nie austriackie), jeszcze nigdy nie stał na podium pucharowych zawodów! Skoki narciarskie to bezlitosny sport, w którym co jakiś czas jasne, wschodzące gwiazdy szybko się wypalają. Dajmy zatem i Jemu, i sobie czas, aby potem znowu krzyczeć – „Leeeeć, Kacper, leeeć!!!”
WW-W







Comment (0)