•   Thursday, 30 May, 2024
  • Contact

Historia y Politica „Cuba Libre!

WW Historia

W trakcie ubiegłotygodniowej wizyty na Cmentarzu Narodowym w Arlington, pomny obecnych, lewackich wysiłków likwidacji nauczania historii w Polsce (czy Kanadzie), nie mogłem wyjść z podziwu, w jak wspaniały, pieczołowity sposób, z jakim rozmachem Amerykanie pielęgnują swoją historię, oddając cześć poległym. Podziały polityczne kończą się na cmentarzu, gdzie leżą obok siebie ludzie odmiennych poglądów, ale jednakowo oddani i zasłużeni w służbie Ojczyzny.

Moją uwagę historyka tym razem przykuł oryginalny grobowiec-pomnik, zawierający szczątki ponad 200 oficerów i marynarzy z załogi USS „Maine”. Amerykański okręt eksplodował w porcie Hawany 15 lutego 1898 roku, dając początek wojnie hiszpańsko-amerykańskiej. Wojna, która wybuchła dwa miesiące później, wyzwoliła między innymi Kubę z okowów hiszpańskiego kolonializmu.  To skłoniło mnie do przedstawienia Państwu krótkiego tekstu, pisanego w marcu 2016 roku, poświęconego historycznym relacjom kubańsko-amerykańskim, które z dzisiejszej perspektywy politycznej wydają się wręcz fantazją.
W. Werner-Wojnarowicz

***

“La isla mas hermosa que ochos humanos han visto”                                                                           

Krzysztof Kolumb o Kubie

Większości międzynarodowego towarzystwa wygrzewającego się na cudownych plażach gorącej wyspy to zawołanie dziewięt- nastowiecznego rewolucjonisty José Martí, kojarzy się jedynie z mocnym drinkiem. Tymczasem ów głos upominający się o wolność dla mieszkańców jednego z najpiękniejszych miejsc na Ziemi może być uznany za wyznacznik ważnego etapu w polityce światowych mocarstw XIX wieku – transferu punktu ciężkości politycznej równowagi globu poza Europę.

Oczywiście, kiedy ten proces dopiero nabierał tempa, nikt w starych stolicach świata nie traktował kłopotów słabszego, europejskiego sąsiada jako znaku przyszłych wydarzeń. Kto bowiem wówczas, w Paryżu czy Londynie, Berlinie czy Petersburgu mógłby pomyśleć, iż hiszpańskie kłopoty w odległych Amerykach, rozpad kolonialnej własności madryckich Bourbonów jest uwerturą ich własnych klęsk? Poza Turcją, umierającym orientalnym imperium to Hiszpania uważana była za chorego człowieka Europy.

Dla Hiszpanii - tak jak dla Turcji - wiek XVI to było owe “wspaniałe stulecie”. Królestwo Aragonii i Kastylii sięgało szczytów potęgi, o jakim nie śnili Rzymianie. Habsburgowie zdominowali Europę, zaś Nowy Świat obiecywał niewyobrażalne wręcz bogactwa. Srebro i złoto płynęło szeroką strugą przez Atlantyk; wypełnione cennymi metalami galeony rozpalały wyobraźnię ubogich rzezimieszków z wysp brytyjskich, Francji czy Portugalii. El Dorado! La Plata! Cuba!!!                     

Starcie o Kubę między młodą Republiką Amerykańską a starym Imperium Hiszpańskim miało swoje ideologiczne podłoże w dwóch odrębnych koncepcjach wspólnoty – językowo-kulturowej oraz terytorialnej. Już w roku 1823 Prezydent USA, James Monroe stworzył doktrynę, wedle której żywotny interes Stanów Zjednoczonych wymagał powstrzymania europejskiej kolonizacji i dominacji obu Ameryk. Zgodnie z amerykańskim myśleniem strategicznym, żadne europejskie mocarstwo nie mogło posiadać znaczących terytoriów w Amerykach. Od tej zasady zastosowano jeden wyjątek – zaakceptowano hiszpańskie dominium nad Kubą.

Amerykanom niedaleka Kuba, piękna, bogata, dumna i… zniewolona jawiła się jako idealne odbicie ich własnego losu. Dlatego też narodowo-wyzwoleńcza propaganda tak motywowała amerykańskich kapitalistów. Biznes i idealizm. Pulitzer i Hearst, dwaj prasowi magnaci propagowali hasło wolności dla wyspy. I kiedy Hiszpanie wdali się w utarczki z Ameryką, wbrew swej woli Prezydent McKinley musiał wydać Hiszpanii wojnę. "Kubańscy Patrioci i Amerykańscy Patrioci", ramię w ramię – Compañeros de armas – jak to pokazują ówczesne rewolucyjne grafiki, wywalczyli wolność.

Wolność polityczna wyspy oznaczała… wolność dla ekspansji amerykańskich przedsiębiorców, którzy korzystali na niskich cenach cukru dla przejmowania lokalnych plantacji.  I tak to już poszło, iż Habana, odległa zaledwie 80 mil od wybrzeży Florydy stała się mekką kupców, biznesmenów, hotelarzy, plantatorów. Te wspaniałe bogate amerykańskie limuzyny  lat 50-tych, te fasady hoteli, teatrów, sklepów - świadczyły wymownie o bogactwie jakie oczekiwało inwestorów.

Jakże wymowna jest scena z “Ojca chrzestnego 2”, gdy w Sylwestra 1958-go, nowojorski gangster, Michael Corleone siedzi przy jednym stole z Prezydentem Bautistą oraz dyrektorami “American Telegraph & Telephone” i innych korporacji.
Filmowy Corleone zauważa coś, co umknęło czujnym oczom speców z CIA. Kubańska miłość do wolności skłoniła biedaków z przedmieść Trinidad czy Santiago do przyjęcia radykalnej ideologii Fidela. Do momentu klęski inwazji w Zatoce Świń Amerykańscy eksperci nie wierzyli, iż Castro jest częścią szerszego planu imperialnej reorganizacji świata, tworzonego w Moskwie. Ba, bali się go “spłoszyć” wepchnąć w ręce Kremla!!!

Wolna Kuba w wydaniu planistów GRU, stała się śmiertelnym zagrożeniem Stanów Zjednoczonych. Amerykańska reakcja na klęskę oznaczała bezwzględną blokadę wyspy. Wiara w skuteczność tej blokady, w zakaz wszelkich kontaktów, z paleniem cygar włącznie – wyznaczyła na ponad 60 lat “warunki brzegowe” amerykańskiej polityki. Kandydat na prezydenta, który okazałby słabość w stosunku do reżymu Castro, mógł spisywać Florydę na straty, a bez Florydy….   

Przyszli historycy pochylą się nad schyłkiem XX stulecia ery chrześcijańskiej z niedowierzaniem. Upadek ZSSR i parcelacja “Sovietskogo prostranstwa” okazały się łatwiejsze do zorganizowania dla wyspecjalizowanych agencji rządu USA, niż upadek reżymu Castro!

Fidel odszedł, władzę przejął brat Raul, skończyły się subwencje z Moskwy. Cukier padł na twarz, a na wyspie nadal nie nastąpiła kontrrewolucja. Czołowi artyści i sportowcy od czasu do czasu uciekali z “raju Castro” ale reszta ludności, zajęta sprzątaniem pokojów w nadmorskich hotelach, budowanych przez europejski, głównie – o ironio - hiszpański kapitał, zadowala się drobnymi ustępstwami reżymu. Ot, od roku 2006 wolno celebrować Boże Narodzenia. Przylecieli nawet kolejni Papieże, oraz rodzina z Florydy.
 

Enter Obama
Dla Prezydenta Obamy, normalizacja relacji z reżymem w Hawanie to… otwarcie wyspy dla amerykańskiego biznesu przy zachowaniu pozorów wspierania praw człowieka. I to jawi się jako jego największy tytuł do historycznej chwały. Obama nie przejdzie do historii jako wielki prezydent, ale może zaistnieć jako ten, który przeciął gordyjski węzeł czekania na zmianę reżymu. A że nie ubiega się o trzecią kadencję, ma głosy Kubańczyków z Florydy w nosie. Dlatego cytując Teda Cruza: - “Obama popija spokojnie Mojito z dyktatorskim reżymem”. Ma popijać "Cuba Libre"?

Znowu, odpowiadając słowami amerykańskiego polityka – senatora Bernie Sandersa: - “Skoro rozmawiamy na przyjaznych warunkach z Saudyjczykami i Chińczykami, którym do naszych standardów demokracji i poszanowania praw człowieka daleko, to jaki problem z Kubą?”

Kojarzą Państwo teraz lepiej ten gest znudzenia Michaela Corleone, przekazującego dalej, bez żadnego zainteresowania, ów złoty telefon – symbol władzy amerykańskich koncernów na Kubie?

WW-W

Powiązane wiadomości

Comment (0)

Comment as: