„Nad Pokrowskiem powiewa flaga. Co z bitwą?”

„Dwóch żołnierzy 425. Samodzielnego Pułku Szturmowego „Skała” zatknęło flagę Ukrainy nad budynkiem rady miejskiej Pokrowska. Rosjanie przegrywają bitwę?”
„Na nagraniu szturmowego pułku widzimy, jak po intensywnych walkach w mieście dwóch żołnierzy dostaje się do oczyszczonego z Rosjan budynku administracyjnego w Pokrowsku i zatyka tam flagę z narodowymi barwami Ukrainy. Jeden z nich uczestniczył w akcji, będąc rannym.”
"Jak raportuje serwis „Ukrinform”, Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy podkreśla, że w aglomeracji Pokrowsko-Myrnohradzkiej nie okrążono jednostek ukraińskich. Obecnie trwa operacja, którą możemy nazwać kontruderzeniową, ponieważ jest coraz więcej materiałów o odwodach rzuconych pod Pokrowsk i kontrakcji Ukraińców.”
„(…) Zdobycie przez Rosjan ruin miasta ułatwi zamknięcie okrążenia, i Ukraińcy znajdą się w pułapce – dlatego rzucono komandosów HUR, by utrzymali węzeł logistyczny, i dlatego „Skała” walczy w mieście. Niestety, Rosjanie uderzeniem lądowym przecięli strategiczną dla obrońców szosę M-30 wiodącą na zachód, przez Pawłohrad do Dnipro. Sytuacja wciąż jest katastrofalna, a ryzyko oblężenia jest duże.”
Michał Bruszewski
www.defence24.pl, 6 listopada 2025, 15:00
Powyższy tekst red. Bruszewskiego doskonale ilustruje sposób relacjonowania wojny na Ukrainie. W tytule i zapowiedzi sugestia, iż nie jest źle, a nawet iż Rosjanie mogą przegrywać bitwę. Do tego przekaz ze źródeł ukraińskiego Sztabu. Dopiero na końcu tekstu pada uczciwe, brutalnie szczere stwierdzenie, iż tak naprawdę: - „Sytuacja wciąż jest katastrofalna, a ryzyko oblężenia jest duże.”
Rosjanie kłamią. Wiemy. Ukraińcy kłamią, takie ich wilcze prawo. Prawdę i tak widać w łapankach poborowych i skali wyjazdów młodych ludzi z Ukrainy. Ale polskie media?
Katastrofa Ukrainy to przekaz zakazany. Polskiej opinii serwuje się opisy pokazujące, jak małe i horrendalnie kosztowne są postępy Rosjan, a nie wspomina w ogóle, jaki jest strategiczny cel „mielenia” frontu. To też forma oszukiwania opinii. Rosyjski sposób prowadzenia wojny wpisany jest w rosyjską mentalność, tak armii jak społeczeństwa. To najwyraźniej ucieka uwadze speców z rozmaitych think tanków.
Rosjanie szybko rozumieli rolę dronów na polu walki, przejęli inicjatywę i zmienili taktykę w odpowiedzi na warunki frontu. Zachodnie armie jeszcze tego nie przetrawiły. Dociera to powoli do naszych wojskowych, czy dociera do polityków?
Codziennie produkuje się propagandę o słabości i wręcz upadku Rosji. Ciekawe jednak, iż tuż obok tekstów wyśmiewających „tępych Rosjan”, pozbawionych nowoczesnego sprzętu, inny autor lub ekspert (z reguły zachodniego wywiadu, zatem anonimowy) grzmi, iż Rosja szykuje się do wojny z NATO! Zaraz! Za trzy lata! - Wojny z NATO? Czym? - zapytajmy, skoro to skansen i prymityw, z padająca pod brzemieniem sankcji gospodarką.
Szczególnie niepokojące jednak były i są opinie wojskowych ekspertów. Trzy lata temu polski generał dowodził, iż ‚za chwilę' Rosjanom skończy się sprzęt, amunicja, rakiety i ludzie. Kiedy kłamią dziennikarze, macham, ręką. Kiedy bajdurzy sympatyczny profesor - szukam lepszych źródeł. Kiedy jednak polski generał, do niedawna bezpośrednio odpowiedzialny za bezpieczeństwo państwa twierdzi, iż Rosji zabraknie „sił i środków’ to zaczynam się bać. Bo albo kłamie - i to mnie oburza, albo mówi to uczciwie - i to mnie przeraża. Przeraża, bo oznacza to, iż nasi sztabowcy żle oceniają stan sił zbrojnych, doktrynę oraz zdolnością ewolucji myśli strategicznej Rosji. A zatem - nie są w stanie przygotować armii do obrony RP! Do błędów w ocenie możliwości Rosji przyznał się, po czasie, gen. Załużny. Zauważmy, iż przed Wrześniem’39 wyśmiewano niemieckie tankietki ‚z dykty’.
Dodajmy do tego stan bezradności w kwestii budowy/odbudowy przemysłu zbrojeniowego i faktyczny barak myśli strategicznej (grzmi o tym od lat gen. Komornicki). A także, wbrew wtorkowym zapewnieniom ministra ON, Kosiniaka-Kamysza o transparentnej komunikacji ze społeczeństwem, brak sensownego przekazu o stanie rzeczy. Namawianie ludności cywilnej do zakupów ‚plecaczków obronnych’ lub snucie fantazji budowy jakichś schronów budzi złość.
Tematem tabu były do przedwczoraj akty sabotażu na terenie Polski. Do przedwczoraj, bo dziś już (18/11) Premier Tusk informuje Sejm. I mamy groźną zmianę narracji Ministra ON - nie jesteśmy już w stanie pokoju, ani w stanie wojny!!! Co to znaczy?!
Czy tym razem to byli rzeczywiście agenci Rosji? Warto uczciwie zauważyć, iż z polskich polityków jedynie b. premier, Leszek Miller podnosił kwestię narodowości sabotażystów i ich motywacji - wskazując m.in. na Ukraińców, za co był chłostany w mediach za „szkodzenie interesom” państwa.
Jako historyk z wykształcenia jestem podejrzliwy. Nie ufam żadnym sojuszom. Obserwuję, jak z uporem, poklepując po ramieniu, wpycha się Polskę w wojnę, w sytuacji, gdy ani Unia ani NATO do wojny gotowe nie są. I żadnej odsieczy dla Ukrainy - a tym bardziej dla nas - nie będzie. Polska zaś dla Rosji jest polem ewentualnego ‚uderzenia de-eskalacyjnego', po którym zostaną z nas zgliszcza. Mamy znowu być mięsem armatnim polityków, realizujących globalne interesy Londynu, Paryża czy kogoś tam jeszcze?
WW-W







Comment (0)