Dwugłos o rozpadzie polskiej prawicy

Przedstawiam dziś Państwu dwugłos poważnych publicystów na temat rozpadu dotychczasowego układu na polskiej prawicy. Oba teksty zamieszczono w bieżącym i ubiegłym tygodniach, na najpoważniejszym dziś chyba intelektualnie polskim portalu, Wszystkoconajwazniejsze.pl.
Rozpad formacji Jarosława Kaczyńskiego na rok przed kluczowymi - w chwili egzystencjalnego kryzysu Europy i generalnie Zacho-du - wyborami do Sejmu i Senatu RP budzi emocje i rozbieżne oceny. Poniższe, obszerne fragmenty dają Państwu szansę pogłębionego spojrzenia na ten proces. Koziński w swoim opisie działań Morawieckiego szuka analogii w odległej historii, Kłosiński analizuje dynamikę ewolucji polskiej prawicy. Oba głosy są ocenami neutralnymi ideowo, choć w dzisiejszej dobie medialnego parcia na ideologiczną, „liberalno-lewicową” poprawność zapewne uznane zostaną na opinie prawicowe. Dla zainteresowanych stanem państwa i siłą polskiej demokracji temat jest ważny. Zapraszam do lektury.

W. Werner-Wojnarowicz

 

„Morawiecki czy Kaczyński? Pollockizacja prawicy.”

„W XI wieku istniały tylko interesy, nie wierność” – pisał w artykule „Une crise du pouvoir capétien 1032–1034” belgijski historyk Jan Dhondt w 1967 r. Tamtą epokę teraz przypomniała historyk Justine Firnhaber Ba-ker w książce Kapetyngowie. Jedenaste stulecie opisała jako okres, w którym właściwie nikt nie uznawał niczyjej zwierzchności, a każda decyzja polityczna była wypadkową chwilowej zbieżności bieżących interesów poszczególnych graczy. Generalnie panował chaos, który rzadko – i tylko na moment – udawało się uporządkować. „Nikt nie wiedział, komu jest winien lojalność, gdy pojawiał się konflikt” – konkluduje mieszkająca w Szkocji uczona.
Teraz swój ‚kapetyński’ moment przeżywa PiS. Ugrupowanie, które przez ostatnie kilkanaście lat zachowywało wewnętrzną spójność, a po utracie władzy w 2023 r. jeszcze się skonsolidowało (wchłonięcie Suwerennej Polski i Republikanów), nagle zaczęło wyglądać niczym XI-wieczna Francja, w której poszczególni feudałowie ścierali się między sobą, nie zwracając uwagi na hierarchię władzy. Niebieska woda, po której długo żeglował pisowski okręt, nagle zrobiła się czerwona od krwi polityków tej samej partii nawzajem zadających sobie brutalne ciosy – powyżej i poniżej pasa.
Oczywiście, PiS nie funkcjonuje w oder-waniu od rzeczywistości, tylko w bardzo konkurencyjnym środowisku politycznym. Ak- wen, po którym ta partia mogła pływać – kiedyś ogromny – gwałtownie zaczął się kurczyć poprzez wzrost poparcia dla dwóch Konfederacji. To wymagało reakcji. Partia to zresztą czuła, ferment w niej narastał od dłuższego czasu.
W końcu napięcie stało się nie do zniesienia i Jarosław Kaczyński zareagował tak jak w przeszłości w przypadku ugrupowania Polska Jest Najważniejsza, a później Solidarnej Polski. „Wolę mieć mniejszy klub, niż stracić partię” – powiedział podobno prezes podczas zamkniętych dyskusji na Nowogrodzkiej. W jego przypadku uniwersalna myśl. Frakcję Morawieckiego spotkało dokładnie to samo co wcześniej grupki Pawła Kowala i Zbigniewa Ziobry.
To porównanie zresztą pojawiło się od razu po tym, jak Kaczyński ogłosił, że brak podpisu pod przygotowanym przez Jacka Sasina dokumentem jest równoznaczny z utratą praw członka PiS-u. Ale budowanie prostej analogii między PJN i Solidarną Polską piętnaście lat temu a frakcją Morawieckiego teraz to zbyt duży skrót myślowy. (…) Polska Jest Najważniejsza założyła klub parlamentarny, do którego weszło 15 posłów. W klubie Solidarnej Polski znalazło się 16 deputowanych. Tymczasem Morawiecki wychodzi z PiS-u, mając po swojej stronie ponad 40 posłów. Może stworzyć trzeci największy klub w Sejmie. Inny wymiar, inny potencjał, inne możliwości. Już na samym początku Morawiecki gra w innej lidze niż jego poprzednicy secesjoniści. Ważne rozróżnienie.
Oczywiście, sam potencjał to za mało, by na cokolwiek liczyć. W polityce zawsze na pierwszym miejscu jest zdolność docierania do wyborców. Pod tym względem potęgą jest od dawna Jarosław Kaczyński. – Prezes ma w ręku złoty kupon warty mniej więcej 30 proc. głosów w wyborach – tłumaczył mi wpływowy poseł PiS-u przed wyborami prezydenckimi. W 2025 r. przekazał ten kupon Karolowi Nawrockiemu. W 2027 r. użyje go na rzecz PiS-u. To w naturalny sposób ogranicza możliwość manewru Morawieckiemu, jeśli ten zacznie samodzielnie układać listy wyborcze. Poprzeczka wisi wysoko.
Jest kilka scenariuszy układu sił na prawicy po wycięciu frakcji Morawieckiego z PiS-u. (…) Dziś wiemy tylko, że nic nie wiemy.
Poza jednym. Morawiecki – jeszcze jako premier – lubił odwoływać się do pojęcia „schumpeteriańskiego chaosu”. Chodzi o proces twórczej destrukcji zdefiniowany przez Josepha Schumpetera. Według tego ekonomisty siłą napędową kapitalizmu są przede wszystkim gwałtowne zmiany, prowadzące do upadku istniejących struktur. (…)
Dziś nie wiemy, kto okaże się w tej opowieści o prawicy odpowiednikiem Filipa II – Kapetynga, który na przełomie XII i XIII w. zjednoczył Francję po okresie rozdrobnienia. Prawica jest obecnie podzielona na cztery grupy. Każda z nich ma inną wrażliwość, inne atuty. Najwcześniej na początku 2027 r. da się realnie ocenić, kto siedzi przy stole, a kto znajduje się w karcie dań.

