„(…) Jeśli PSL ma problemy z LGBT, to rozumiem, że usuną Trzaskowskiego z PO. Przecież on podpisał kartę LGBT. To prezydent Warszawy, który rozumiem przechodził według PSL obok PO przypadkiem. Kolejna kwestia:związki partnerskie. Paweł Rabiej, który o tym szeroko opowiadał to wiceprezydent Warszawy. Związki są w programie Nowoczesnej. Rozumiem, że można nie iść z lewicą, ale co zrobi PSL z Nowoczesną. Porozmawiajmy o aborcji. Obok PO przemyka Barbara Nowacka. Zapytajmy się jej: Barbaro, co myślisz o dopuszczalności aborcji do 12 tygodnia? To bardzo ważne – odpowie. Czyli co PSL powie wszyscy wyżej wymienieni precz. A, jest jeszcze pan Jażdżewski. A kim jest Jażdżewski? Socjaldemokratą? – Szefem liberalnego think tanku. Wszyscy pamiętamy, co powiedział, a kto siedział obok? Donald Tusk, nic nie znacząca w Europie postać. On też precz? Kto siedział przy Jażdżewskim i Tusku. Władeczek Kosiniak i jego sekretarz generalny Zgorzelski. Mogli wstać i wyjść, ale siła miłości do Tuska zwyciężyła? Można się tym bawić i obwiniać SLD, ale ludzie to widzą. Więc, co wy k… chcecie od SLD?“
Włodzimierz Czarzasty, szef SLD,
www.dziennikgazetaprawna.pl, 10.07.2019

Zjednoczona (?) Opozycja!

Krótko i węzłowato. Pan W. Czarzasty, z właściwą sobie lekkością i powabem rozbił na drobne narrację ludzi PSL o konieczności tworzenia dwóch bloków politycznych w walce z PiS. Jednocześnie przypomniał, jaką orientację ideową reprezentują dziś w samej PO-KO takie postacie jak Trzaskowski, Rabiej czy zwłaszcza Barbara Nowacka.

czarzasty:staniszkis

Trudno odmówić racji Czarzastemu, politykowi, który bezbłędnie wykorzystał nadarzającą się okazję (oraz bezbrzeżną pychę Schetyny, tak dumnego ze skleconej przez siebie koalicji na wybory europejskie), aby przywrócić do życia powoli zapominaną formację dumnych z siebie post-komunistów. Tak zwani “ludowcy”, przypomnijmy – to partia wsławiona swą wyjątkową “obrotowością”, której dawny lider zasłynął szczerą, choć cyniczną odpowiedzią na pytanie: “Kto wygra wybory?” – “Nasz koalicjant!”. Rządzili zatem w koalicji i z SLD i z PO. I nadal z politykami tych partii współrządzą, po ostatnich wyborach samorządowych 2018, w 8 sejmikach wojewódzkich.
Dziś Kosiniak-Kamysz, który na niesławnym wykładzie Tuska na UW klaskał ochoczo po tyradzie Jażdżewskiego, szuka wymówki dla wyrwania się z macek Schetyny. Patrząc na los .Nowoczesnej, która istnieje już tylko w politycznej nowomowie, a także na wyniki PSL od roku 2015, trudno się mu dziwić. PSL na dzień dzisiejszy się kończy, co pokazują bezwzględne sondaże; w koalicji z PO/SLD zostanie zadeptana i strawiona, ale bez niej, najprawdopodobniej nie przekroczy progu 5%. Być może chodzi jednak o to, iż liderzy PSL to już wiedzą i gotowi są przetrwać najbliższą kadencję w stanie sejmowej hibernacji, byle nie stracić partyjnego szyldu; powrócą zaś do walki o polityczne frukta “po” erze PiSu. W końcu siłą PSL były zawsze układy lokalne, a w samorządach ludowcy mają się całkiem nieźle. Stąd to teatralne wyzwanie rzucone przez nowonawróconych chadeków w stronę PO – “Chodźcie z nami!”.
Co na to PiS? Z jednej strony atakuje PSLowców, powoli przejmując ich elektorat. Z drugiej zaś jednak potwierdza, głosem Gowina, słuszność taktyki Kosiniaka-Kamysza, akcentując “obawę” – że oto rządzący obawiają się właśnie owych mitycznych “dwóch bloków”. Taak, niech idą wszyscy sami, a jak się potkną o próg, to te ok. 4 procent oddanych na nich głosów pójdzie się kąpać, wzmacniając stan posiadania rządzącej Zjednoczonej Prawicy. Najwyraźniej metoda d’Hondta jest zbyt trudna dla części polityków opozycji.

WMW

Historyczny remanent. Lipiec to miesiąc pełen ważnych rocznic. Ot, 5 lipca 1945 roku rząd Stanów Zjednoczonych wypowiedział uznanie Rządu RP na Wygnaniu i uznał tworzony przez Sowietów w Warszawie Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Ogłoszenie Aktu wycofania uznania dyplomatycznego planowano na 4 lipca. To, iż dokonano tego aktu zdrady wobec lojalnego sojusznika z lat wojny dzień po święcie Independence Day zawdzięczamy uwadze Ambasadora RP do wyższych urzędników Departamentu Stanu, aby może nie potwierdzać utraty niepodległości Polski w tak uroczystym dniu dla Amerykanów. Najwyraźniej uwagę uznano za trafną.
Uwielbienie Roosevelta dla “Wujka” Stalina jest powszechnie znane. Mniej znane są długotrwałe tradycje bliskich, przyjacielskich stosunków Rosji i Ameryki, łączonych wspólną niechęcią wobec Wielkiej Brytanii. To w końcu dlatego sprzedano Alaskę Amerykanom, aby nie wzmacniać Brytyjskiej Ameryki Północnej.

Dzisiejsi entuzjaści bliskich (by nie powiedzić: bezwarunkowych nieomal) sojuszniczych relacji z USA powinni może pamiętać owe historyczne uwarunkowania oraz łatwość, z jaką Ameryka potrafi zmieniać sojusze, gdy tak sugerują bieżące interesy. Niedawno mieliśmy przykład Obamy. Nie chodzi tu oczywiście o to, aby wypominać Amerykanom np. skrajnie antypolskie opinie Lincolna o Powstaniu Styczniowym czy owo “5th of July, ’45,” ale by traktować sojusze jako coś opartego na wzajemnym interesie, a nie jako deklaracje dozgonnej miłości i wierności po grób.