W poprzek Kanady – 30
Z daleka od szosy (280)
W poprzek Kanady – 30
Miasto Quebec City jest stolicą największej kanadyjskiej prowincji – Quebec. Prowincja ta rozciąga się od granicy z USA na południu, aż po Cieśninę Hudsona powyżej słynnej Zatoki Hudsona na północy. Na wschodzie obejmuje całe ujście rzeki Świętego Wawrzyńca do Atlantyku, na zachodzie graniczy z Ontario. Piękna prowincja z wieloma uroczymi wioskami, bardzo francuska, chyba o wiele bardziej niż sama Francja. Nawet znak drogowy STOP, który we Francji, jak wszędzie na świecie ma napis STOP, w prowincji Quebec ma napis ARRET. Całe szczęście, że zachowany jest jego charakterystyczny, sześciokątny kształt, bo moż-na by mieć problem. Im bardziej na wschód i z dala od miast tym mniej a właściwie wcale nie słyszy się języka angielskiego. Za to w małych miasteczkach na pro- wincji można dopiero posmakować prawdziwej francuskiej kuchni w uroczych restauracyjkach. Charakterystyczne też jest, że wszystkie małe motele i tzw. „bed & breakfast” są zawsze czyste i urządzone z dużym smakiem. Co ciekawe, w Mon-trealu, który jest chyba najbardziej znany, jest naprawdę trudno znaleźć praw- dziwą francuską restaurację. Są wszystkie kuchnie świata jakie można sobie wyobrazić, łącznie z polską, ale żeby znaleźć francuską trzeba naprawdę znać miasto. Byłem w Montrealu wiele razy, uwielbiam to miasto, a zwłaszcza ulicę St. Denis i „starówkę”, miasto, które nigdy nie śpi. No chyba, że między 7 rano i 12 w południe, kiedy ulice są jak wymarłe. Ale w nocy wszyscy są na ulicach i się bawią. „Bed & breakfast” w Montrealu na St. Denis to niezapomniane przeżycie. Schody wiodące prosto z ulicy na drugie piętro, balkoniki, łóżka zasłane starą modą i śniadanie rano z nieodłącznymi croissants świeżutkimi i własnego wyrobu, z zastawą jak na dworze króla, i bardzo francuską właścicielką. Otwarte okna, zieleń, kwiaty i śpiew ptaków dopełniają niezapomnianych wrażeń. A gdy jeszcze będziecie tam z dziewczyną to chowają się wszystkie Riviery. Naprawdę warto pojechać do prowincji Quebec. Zwłaszcza gdy już się zmęczycie amerykanizmami. Przykraczając granicę prowincji znajdujemy się nagle jak w obcym kraju, chociaż to ciągle Kanada. Kiedyś gdy słyszałem, że mieszkańcy Quebecu domagają się specjalnego statusu tzw. „distinct society” buntowałem się, bo niby dlaczego mieli by być lepsi od innych. Teraz zmieniłem zdanie. Oni są unikalni. W 1995 roku cała prowincja głoso-wała w referendum czy odłączyć się od Kanady. Ci co głosowali „tak” przegrali niecałym jednym procentem. Całe szczęście. Kanada straciłaby najbardziej unikal-ne miejsce w Ameryce Północnej. Od tamtej pory ucichły emocje, ale Quebec pozostał taki jak był. Europejski, francuski i niespotykany nigdzie indziej na świecie. Półwysep Gaspe pomiędzy St. Lawrence River i granicą z New Brunswick jest jednym z ciekawszych miejsc. W głebi znajdują się piękne resorty w sercu dzikiej puszczy, wzdłóż St. Lawrence River można nawet oglądać wpływające tam wieloryby. Objechałem ten półwysep kiedyś z dziewczyną . Pogoda była mglista i zimna, cały czas mrzyło i każde wyjście z samochodu przenikało wilgocią, ale było pięknie. Pamiętam też wielkie zielone kamienie, tak zielone jak ciemna zieleń letniej trawy, leżące na brzegach Atlantyku. Kamień taki a właściwie głaz, przywiozłem później do swojego ogrodu, w którym miałem kamień z każdej prowincji umieszczony nad brzegiem małego stawu. Wracając do Qubec City, pierwszym Europejczykiem, który przybył w te okolice był francuski odkrywca Jacques Cartier, który przebywał tam ok roku w 1535. Nadał wtedy każdemu charakterystycznemu geograficznemu punktowi w okolicy francuską nazwę i poustawiał krzyże zajmując tę ziemię w imieniu króla francuskiego. Sześć lat później wrócił w to miejsce i próbował założyć stałą bazę trochę dalej na zachód. Nie udało mu się to i wściekły wrócił do Europy.
Cdn.
Marek Mańkowski







Comment (0)