Agaton Koziński
Publicysta. Wcześniej pracował we "Wszystko co Najważniejsze", "Polska The Times", redakcji zagranicznej PAP oraz tygodniku "Wprost". Absolwent dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego.
Za: www.wszystkoconajwazniejsze.pl, 3.08.2026
 

***

„Kto zbuduje lepszy PiS?”

Jeszcze do niedawna odpowiedź na pytanie kto zbuduje lepszy PiS – wydawała się oczywista. Jarosław Kaczyński nie tylko kierował największą partią opozycyjną, ale pozostawał również niekwestionowanym przywódcą całego obozu konserwatywnego. Ten obraz jakiś czas temu zaczął jednak blednąć. Nie dlatego, że PiS przestaje istnieć, lecz dlatego, że jego wewnętrzne centrum ciężkości przesuwa się coraz dalej od Nowogrodzkiej i oczywiście najbardziej widocznym symbolem tej zmiany jest Mateusz Morawiecki.
Były premier, wypychany przez wpływowe frakcje wewnątrz partii na polityczny margines, nie zdecydował się na otwarty rozłam. Zamiast tego rozpoczął budowę własnego zaplecza ideowego i środowiskowego, starając się jednocześnie pozostać częścią Prawa i Sprawiedliwości. Strategia ryzykowna, ale politycznie znacznie dojrzalsza niż spektakularne odejście, mimo że jego ostateczne wypchnięcie z partii jest coraz bardziej praw- dopodobne, a w zasadzie już się dokonało.
Mateusz Morawiecki jednak rozumie, że nie wygrywa ten, kto pierwszy opuszcza partię, lecz ten, kto będzie gotowy przejąć jej elektorat i polityczne dziedzictwo w chwili, gdy dotychczasowa formuła wyczerpie swoje możliwości. A właśnie to dzieje się z PiS-em, który jeszcze trwając, radykalizuje się i optymalizuje w kierunku elektoratu wydobytego na powierzchnie przez obie Konfederacje.
Partia, która przez dwie dekady potrafiła definiować całą polską prawicę, sama coraz bardziej staje się zakładniczką strategii, która niekoniecznie należy do niej samej. Przez blisko dwadzieścia lat PiS skutecznie budował monopol na reprezentowanie konserwatywnego elektoratu, (…). Dopiero pojawienie się i organizacyjne okrzepnięcie Konfederacji sprawiło, że ten monopol zaczął pękać.
Ruchy Mateusza Morawieckiego są oczywistą odpowiedzią na tę sytuację. PiS reaguje na tę zmianę w sposób charakterystyczny dla partii tracącej monopol i zamiast narzucać agendę, coraz częściej zaczyna ją przejmować. Retoryka antyukraińska, coraz ostrzejszy język wobec migrantów, odwoływanie się do najniższych społecznych resentymentów czy konserwatyzm rozumiany bardziej we wschodnim niż zachodnim sensie – wszystko to wygląda jak próba raczej odzyskania wyborców Konfederacji niż budowania własnej wizji państwa.
Dlatego zamiast tworzyć kolejną efemeryczną inicjatywę polityczną, Mateusz Morawiecki inwestuje w ludzi, środowiska eksperckie, kontakty międzynarodowe i narrację, która wykracza poza tradycyjny język PiS-u. Buduje PiS 2.0, choć oczywiście nigdy nie nazwie tego w ten sposób. Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że wewnątrz partii dominację odzyskują środowiska utożsamiane z dawnym Porozumieniem Centrum – politycy wierni Jarosławowi Kaczyńskiemu od trzech dekad, których styl uprawiania polityki pozostaje zakorzeniony w realiach lat 90. (…).
Ten konflikt nie jest więc jedynie sporem personalnym, ale starciem dwóch wizji polskiej prawicy. Pierwsza zakłada dalsze funkcjonowanie PiS-u jako partii skoncentrowanej wokół historycznej tożsamości i osobistego autorytetu Jarosława Kaczyńskiego, coraz mocniej kierującej się w stronę elektoratu prokonfederacyjnego, a więc w jakimś sensie tracącej podmiotowość z powodu konieczności obsługi obcego elektoratu. Druga próbuje zbudować nowoczesną formację konserwatywną, zdolną rywalizować zarówno z liberalnym centrum, jak i z radykalną prawicą, przejmując z czasem zarówno jej wyborców, jak i polityków. (…)
Polska polityka od dwóch dekad opiera się na konflikcie dwóch wielkich obozów. Rozpad PiS-u oznaczałby nieprzewidywalność, wzrost znaczenia ugrupowań protestu i konieczność budowania zupełnie nowych koalicji. (…) Zarówno Konfederacja, jak i środowisko Grzegorza Brauna funkcjonują bowiem poza logiką dotychczasowego duopolu. To właśnie ich wzrost po raz pierwszy od wielu lat pokazał, że monopol PiS-u na reprezentowanie polskiej prawicy nie jest dany raz na zawsze. Mateusz Morawiecki próbuje zagospodarować elektorat konserwatywny, który oczekuje zmiany pokoleniowej, ale jednocześnie nie chce radykalizacji ani polityki permanentnego konfliktu. To próba stworzenia nowej prawicy, bardziej kompetencyjnej, gospodarczej i zakorzenionej w zachodnim konserwatyzmie niż w polityce resentymentu.
Czy ta strategia się powiedzie? To zależy od dwóch czynników. Po pierwsze, od tego, czy Morawiecki zdoła utrzymać swoje wpły- wy mimo narastającej presji aparatu partyjnego, nawet jeśli formalnie zostanie z PiS-u wypchnięty. Po drugie, od tego, czy Jarosław Kaczyński zdecyduje się dopuścić do rzeczywistej sukcesji, czy też będzie próbował ut-rzymać pełną kontrolę nad partią aż do końca swojej politycznej aktywności.
Jednego można być jednak niemal pewnym: polska scena polityczna nie zmierza do końca duopolu, ale do jego kolejnej odsłony. (…). Demokracja dwóch wielkich obozów trwa jednak nadal, zmieniają się jedynie aktorzy i wewnętrzne układy sił.
Dlatego najważniejszym pytaniem najbliższych miesięcy nie będzie to, czy PiS przetrwa, ale to, kto stanie się właścicielem jego przyszłości. Czy pozostanie nim Jarosław Kaczyński i jego najbliższe otoczenie? Czy pałeczkę przejmie Mateusz Morawiecki? Sądzę bowiem, że Mateusz Morawiecki swoimi ruchami nie tyle rzuca wyzwanie własnemu środowisku, ile rozpoczyna rywalizację o przyszły rząd dusz na prawicy z Krzysztofem Bosakiem.

Michał Kłosowski
Zastępca Redaktora Naczelnego „Wszystko co Najważniejsze”. Ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie i London University of Arts.
Za: wszystkoconajwazniejsze.pl, 24.07.2026

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: