Zlecenie na Ambasadora

“Everything we hear is an opinion, not a fact.

              Everything we see is a perspective, not the truth.”

                                                             Marcus Aurelius 

„Akceptujemy kandydaturę Arndta Freytaga von Loringhovena na ambasadora Niemiec w Polsce.

(…) elementem rozmów z niemieckimi partnerami musi być zwracanie uwagi na szczególny rodzaj polskiej wrażliwości, wynikający z faktu, iż zbrodnie II wojny światowej pozostają cały czas w świadomości polskiego narodu wielką niezabliźnioną raną”. Zabliźnienie tej rany jest tym trudniejsze, jeśli weźmie się pod uwagę powracające próby fałszowania historii i braku pełnego rozliczenia win i krzywd. W tym kontekście szczególne znaczenie ma postawa Niemiec i niemieckich polityków.“

Nowy ambasador Niemiec zaczął od wizyty w Muzeum Powstania

„(…) [kwestie historyczne pozostają] “najwrażliwszym kontekstem relacji polsko-niemieckich i wielkim wyzwaniem dla każdego reprezentanta Republiki Federalnej Niemiec, w szczególności zaś dla ambasadora, najważniejszego reprezentanta RFN w Polsce. Kwestia ta jeszcze przez szereg lat będzie wymagać cierpliwego, spokojnego i uczciwego dialogu, Polska zaś, jako pierwsza i największa ofiara niemieckiej agresji roku 1939, kraj najbardziej poszkodowany w wyniku II wojny światowej, ma pełne prawo oczekiwać od Niemiec i ich najważniejszych reprezentantów gotowości do bezwarunkowego wyznawania win i stawania w prawdzie na rzecz pojednania.

„(…) Dialog uświadamiający Niemcom tę polską, w pełni uzasadnioną wrażliwość, nie zawsze jest łatwy i często wymaga czasu, jesteśmy jednak przekonani, że jest on potrzebny i jest fundamentem dobrych, uczciwych, partnerskich i konstruktywnych relacji polsko-niemieckich – dodał wiceszef MSZ. Dziś wiemy już, po szeregu rozmów z niemieckimi partnerami, że przyszły ambasador jest świadomy fundamentalnego znaczenia dla Polski tej sprawy i jest gotowy do pełnego osobistego zaangażowania na rzecz pogłębiania rzetelnej wiedzy wśród opinii publicznej na temat historii II wojny światowej.“

Wiceminister SZ RP, Szymon Szynkowski vel Sęk, 7.09.2020

Zlecenie na Ambasadora

Odwracając słynną definicję wojny, można powiedzieć, iż dyplomacja jest sztuką prowadzenia wojny innymi środkami.

Nie ma nic dziwnego w tym, iż ofiary straszliwej polityki państwowego ludobójstwa swej ludności przez hitlerowskie Niemcy – jak Polska (lub Izrael, czy też kraje b. Jugosławii) – mogą być wyczulone na to, kto reprezentuje Republikę Federalną Niemiec w oficjalnych relacjach z nimi. Można też zrozumieć, iż trudno znaleźć wśród niemieckich elit politycznych ludzi, których przodkowie nie byliby związani z aparatem państwowym III Rzeszy. Elity w państwach poważnych mają to do siebie, iż pozostają z pokolenia na pokolenie w służbie państwowej, bez względu na los kolejnych reżymów politycznych. Wystarczy popatrzeć w dokumenty jednego z byłych prezydentow RFN. A co dopiero mówić o niższych szczeblach dyplomacji. Ot, konsulem generalnym RFN w Toronto był swego czasu jedyny uratowany oficer z „Bismarcka“.

Tylko, czy tego rodzaju ‚warunki brzegowe‘ relacji dyplomatycznych między bliskimi partnerami politycznymi i gospodarczymi, sojusznikami w NATO, w 75 lat po wojnie, muszą być negocjowane publicznie, w mediach?

Jeżeli zaś nie o służbę wojskową w „bunkrze Hitlera” ojca nowo mianowanego Ambasadora Republiki Federalnej chodzi, lecz o karierę wywiadowczą samego nominata, to czy tym bardziej nie powinno być to rozegrane w zaciszu gabinetów Berlina i Warszawy? Wszak (pierwszy) szef wywiadu NATO nie może być osobą niewiarygodną dla nowego członka Sojuszu? Czy też jednak były wice-szef BND może być w posiadaniu informacji poufnych, które sprawiają, iż jego misja dyplomatyczna w Warszawie dociążona jest dodatkowym ‚zasobem‘ informacji niejawnych?

Coś poważnego musiało być na rzeczy, skoro Warszawa zdecydowała się na pasywną sugestię zmiany nominacji (milczącym wstrzymaniem się z natychmiastową akceptacją), a Berlin postanowił swoją opcje mimo takiej obstrukcji, przeforsować. Jak widać, racje Berlina uzyskały ostatecznie przewagę. Czym zatem jest cytowany powyżej komunikat? Jednocześnie próbą zachowania twarzy przez polski MSZ jak i mało dyplomatycznym „pouczeniem‘ Berlina o polskiej, „historycznej wrażliwości“ czy też sygnałem, iż w obustronnych relacjach coś poważnie skrzypi. Polityka historyczna – dla państw poważnych! – nie jest nigdy „historyczna“. Jest zawsze częścią składową bieżącej realizacji własnych interesów.

Nowy ambasador Niemiec zaczął od wizyty w Muzeum Powstania

Z czasów studiów pamiętam zalecenia profesorów, aby bardzo wnikliwie czytać teksty dyplomatyczne. Język not i komunikatów jest bowiem kodem dla wielu zainteresowanych stron, które nie chcą mówić otwarcie o wzajemnych problemach. Zwróciłbym zatem uwagę Czytelników na jeden akapit w tym lekko przydługim komunikacie, kończącym (pozornie?) zastanawiający epizod w relacjach dyplomatycznych sojuszników z NATO: – „Dziś wiemy już, po szeregu rozmów z niemieckimi partnerami, że przyszły ambasador jest świadomy fundamentalnego znaczenia dla Polski tej sprawy (…).“

To znaczy, przed najwyraźniej wymuszonymi okolicznościami (ambasadorskiej nominacji), polsko-niemieckimi konsultacjami, ludzie odpowiedzialni w federalnym Auswaertiges Amt nie byli świadomi ‚fundamentalnego znaczenia‘ tych spraw w relacjach z Polską? Naprawdę? Po gestach Kanclerzy Brandta i Kohla ktoś w Berlinie mógłby uważać, iż hitleryzm dla Polaków to temat zamierzchły, traktowany bez emocji? Czy też mamy do czynienia z poważnym kryzysem, z wieloma nakładającymi się obecnie płaszczyznami rozbieżnych interesów – np. niemieckiej polityki wobec Rosji (Nordstream 2) czy też polskimi sondażami w kwestiach reparacji.  Berlin – mamy problem.

WMW